Zapomniana Praga, czyli o nieistniejącym mieście

Dzisiaj mija 367 lat od nadania warszawskiej Pradze praw miejskich. Przez długi czas było to oddzielne i niezależne od władz Warszawy miasto, dopiero w 1791 roku ta sytuacja się zmieniła. O okresie samodzielności wiemy dziś stosunkowo mało, po pierwsze dlatego że nie zachowało się wiele źródeł, po drugie z tamtej dawnej Pragi praktycznie nic nie zostało. Tam, gdzie kwitło niegdyś całkiem spore miasteczko dziś znajduje się Park Praski i warszawskie Zoo.

Praga była miastem prywatnym, jej właściciele zmieniali się co jakiś czas. Przez dobre pięćdziesiąt lat (od lat 60. XVII wieku do 20. XVIII) spora jej część należała do zakonu kamedułów z klasztoru na Bielanach. Czy raczej z Góry Królewskiej, bo tak wówczas określano tereny dzisiejszego UKSW. Nazwa Bielany jest późniejsza i wzięła się właśnie od kamedułów, którzy zwykli nosić białe habity. To dzięki dokumentom pozostałym z czasów zarządzania miastem przez zakonników możemy dowiedzieć się czegoś o życiu codziennym prażan w tamtych czasach.

Niezwykłe nazwy

Każdego właściciela miasta, niezależnie od tego, czy był to magnat, czy zakon kontemplacyjny, interesowało przede wszystkim to, jakie dochody ono przynosiło. Po to tworzono spisy zarówno mieszkańców, jak też gruntów i zabudowań na nich stojących.  Spójrzmy na rejestr pogłównego (a więc podatku „od głowy”, od osoby) z roku 1717. Dowiadujemy się z niego, jaką sumę zapłacił na przykład „Pan Kamieński sam od siebie i od służebnej„, ale też „Bartosiewicz z żoną, matką i od dziewki„. Co ciekawe, jak widać na poniższym zdjęciu, już wówczas na Pradze mieszkał jakiś Okrzeja, który zapłacił pogłówne za siebie, swoją żonę i „od dziewki„, czyli od służącej. Oczywiście nazwa praskiej ulicy pochodzi od zupełnie innego Okrzei, nie mniej jak widać Okrzejowie z Pragą związani są od bardzo dawna.

Pogłówne 1717 r.

Spis pogłównego z 1717 roku (Archiwum Główne Akt Dawnych).

Na przełomie XVII i XVIII wieku nie było jeszcze oficjalnych nazw ulic. Wszelkie określenia topograficzne miały charakter zwyczajowy i czasem się zmieniały. Dosyć szczęśliwie do naszych czasów przetrwała choćby nazwa ulicy Ratuszowej. To jedno z nielicznych świadectw wskazujących, że Praga miała własny ratusz, który na dodatek stał gdzieś w bliskiej okolicy tego dawnego traktu. Nazwy miejscowe, szczególnie te o dawnej metryce, to niezwykle ważne świadectwa historyczne, dlatego też nie wolno ich zmieniać jak komuś w duszy zagra. Nawet jeśli ulica nazywa się Krowia, a zatroskanemu deweloperowi to nie w smak, bo przecież buduje tam ociekający luksusem apartamentowiec.

Nie przetrwała natomiast żadna nazwa „placów”, czyli działek na których dawni prażanie stawiali swoje mniej lub bardziej okazałe, drewniane domy. Określano je zwykle od nazwisk właścicieli, przy czym czasem niektóre wiązały się z miejscem dłużej, nawet jeśli mieszkańcy danego domu się zmienili. Dzięki kamedulskim dokumentom możemy przyjrzeć się całemu szeregowi tych niezwykłych, nieco egzotycznie brzmiących nazw: Ferberowszczyzna, Błużniewszczyzna, Acmitowizna, Puchowszczyzna, Prodowszczyzna, Łazowszczyzna (patrz: zdjęcie) i wiele, wiele innych podobnych. Pewne świadectwo tradycji tego typu nazewnictwa przetrwało próbę czasu na terenach znajdujących się poza tamtą dawną Pragą, choć od niej nieodległych – mamy do dzisiaj na prawym brzegu Pelcowiznę. Nazwa ta pochodzi zatem od niejakiego Pelca, właściciela folwarku znajdującego się w tym miejscu na początku XIX wieku.

Burzliwe dzieje

Prawa miejskie nadano Pradze w 1648 roku, czyli w ostatnim momencie względnego spokoju i świetności Rzeczpospolitej. Niedługo potem nastąpił niesławny i niszczycielski „potop szwedzki”, a jak wszyscy wiemy był to dopiero początek kłopotów zakończonych ostatecznie rozbiorami. Szwedzi nie słynęli wówczas ani z mebli, ani solidnych samochodów, ani nawet z podłego popu, tylko z faktu, że potrafili ukraść naprawdę wszystko: od marmurowych fontann z Zamku Królewskiego po żywy inwentarz z chłopskiej chaty. Prawdopodobnie świadectwem strachu przed szwedzkimi grabieżami jest dokument z 1666 roku, w którym pewna praska mieszczka potwierdza sprzedaż placu. Na końcu znajduje się tam dopisek:

Sama pisać nie umiejąca użyła mię do napisania i podpisania tego skryptu, wymawiając sobie plac za ogrodzeniem ku Wiśle sobie należący i [wy]dobycie [ze] studni, w której wiele rzeczy ruchomych narzucanych jest.

Ukrywanie cennych rzeczy w głębokiej studni była to stara sztuczka pozwalająca na uratowanie przynajmniej części majątku ruchomego przed rozzuchwalonymi żołdakami. Inna sprawa, że potem wcale nie tak łatwo było te rzeczy wydobyć – jak wynika z zacytowanej notatki jeszcze kilka dobrych lat po zakończonym „potopie” właścicielce nie udało się wybrać ze studni tak dobrze ukrytych rzeczy. Ten krótki fragment pokazuje również, że mieszkańcy Pragi nie byli wówczas przesadnie biegli w piśmie. Ale to tak jak zdecydowana większość ówczesnych ludzi, więc nie należy mieć z tego powodu kompleksów.

Bellotto_View_of_Warsaw_from_Praga

Bernardo Bellotto, Widok Warszawy od stron Pragi. Fragment przedstawiający Pragę (1770 r.). Doskonale widać tu drewnianą, niską zabudowę miasteczka, przypominającą raczej architekturę wsi. Po lewej fragment potężnego, dziś już nieistniejącego kościoła bernardynów, na Wiśle widoczne młyny wodne.

Wojny to istotny problem, natomiast być może nawet jeszcze bardziej dokuczliwe i niebezpieczne były klęski żywiołowe. Pomijając już niemal rokroczne, wiosenne wylewy Wisły wielką tragedią dla każdego nowożytnego miasta była zaraza. Morowe powietrze, jak wówczas nazywano epidemie, potrafiło znacznie przetrzebić liczbę mieszczan. W dokumentach czytamy:”Roku Pańskiego 1707 Rabantkowie (…) wymarli powietrzem„, zaś na przykład w 1712 roku pewien dom „pusty zostaje, ob pestilenciam” (czyli z powodu zarazy). Z tych krótkich notatek wynika, że morowe powietrze zabijało nieraz całe rodziny po których pozostawały tylko ziejące pustką domostwa – złowieszcze memento dla tych, którzy pozostali przy życiu.

Życie codzienne

Bywały też oczywiście okresy względnego spokoju, kiedy można było w miarę normalnie żyć i pracować. Czym zajmowali się mieszkańcy Pragi na przełomie XVII i XVIII wieku? Ze źródeł wynika, że trudno tu mówić o wielkomiejskim stylu życia. Część to byli oczywiście rzemieślnicy różnych dosyć pospolitych zawodów (piekarze,
rzeźnicy, kuśnierze, rymarze i inni), jednak sporo osób utrzymywało się także, a czasem wyłącznie, z uprawy roli. Myśląc o Pradze w tamtym okresie nie zapominajmy zatem o polach, sadach, ogrodach, krowach, kurach, kaczkach i świniach – widoczkach kojarzonych raczej z wiejską sielanką. Warto podkreślić, że tak wyglądała zresztą zdecydowana większość polskich miast (czy też „miast”).

Skarga na Głowackiego.

Jeden z punktów skargi na pana Głowackiego (po 1687 roku, Archiwum Główne Akt Dawnych).

W Pradze mieszkali także przedstawiciele innych stanów, niż tylko mieszczański. Stojąca do dzisiaj kaplica Loretańska należała do kompleksu zabudowań klasztornych bernardynów, natomiast jedynym śladem po istnieniu żeńskiego klasztoru bernardynek jest nazwa ulicy Panieńskiej. Na Pradze mieszkała także szlachta, nie zawsze było to dobre sąsiedztwo. Z końca XVII wieku pochodzi skarga na niejakiego pana Głowackiego. W imieniu mieszczan praskich sklecili ją kameduli, jako właściciele miasta. Pośród licznych zarzutów, głównie o to że szlachcic ten nie chce płacić ani podatków, ani czynszu, bardzo wymowny wydaje się zwłaszcza ten:

Pan Głowacki tego roku mieszczaninowi naszemu niejakiemu Jakubowi Toporskiemu konia z gołej roli zabrał, którego przez kilka dni trzymał, gdy zaś zaraz na polu małżonka pomienionego Toporskiego przyszła do Pana Głowackiego, prosząc go o konia, aby onej go oddał, (…) pan Głowacki porwawszy kija onę potłukł, jako mu się podobało, aż ją odjęto. Tego zaś zabranego konia nie dosyć, że tak długo trzymał, ale go inszym ludziom do roboty czyli najmował, czyli pożyczał.

Smutny koniec miasta Praga

Po przyłączeniu do Warszawy w 1791 roku Praga przez jeszcze dosyć długi okres zachowała pewną autonomię. Jednak niezależnie od tego, czy byłaby formalnie samodzielnym bytem, czy częścią stolicy, to i tak spotkałby ją ten sam tragiczny koniec. 4 listopada 1794 roku rosyjskie wojska pod wodzą Suworowa dokonały bestialskich wyczynów, które przeszły do historii jako „rzeź Pragi”. Życie straciło wówczas prawdopodobnie tysiące osób, ucierpiała też oczywiście drewniana zabudowa miasta. Czego nie zniszczyli Rosjanie, to wyburzone zostało do reszty w czasie wojen napoleońskich. Uznano wówczas, że z Pragi uczyni się bastion obronny, co wymagało zburzenia wielu budynków, w tym także kościoła i klasztora bernardynów. Tylko z powodu silnego oburzenia i protestów mieszkańców pozostawiano kaplicę Matki Boskiej Loretańskiej. Jednak całe nieźle prosperujące do niedawna miasteczko praktycznie zniknęło z powierzchni ziemi. Lepsze czasy dla Pragi przyszły ponownie dopiero w drugiej połowie XIX wieku, ale to już zupełnie inna historia.

Vziatie_Pragi_1795

Zarówno III rozbiór Polski jak i rzeź Pragi rozniosły się szerokim echem po Europie. Tutaj angielska karykatura z 1795 roku (NYDL New York Digital Library, Image ID: 1162214).

P.S. Niniejszy artykuł powstał w oparciu o dokumenty przechowywane w Archiwum Głównym Akt Dawnych. O ile nie przydarzy się katastrofa w tym roku zostaną one wydane przeze mnie drukiem w książce pod tytułem „Materiały źródłowe dotyczące dziejów kamedulskiej jurydyki w podwarszawskiej Pradze z lat 1666–1717”. Wówczas będzie można zapoznać się z tymi źródłami dokładniej, do czego zachęcam.

P.S. 2 Katastrofa nie przydarzyła się, źródła zostały wydane i są dostępne za darmo do ściągnięcia w formacie PDF pod tym adresem: http://www.kasaty.pl/publikacje/seria-wydawnicza/3-2015/

Co sądzisz? Skomentuj!