ZRÓB SŁONIA! czyli Chwała Wszystkim Dobrym Policjantom

Szanuję prawo, znaczy staram się, jako formę umowy społecznej, która obowiązuje wszystkich. Pod skrótem CHWDP kryło się dla mnie raczej Chwała Wszystkim Dobrym Policjantom, niż obietnica penetracji. Serio, wszystkim osobom ciężko pracującym w służbie publicznej chętnie bym poprzybijał piątki uznania i szacunku. Ten artykuł jednakowoż nie będzie o osobach z którymi chciało by się przybijać piątki, prędzej poczochrać wąsa i powiedzieć „Panie Władzo! Robisz to Pan źle!”. Na potrzeby artykułu ukułem więc nowy skrót – NWNDP – Niezadowolenie ze Wszystkich Niezbyt Dobrych Policjantów.

zrobslonia2_panskaskorka

Wyglądałem za młodych czasów trochę jak dresiarz. W sumie to nie jest to trudne. Krótkie włosy, a potem już z górki, wszyscy i tak stereotypowo będą traktować cię jak bandytę. Policjanci przez kilka lat mojego życia zatrzymywali mnie prewencyjnie 2-3 razy w tygodniu. Zdarzało się to dużo częściej niż próby wyłudzenia. Czyli niejako chronili mnie przede mną samym. Pamiętam bezsilność w tamych sytuacjach, ale wspominam głównie te najbardziej kuriozalne sytuacje. Okazuje się, że nie jestem jedynym, któremu przytrafiały się takie zdarzenia, wypytałem kilka osób z Pańskiej Skórki o ich doświadczenia. Postanowiliśmy je zebrać dla potomności.

Wszystkie opisane historie zdarzyły się naprawdę.

zrobslonia4_panskaskorka

„CHUSTECZKA”

Wracam do domu podziębiony. Z katarem po kolana. Wyrzucam do śmienika zużytą chusteczkę, widząc kątem oka jak z przejeżdżającego obok radiowozu wyskakuje policjant.

– Wyjmuj to!
– Ale co?
– Ja wiem co ty tam wyrzuciłeś! Wyjmuj to!
– Ale to zasmarkana chusteczka.
– Tak?

Tutaj policjant wyjmuje chusteczkę ze śmietnika, zagląda do środka, wchodzi z powrotem do radiowozu. Radiowóz odjeżdża, a ja żałuję że w tym zaskoczeniu nie rzuciłem mu nawet triumfalnego spojrzenia.

(NARKOTYKI!)


 

„ZAGUBIONY”

Spisywali mnie kiedyś i do dziś pamiętam rozmowę przez radio z centralą: „Mamy tu takiego to a takiego – sprawdź, czy się NIE ZGUBIŁ”.


 

„PAŁY”

Dworzec Śródmieście, rok 1994/1995. Policaj do mnie za przeskakiwanie po torach:
– To ile chcesz pał na dupę?


 

„W TOKIO”

Do kolegi, który urodził się w Tokio:
– A gdzie pan się urodził?
– W Tokio.
– Gdzie?
– W Tokio.
– Chyba sobie kurwa żartujesz, dawaj legitymacje!


 

„GRZEGRZÓŁKA”

Do kolegów – braci:
– Nazwisko matki?
– Grzegrzółka.
– ?!?!!!?!?!?!??!?!?!


 

„WYWIAD”

Zatrzymuje nas policja w parku obok sejmu
– Skąd wracacie?
– Z kina.
– Z którego?
– Z Luny.
– A gdzie to jest?
– Przy pl. Zbawiciela.
– A gdzie to jest?
– Przy Marszałkowskiej, obok Trasy Łazienkowskiej.
– A gdzie to jest?
– Eeeeeeeee…


 

„NIC NIE PIJEMY”

Park Fontann, przed powstaniem Fontann, ławka, 4 czy 5 osób, wieczór, nalewki, niespodziewanie, alejką podjeżdża radiowóz, nalewki zostają szybko ustawione za ławką, fiu-fiu, my tu nic nie tego… Okno się otwiera.
– Dobry wieczór. Pijemy?
– Nie, nie pijemy.
– A czyje to butelki?
Zbiorowy, odruchowy żuraw do tyłu, za ławkę.
– Jakie butelki?

Uśmiech, okno się zamyka, pojechali.


 

„WIESŁAW”

Parki Wodiczki, pijemy z kolegą, który jest czarny, ale mieszka od urodzenia w Polsce. Jego matka to Kubanka, a ojciec dał mu na imię po sobie – Wiesław.
– Imię?
– Wiesław.
– Jaja sobie robisz? Imię?
– Wiesław?
– … Imię ojca?
– Wiesław.
– Jak?
– Wiesław.
Przetrzepali nam plecaki, kieszenie, legitymacje.


 

„NARKOTYKI”

Podwórko obok szkoły. 7:30. Mamy po 15 lat. Pijemy Ruskoje, świętujemy zwycięstwo w meczu siatkówki. Policja przetrzepuje nam plecaki, kieszenie i zagląda w buty i skarpetki. Szampan jest nieważny, liczą się złowieszcze, upragnione lecz nieobecne – NARKOTYKI!


 

„ZRÓB SŁONIA!”

Mojego brata, który (przynajmniej wówczas, teraz gra rokendrola i jeździ w trasy, więc nie wiem) z narkotykami nic wspólnego nie miał, zatrzymali na Mokotowie, legitymują i mówią:
– ZRÓB SŁONIA!
– Jakiego słonia?
– No co ty, jaja sobie robisz? Słonia rób!
– No ale o co chodzi ze słoniem?
I dopiero wtedy zakumali, że mógł nie wiedzieć, że chodzi o wywalenie kieszeni na lewą stronę. Do dziś cieszy się, że nie zdecydowali się na publiczną obdukcję trąby.


 

„KOMANDOR SYRIANITÓW”

Pomnik za parkiem Ujazdowskim. Siedzę tam z koleżanką. Nagle podbija do nas p. Jurek, nieco zwariowany, emerytowany prof. filozofii i zaczyna opowiadać, że jest komandorem Syrianitów, przywódcą druidów, a „ta wieś to Tunka się nazywała” (określał tak domki fińskie). W pewnym momencie odszedł kawałek, gadając coś pod nosem, więc daję koleżance znak do ewakuacji. Odchodzimy 5 metrów i podchodzi do nas 2 policjantów, mówią
– Hola hola, piwko się pije? Zapraszamy was wszystkich tutaj.

Zaprowadzili nas ponownie do p. Jurka. Klasycznie proszą o dowody, ja im mówię, że chcieliśmy uciec, oni nie wierzą. Spisują nas, podchodzą do p. Jurka i proszą go o dowód. P. Jurek mówi, że nie ma. Wyciągają walkie-talkie, mówią
– Proszę podać datę urodzenia…
A pan Jurek na to:
– Urodziłem się 2000 lat temu, przyleciałem tu jako komandor Syrianitów…

Po chwili oddali nam dowody, przeprosili i poszli.


 

„MISIO”

Pamiętam kiedy pacholęciem będąc, w ferie szlajałem się z kolegami po Tarchominie. Fakt, czystego sumienia nie mieliśmy, było trochę marihuanen, no ale to był środek dnia, a my tylko zaczerpnąć powietrza wyszliśmy się przejść. Oczywiście zatrzymał nas patrol. Ponieważ byłem grzeczny zawsze, i z policją nie miałem nic wspólnego do tej pory, to się przestraszyłem i zacząłem strasznie jąkać, jak mnie o coś pytali. W końcu policjant, taki typowy Janusz z wąsem i brzuchem wrzasnął na mnie: – JAKIŚ POPIERDOLONY MISIU JESTEŚ?!?

Od tamtej pory nie mam zaufania do policji.


 

„PRZESTĘPCY W KAPCIACH”

Pamiętam przede wszystkim, jak po dwumiesięcznych wakacjach wróciłem do domu i wpadło do mnie kilku kumpli. Zszedłem wtedy w kapciach pod bramę i w tym samym momencie zaczęła nas spisywać policja. Gdy zaprotestowałem, że właśnie tu mieszkam i w kapciach ciężko o jakiekolwiek przestępstwo, panowie policjanci stwierdzili, że to tylko dla naszego bezpieczeństwa.


 

„DOBRA MARYSIA”

Panowie policjanci (po cywilnemu) zgarneli nas w pasażu Wiecha na przeszukanie. Na pytanie o co im chodzi, powiedzieli żebym nie ściemniał bo słyszeli, jak gadam o “dobrej marysi”. A ja opowiadałem kumplowi o mojej dziewczynie…
Później powiedzieli, że mnie to by może uwierzyli, ale koledze (pozdro [fj]) ręce się tak trzęsą, że musi coś mieć i jak im damy to nas puszczą.

To był piątek wieczór. Pewnie chcieli przyćpać…


 

„EWAKUACJA”

Kibice Legii na ul. Rozbrat przewrócili malucha mojego sąsiada na dach. Widocznie taka zabawa przyszła im do głowy. Jakieś 30 metrów dalej stała budka z zapieksami. Wyglądam przez balkon, żeby zobaczyć co się dzieje i dostrzegam dwóch policjantów, którzy wyglądają zza niej, a gdy tylko widzą co się dzieje, spacerowym krokiem oddalają się w przeciwną stronę.

zrobslonia4_panskaskorka

Takich historii jest multum. Macie jakieś swoje, którymi chcielibyście się z nami podzielić? Robiliście kiedyś słonia?

zrobslonia3_panskaskorka

Co sądzisz? Skomentuj!