Zedrzyj sobie dzień Warszawy: Zdzierak warszawski 2018

Małe ścienne „zdzierane” kalendarze zawsze będą mi się kojarzyć z kuchnią mojej babci w „okrąglaku” na Muranowie. Nieważne, czy po drugiej stronie był przepis na pasztet, domowa recepta na wywabianie tłustych plam, czy (rzadziej) satyryczny rysunek, jako dzieciak byłem zafascynowany tym, co kryje się na rewersie każdej kartki.

Z czasem instytucja ściennego kalendarza uległa degradacji – malejąca popularność szla w parze z coraz mniejszą jakością, copy-paste z Wikipedii lub Ogólnopolskiej Bazy Contentu do Krzyżówek i Kalendarzy. Wydaje mi się, że dziś degradacja ta poszła tak daleko, że zwykły zdzierany kalendarz to już raczej nieudany prezent świąteczny z tej samej kategorii co „zabawny” krawat ze sklepu z „fajnymi upominkami”. Całe jednak szczęście, że jest też kalendarz niezwykły!

Zdzierak warszawski to po prostu kalendarz ze zdzieranymi kartkami. Dzień po dniu, imieniny, wschody i zachody księżyca, niby nic nadzwyczajnego. Ale diabeł tkwi w szczegółach, a dokładniej w treści. Każdy dzień na kartkach Zdzieraka to jedno wydarzenie z historii Warszawy – poważne, znamienne i epokowe. Albo zabawne, błahe, czy po prostu będące ciekawostką. Ostatnie 150 lat z życia miasta w kilku ujęciach (zgrabnie opisanych w legendzie na początku kalendarza). Mamy tu więc wydarzenia „codzienne”, świąteczne, fragmenty artykułów prasowych, reklamy, zdjęcia, poezję, a także – obowiązkowe w zdzieraku – przepisy. I nie trzeba czytać opasłych tomów, aby historię naszego miasta poznawać codziennie, w nienachalny sposób. A miny domowników, czy współpracowników, gdy będziecie sypać warszawskimi ciekawostkami z rękawa – bezcenne.

Trzeba przyznać, że redakcyjnie jest to znakomita robota. Proporcje między kategoriami i kalibrem wydarzeń są rozsądne, nie mamy więc kalendarza warszawsko-martyrologicznego, czy przedstawiającego wyłącznie anegdoty i kurioza. Raz jest poważnie, raz zgoła nie – nie da się nudzić. Spodobał mi się też dobór wydarzeń o większym niż anegdotyczne znaczeniu historycznym – mimo obowiązującej obecnie narracji i tzw. polityki historycznej, Zdzierak uhonorował np. ofiary 1905 roku, wspomniał o wyroku śmierci na Kniewskim, Hibnerze i Rutkowskim, a pod datą 1. sierpnia nie znajdziemy spodziewanej informacji o wybuchu Powstania Warszawskiego, a wspomnienie roku 1981, kiedy to Powstańcy zostali po raz pierwszy od zakończenia wojny oficjalnie uhonorowani przez władze państwowe. Ale – tak jak wspominałem – historia „hard” to tylko (niewielka) część zdzieraka. Dzięki kalendarzowi przypomnimy sobie np. kiedy w Warszawie pojawiły się autobusy spalinowe (fuj!), jaka była prawdziwa (bez filtra marketingowego znanej marki) historia „Zielonej Budki”, albo czym były i dlaczego bulwersowały Bolesława Prusa… „kantory stręczenia małżeństw”. Zresztą nie było opcji, żeby treści były słabej jakości – za ich opracowanie odpowiadał zespół, w którego składzie znajdziemy oczywiście osoby z DSH (Agnieszka Tomasińska, Dariusz Krajewski, Jarosław Pałka), ale też Ryszarda Mączewskiego (Fundacja Warszawa1939.pl) oraz Daniela Nalazka (Trasbus). Dream team zrobił Dream Zdzierak :)

Zdzierak jest też po prostu bardzo ładny. Zgodnie z kalendarzykową tradycją z najlepszych lat zdzieraków, wyposażono go w solidny kawałek grubej tektury do łatwego zawieszenia na ścianie. Grafik też się postarał – zewnętrze i wnętrze Zdzieraka są po prostu fajne, przejrzyste i z miłą vintage’ową nutką, choć wciąż nowoczesne.

Mam z tym kalendarzem jeden zasadniczy problem. Potwornie szkoda mi będzie zdzierać jego karty. Dlatego poważnie zastanawiam się nad zakupem drugiego egzemplarza.

Zdzierak Warszawski 2018, Dom Spotkań z Historią, Warszawa 2017; koncepcja: A. Tomasińska; autorzy: A. Tomasińska, D. Krajewski, J. Pałka, R. Mączewski, D. Nalazek; opracowanie graficzne: to/studio.

Co sądzisz? Skomentuj!