Zima na Bielanach

Jesień to taki paskudny czas, kiedy człowiekowi odchodzi chęć na wszystko. Dlatego trzecia część bielańskiego cyklu o tym, co w naszej dzielnicy piszczy, powstawała dłużej niż to sobie planowałem. I choć pierwsze przymiarki zacząłem robić już (wczesną) jesienią, to zebranie materiału zabrało mi czas aż do śnieżnego rozkwitu bielańskiej zimy. Nie ma jednak tego złego – udało mi się poznać i odwiedzić kilka bardzo ciekawych miejsc.

O ile wiosną i latem po Bielanach aż chce się spacerować, odkrywać nowe miejsca, siadać w kawiarnianych ogródkach, to – powiedzmy sobie szczerze – zima, z wyjątkiem pięknych i niezbyt mroźnych dni, do takich aktywności nie zachęca. Większość z nas zapewne najchętniej schowałaby się pod ciepły koc i nie wychodziła z domu aż do pierwszych promieni wiosennego słońca. Ale Bielany mają dużo do zaoferowania także zimą! Jeśli już zdobędziemy się na heroiczny wysiłek założenia kurtki, szalika i ciepłych butów, to po kilkuminutowym spacerze możemy ogrzewać się w ciepłych miejscach i przyjemnie spędzać czas. Z uwagi jednak na specyfikę zimowej aury tym razem zdecydowałem się napisać o miejscach, które oferują coś innego niż (tylko) propozycje gastronomiczne – chciałbym podzielić się z Wami historiami takich inicjatyw, które pozwalają spędzić czas w sposób miły i nierzadko pożyteczny oraz skutecznie zapomnieć o deszczu/śniegu/wichrze/mrozie (niepotrzebne skreślić, zależnie od pory zimowego sezonu). Jednak ci, którzy zimą nie mogą wytrzymać w czterech ścianach, także znajdą na Bielanach coś dla siebie.

1. Tajemnice bielańskiej piwnicy

Zacznijmy od piwnicy. Bardzo tajemniczej, choć z zewnątrz zupełnie tego nie widać. Zwykły, niepozorny dom przy ul. Barcickiej na pierwszy rzut oka niczym specjalnym się nie wyróżnia. Wystarczy jednak wejść, aby przenieść się w świat tajemnic. „Enigma Room” to bielański reprezentant popularnej ostatnio rozrywki, zwanej ze staropolska „escape room”, a polegającej na – w uproszczeniu – wydostaniu się z zamkniętego pomieszczenia dzięki rozwiązywaniu zagadek i logicznemu kojarzeniu pozornie niepowiązanych ze sobą elementów. Czyli: pokój (a dokładnie trzy, o różnej tematyce), 60 minut i mnóstwo zagadek. W „Enigma Room” do wyboru mamy „więzienną celę”, pokój rodem z PRL, a także najbardziej rozbudowaną i najtrudniejszą (a także najpopularniejszą) zabawę – „biuro szyfrów”, w którym ekipa (z własnego doświadczenia polecam udział co najmniej 3 osób) ma okazję wcielić się w role matematyków-kryptologów i zmienić losy II wojny światowej. Jak zapewniają właściciele, w najtrudniejszym pokoju rozwiązanie znajduje ok. 55% uczestników, w najłatwiejszym – ok. 80%. Niżej podpisanemu, razem z resztą kryptologicznej ekipy, udało się, zresztą w bardzo dobrym czasie :) I choć moda na zabawę w „escape room” jest coraz większa, to do „Enigmy” zaglądają nie tylko goście z odległych dzielnic, ale także sąsiedzi – wielu z nich odwiedziło już wszystkie trzy pokoje. Jeśli więc wizja spędzania zimowych wieczorów przed telewizorem albo grami komputerowymi nie jest jedyną, jaką dopuszczacie, polecam zabawę w dobry thriller na żywo. Właściciele nie wykluczają też, że w przyszłości „Enigma Room” wyjdzie w bielańską przestrzeń – gra miejska z solidnymi zagadkami opartymi na historii Bielan – to byłoby coś!

2. Atrakcje innej bielańskiej piwnicy

Czy mieszkańcy Bielan w swoich piwnicach jedynie trzymają rupiecie, pędzą bimber, względnie rozwiązują zagadki? Nie tylko! Podziemia stylowego domku przy uroczej Płatniczej zajęło bowiem zupełnie wyjątkowe centrum kultury. „Dzika Historia” to miejsce, które powstało – jak przekonuje Paulina, założycielka i animatorka tego oryginalnego miejsca, z wykształcenia kulturoznawca – mocno spontanicznie. Trochę dla siebie, trochę dla znajomych, a trochę dla wszystkich kreatywnych ludzi, którzy szukali tego typu rozrywki.

20151230_152659_792x442

Od czerwca wystarczy odnaleźć odpowiedni domek (nie jest to zresztą trudne – „Dziką Historię” widać z daleka), zejść kilka schodków w dół i zaczyna się zabawa – zajęcia umuzykalniające i plastyczne dla dzieci, warsztaty kulinarne (także wegańskie, szacunek!), joga, balet, zdrowy kręgosłup, zumba, pokazy slajdów, taniec hawajski, a nawet kreatywne zajęcia humanistyczne czy warsztaty Loesje. To wszystko w jednej piwnicy. I nie tylko, bo „Dzika…” wykracza poza posesję przy Płatniczej. „Noc duchów obżartuchów”, „Dziady bielańskie”, mikołajkowa gra miejska zorganizowana wspólnie z urzędem dzielnicy… Czy macie wrażenie, że Paulina ma ADHD? Nie bójmy się tego powiedzieć głośno, założycielka „Dzikiej Historii” sama wprost się do tego przyznaje :) Mam nadzieję, że tą historią uda się zarazić spory kawałek Bielan, bo jest to miejsce emanujące niezwykle pozytywną energią.

20151230_153009_792x442

3. Gotowanie dla każdego

Pozytywną energię, tym razem kulinarną, można znaleźć w kolejnym elemencie układanki pod nazwą „Elektromoc”. Oprócz crossfitu, wybornego sklepu z piwem („Stan Umysłu” właśnie obchodzi urodziny!) czy rowerowej kawiarni, mieści się tu także drugie warszawskie studio „CookUp”. Po sukcesie pierwszego obiektu, na Mokotowie, przyszedł czas na Bielany. W tym wypadku nie ma jednak mowy o romantycznej historii, bielańskiej energii, która zauroczyła właścicieli itd., pogadaliśmy szczerze – zadecydował czynnik biznesowy i kolejna lokalizacja dogodna dla tych, którym na Mokotów za daleko. Jednak nawet jeśli była to zimna kalkulacja, to dzięki niej nasza dzielnica zyskała fantastyczne miejsce – i podobno nie tylko „turyści” z innych dzielnic czy uczestnicy firmowych spotkań, ale też po prostu bielańscy sąsiedzi coraz chętniej zaglądają tu… do garnka. „CookUp” to bowiem – zgodnie z nazwą – miejsce, w którym można nauczyć się gotować. Oferta zapiera dech w piersiach – kuchnia koreańska, wietnamska, indyjska. Ryby, mięsa i warsztaty wegańskie. Bezy, czekolada, streetfood, a nawet zaawansowane techniki posługiwania się nożem.

Duże Studio Bielany 5

Nieważne, czy jesteś kucharzem niedzielnym, czy domowym MasterChefem, poziom zajęć jest bardzo zróżnicowany. A wszystko w pięknym, bielańsko-postindustrialnym wnętrzu, podzielonym na dwie sale-kuchnie, dużą i bardziej kameralną. Gotowanie tutaj zamienia się w prawdziwą przygodę – za dowód niech posłuży fakt, że przyszedłem na kurs zmęczony po pracy, po czym tak rzuciłem się w wir roślinnej kuchni, że ani się spostrzegłem, kiedy dochodziła jedenasta wieczorem.

4. Na Bielanach mamy kino

I to od ponad 2 lat. Wiedzieliście? Nie trzeba jeździć do „Wisły” czy do bemowskich multipleksów. Wystarczy zajrzeć do biblioteki przy Duracza. Tam właśnie powstała nieco zaimprowizowana i dość kameralna (ok. 40 miejsc) sala kinowa. „Kino za Rogiem” to inicjatywa, która nawiązuje do nostalgii za małymi salami, przyjacielskimi spotkaniami bez zapachu (powiedzmy) popcornu i godzinnych bloków reklamowych. Zamiast tego dostajemy wyselekcjonowany repertuar, za którego jakość ręczy nazwiskiem krytyk filmowy Łukasz Maciejewski. Nasze własne bielańskie kino to nie tylko kameralna atmosfera, ale też formuła „DKF-u” i… brak opłat za wstęp. Co więcej – każdy miesiąc to inna linia tematyczna: w październiku kino zapraszało młodzież na cykl filmów o znanych i nieznanych bohaterach II wojny światowej, w listopadzie motywem przewodnim był temat pamięci, a styczeń to filmy związane z fotografią. Jest też coś dla najmłodszych – o 10 rano kino zaprasza na filmowe poranki. I naprawdę nie trzeba galerii handlowej, multipleksu na 15 sal i baru z napojami gazowanymi. Wystarczy lokalna biblioteka, ekran i kawałek sali, aby stworzyć kino po prostu dla ludzi. Jeśli chcecie wiedzieć, co „za rogiem” piszczy – zaglądajcie na blog kina!

kinozarogiem

5. Jeśli nie możesz usiedzieć w domu

Są i tacy, których aura nie zniechęca. Dopóki będą trzymać większe (lub mniejsze) mrozy, możecie korzystać z dzielnicowej ślizgawki na terenie Zespołu Szkół nr 35, naprzeciwko ratusza. Jeśli – tak jak na początku stycznia – zima będzie śnieżna, możliwości jest jeszcze więcej. Niewysoka (ale zawsze) górka w Parku Herberta jak co roku zachęca do zjeżdżania na sankach, „jabłkach” czy choćby kartonowych pudłach. Na Młocinach można wypożyczyć narty biegowe i wziąć udział w zorganizowanych zajęciach z instruktorem (lub pojeździć samodzielnie). Albo po prostu przespacerować się po Lesie Bielańskim, zejść nad Wisłę i sprawdzić, czy skuwa ją kra. I jeszcze jedno: 14 lutego w naszej dzielnicy pojawi się „Bielański Gród” – siedmiodniowa wioska edukacyjna, stylizowana na średniowieczną osadę. Przez cały tydzień od rana do wieczora będzie można przenosić się w czasie do początków państwa Piastów, zapowiadany jest też festyn rodzinny z historyczną inscenizacją.

Przeczytaj wcześniejsze artykuły o Bielanach:

„Wiosna na Bielanach”

„Lato na Bielanach”

fot. główne: Małgorzata Sopyło

fot. „Dzikiej Historii” autor

fot. „CookUp”, „Kino za Rogiem” – strony internetowe miejsc, za zgodą właścicieli

Co sądzisz? Skomentuj!