Znajdź dziesięć różnic

Miał powstać wyjątkowy budynek, Senator – biurowiec klasy A+, który miał być namiastką dawnego Banku Polskiego z zachowaniem ducha tamtych czasów, a wyszło jak… No właśnie jak? Wyszło kompletne nieporozumienie. Mamy budynek, który od Arkadii czy Galerii Mokotów różni się jedynie brakiem neonu galerii handlowej lub supermarketu. Smutny obraz rzeczywistości dopełnia fakt, iż firma deweloperska Ghelamco przeprowadziła inwestycję pod czujnym okiem konserwatora zabytków, który miał nadzorować prace architektoniczne i budowlane, więc naturalnym wydawałoby się, że podjęte działania miały na celu zapobieżenie temu, co właśnie wybudowano!

Chociaż dałem radę wystać tylko chwilę przed nowo powstałym budynkiem, w tym czasie kilkukrotnie przecierałem oczy ze zdumienia i wciąż nie dowierzałem temu, czego byłem świadkiem. Nawet zamknięcie oczu i liczenie do dziesięciu nie pomogło. W najlepszym wypadku budynek powinien zostać zburzony, a konserwator powinien przemyśleć swoje czyny w więziennej celi, zaś w najgorszym powinny być wysokie kary dla tych, którzy na to zezwolili, a nowy konserwator zabytków powinien wydać nakaz przebudowy fasady oraz elewacji. W Senatorze nie zgadza mi się nic poza gabarytami budynku, które są poniekąd wymuszone przez wymiary działki na której budynek się znajduje. Nie zgadza się budulec, kolor, okna i ich kształt, boki, wcięcia, wykończenie, fasada… i długo by tak wymieniać… w efekcie nic nie przypomina dawnego gmachu, który w czasach swojego istnienia nie uchodził za piękność, ale przy tym kompletnie nieudanym tworze jest to perełka architektury.

kamień na elewacji jest cieńszy niż grubszy, dlatego wygląda jak kafelki. Kolorystykę udało się zachować historyczną: niżej czerwony piaskowiec z rodzimego kamieniołomu Kopulak, ale wyżej już nie złocisty piaskowiec, tylko wapień z Portugalii. Kiedy kamień jest cienki, wtedy nie daje się tak łatwo fasad rozrzeźbić, stąd gzymsy na poziomach kolejnych kondygnacji przypominają cienkie kanciki, są płaskie jak szlaczki. Zamiast dwóch kondygnacji, jak w gmachu 100 lat temu, dziś zmieściło się aż sześć. Nic więc dziwnego, że stropy wypadają w środku wielkich okien. Dolna część witryn ma szkło pokryte barwną folią. Ta czerwień ma przypominać, że w tych miejscach kiedyś był czerwony piaskowiec.

Nic więc dziwnego, że firma Ghelamco ma złą opinię wśród mieszkańców Warszawy, bo tak samo wyglądają wszystkie jej inwestycję, które zyskały miano ‘gelamszczyzny’…

Nie sztuką jest upchnięcie pierwszego lepszego budynku w każdą wolną, możliwą do zabudowania przestrzeń, a zrobienie tego mądrze, tak aby wszystko do siebie pasowało. Szczególnie w tak ważnym miejscu – położonym obok odbudowanego Starego Miasta. W innym przypadku skutki mogą być bardzo przykre dla krajobrazu miasta, tak jak to miało miejsce w przypadku Senatora. Pozostaje nam żyć przy nadziei, że za 20 lat budynek zniszczeje i będzie wymagał, gruntownej przebudowy, która nastąpi w czasach, gdy wreszcie ktoś będzie chciał odbudować piękną Warszawę rozsądnie zarządzając naszą wspólną przestrzenią i wytłumaczy inwestorom, że miejsca na gelamszczyznę w Warszawie nie ma.

Mam również radę na przyszłość dla władz miasta: pamiętajcie! gdy inwestor będzie chciał się zabrać za robienie czegoś na co go nie stać to już niech lepiej nie robi tego wcale, bo gdyby miasto nie wydało warunków na zabudowę tak ważnej i prestiżowej działki, wciąż byłaby szansa na to, że ktoś inny zrobi to raz a porządnie, skoro ma to być wizytówką Warszawy na wiele pokoleń. Do zmiany poglądu nie przekonają mnie argumenty o stojących gdzieniegdzie blokach z wielkiej płyty, ponieważ zawsze trzeba równać do najlepszych, a nie próbować tłumaczyć swoją nieudolność nieudolnością innych.

Zdjęcia pochodzą z warszawa.gazeta.pl

Więcej na: http://warszawa.gazeta.pl/warszawa/1,34862,12185984,Biurowiec_Senator__Gorsza_architektura_zastapila_lepsza.html?as=1&startsz=x

Co sądzisz? Skomentuj!