ZOFIÓWKA

Nie jestem z Otwocka. Przed pierwszą świadomą wizytą kojarzył mi się raptem z paroma rzeczami: Świdermajerem, sanatoriami, pałacem, Mirosławem Bałką, Świdrem i Żydami. W skrócie spokojna podwarszawska miejscowość w sosnowym lesie. Właśnie to skojarzenie najlepiej oddaje, co zostało mi w pamięci po jednodniowej wycieczce zakończonej wyprawą do Zofiówki. Dziwny niepokój i świadomość, że nie można tak tego zostawić.

Zofiówka jest w lesie. Leży na uboczu i nie każdy od razu do niej trafi. Miejsce w sam raz, żeby się w nim zaszyć, odgrodzić od świata i odpocząć. Dopiero długo po wizycie poznałem jej straszną historię.  Wcześniej wiedziałem jedynie, że był tu szpital dla psychicznie chorych i, że Niemcy zamordowali tu wielu Żydów. Moja dość skąpa świadomość wpisywała się jednak w ogólny stan rzeczy. Dla Otwocczan Zofiówka funkcjonuje bowiem bardziej w miejskich legendach niż w realnym życiu. Otwockie dzieci powszechnie wiedzą, że w Zofiówce straszy (to zapewne spuścizna po opowieściach dziadków i babć przekazanym rodzicom, a później wnukom. Sęk w tym, że dziadkowie i babcie mogli jeszcze na własne oczy zobaczyć prawdziwą wersję wydarzeń). Nie wiadomo tylko, kto?

Zofiówka to także obowiązkowy punkt dla poszukiwaczy mocnych wrażeń i eksploratorów nieużytków. To miejsce, gdzie się nie chodzi, a jak już chodzi to po to, by się ukryć.  Przez lata po upadku zakładu miał on wielu gości. Nieważne czy byli to uczniowie pijący piwo na wagarach czy zapaleńcy zapomnianych przestrzeni. Zmienili ruiny Zofiówki. Zostawili po sobie grubą warstwę śmieci i psychodelicznych napisów na ścianach. Przyczynili się do wzmocnienia mrocznej aury miejsca. Opowieści o śladach paznokci wyrytych na piwnicznych ścianach (choć piwnice są zamurowane) skutecznie podtrzymują opinię o Zofiówce jako nawiedzonym miejscu. Znajomi z Otwocka potwierdzają – to miejsce upiorne. (Wypowiedź K.: „Zapytałam się babci z czym jej się kojarzy Zofiówka, to mi rzuciła że WARIATY”. (sic!).  Straszy tam na tyle skutecznie, że na nocne wypady zapuszczają się tylko najodważniejsi. Do tego wszystkiego jeszcze dzika przyroda i okolica naprawdę staje się nawiedzona.

Gdzie leży prawda o Zofiówce? W polityce historycznej, a właściwie jej braku. Z roku na rok Zofiówkę porastają coraz gęstsze chaszcze zapomnienia. Dosłownie. Zdewastowane budynki popadają w ruinę, i, co gorsza, nie widać, aby ktoś miął sobie skutecznie o niej przypomnieć. Tymczasem w Zofiówce jak w soczewce skupiają się losy XX-wiecznego Otwocka (i nie tylko). Od jej początków w 1908 roku, kiedy to wybitny neurolog Samuel Goldflam zakładał jeden z najnowocześniejszych w Europie ośrodków leczenia nerwic – Zakład dla Nerwowo i Psychicznie Chorych Żydów, poprzez nowoczesne metody leczenia i socjalizacji chorych pracy stosowane tu w okresie międzywojennym aż po tragiczne dni II Wojny Światowej. Zofiówka stała w samym centrum wydarzeń. Mieściła się w tzw. „getcie kuracyjnym” dokąd hitlerowcy zwozili chorych psychicznie Żydów z Generalnej Guberni. Getto zlikwidowano w 1941 roku w ramach akcji T4 czyli zabijania na masową skalę osób niepełnosprawnych i psychicznie chorych. To podczas akcji T4 zamordowano Adelę Tuwim, matkę słynnego poety, o czym pisał w wierszu „Matka:

Jest na łódzkim cmentarzu,
Na cmentarzu żydowskim,
Grób polski mojej matki,
Mojej matki żydowskiej.

Grób mojej Matki Polki,
Mojej Matki Żydówki,
Znad Wisły ją przywiozłem
Nad brzeg fabrycznej Łódki.

Głaz mogiłę przywalił,
A na głazie pobladłym
Trochę liści wawrzynu,
Które z brzozy opadły.

A gdy wietrzyk słoneczny
Igra z nimi złociście,
W Polonię, w Komandorię
Układają się liście.

II
Zastrzelił ją faszysta,
Kiedy myślała o mnie,
Zastrzelił ją faszysta,
Kiedy tęskniła do mnie.

Nabił – zabił tęsknotę,
Znowu zaczął nabijać,
Żeby potem… – lecz potem
Nie było już co zabijać.

Przestrzelił świat matczyny:
Dwie pieszczotliwe zgłoski,
Trupa z okna wyrzucił
Na święty bruk otwocki.

Zapamiętaj, córeczko!
Przypomnij, późny wnuku!
Wypełniło się słowo:
„Ideał sięgnął bruku”.

Zebrałem ją z pola chwały,
Oddałem ziemi-macierzy…
Lecz trup mojego imienia
Do dziś tam jeszcze leży.

Nie wszyscy wiedzą jednak, że po likwidacji getta naziści skrupulatnie wykorzystali teren Zofiówki. Urządzili na nim ośrodek „Lebensborn Ostland”, który w ramach szeroko zakrojonego programu w granicach III Rzeszy miał budować nową germańską rasę. I to wszystko na obszarze dawnego getta. Mało? W PRL-u Zofiówka działała dalej. Po remoncie i zmodernizowaniu przemianowano ją na sanatorium gruźlicze, którym była do lat osiemdziesiątych. Dekadę później – pod sam koniec swojego istnienia – zakład powrócił do pierwotnej funkcji. Do lat dziewięćdziesiątych w Zofiówce leczono nerwice u dzieci.

To właśnie wtedy powstała dziura w pamięci. Z ostatnich kilkunastu lat, w których budynki zostały bezpańsko pozostawione, wyzierają pocięte na fragmenty pojęcia: getto, Żydzi, dzieci, psychicznie chorzy, matka Tuwima, upiory… Nie ma komu tego wszystkiego poukładać, ani opisać. W Otwocku ochrona Świdermajera stała się ostatnio tematem mocno politycznym, więc co dopiero takie historie. Lepiej ich nie ruszać. W Zofiówce wszystkie wątki się łączą i nawzajem przenikają. W tej chwili jedynym i najprostszym sposobem by ich dotknąć to po prostu odwiedzić Zofiówkę. Ci, którzy to robią – obojętnie czy gimnazjaliści czy przypadkowi goście – zanurzają się w konglomerat pojęć. W każdym z nich funkcjonuje powierzchowna prawda o Zofiówce, która z każdym dniem odosobnienia coraz bardziej się utrwala. Nie zapomnijcie odwiedzić Zofiówki, póki nie jest za późno.

**************************

Zdjęcia: Magdalena Markiewicz

Co sądzisz? Skomentuj!