Wzdłuż Nowej Ulgi

Przed wyruszeniem w drogę należy zebrać drużynę. Zebraliśmy więc, i to nie byle jaką. Śmiałkowie dotarli na Pragę Południe z najodleglejszych zakątków Warszawy: Bemowa, Pragi Północ, Bielan czy Woli. Towarzyszyli nam także podróżnicy z Gocławia, którzy pragnęli poznać tajemnicze zakątki pod domem. Naszej wyprawy nie powstrzymał nawet ulewny deszcz i pioruny. Posililiśmy się kawą w restauracji innej niż wszystkie i wyruszyliśmy trasą kanału na styku światów. Poszliśmy wzdłuż Nowej Ulgi, której bieg wyznacza granicę między Wawrem, a Pragą Południe.

Szliśmy ziemią niczyją. Po lewej stronie pędziły auta zamknięte za ekranami Trasy Siekierkowskiej. W oddali po prawej majaczyły gocławskie blokowiska. Wolna deweloperka rozprzestrzeniała się na tyłach Promenady. „Dolina” Nowej Ulgi dawała wytchnienie. Brzegi kanału porastały dzikie chaszcze. Można było przez nie dostrzec zapomniane ogródki działkowe. Gdzieniegdzie przez zieleń przezierały tymczasowe domki, które przetrwały już pewnie kilka dziesięcioleci. Brakowało tylko mgły i aligatorów, a przenieślibyśmy się na mokradła Florydy lub Luizjany.

Wolna deweloperka pożera Gocław. (fot. Wojtek Radwański)

Po drodze natknęliśmy się na ślady dzikich zwierząt: drzewa nadgryzione przez bobry, kaczy kilwater czy bociana z plastiku. Okolice Nowej Ulgi słyną jednak z innego gatunku. Upodobał je sobie czarnodziób pospolity. Nie dajcie się zwieść jego nazwie. Czarnodzioba nie spotkamy byle gdzie. Należy do endemicznych gatunków Nowej Ulgi. Występuje jedynie na pograniczu Wawra i Gocławia. Największe skupisko rostronigro vulgaris znajduje się tuż za pętlą autobusową. Czarnodziobów jest tam obecnie tak dużo, że wyparły one skutecznie inne gatunki ptaków gniazdujące dawniej w tej okolicy. Według onnitologa amatora, kóry towarzyszył nam podczas wyprawy, naukowcy rozważają uściślenie ptasiego nazewnictwa. Jeśli ekspansja gatunku będzie trwała i rozszerzy się na cały obszar kanału, czarnodziób pospolity zyska miano rostronigro vulgaris goclaviensis.

Siedlisko czarnodzioba pospolitego widziane przez lornetkę Szczepan Żurka z bezpiecznej odległości. (fot. Szczepan Żurek). 

Parę metrów dalej napotkaliśmy na naszej trasie pozostałość starożytnej cywilizacji – osiedlowy trzepak. Stał dumnie między drzewami nad samym brzegiem kanału. Niestety, mało kto z niego już korzystał. W zamierzchłych czasach wykorzystywano go przede wszystkim do trzepania dywanów. Znacznie częściej służył jednak dzieciom z nowoulżańskich bloków jako miejsce zabaw. Tak dobrze zachowany okaz zachwycił nas. Nasz podziw podzielali autochtoni pijący piwo na ławce obok. Poza alkoholem czuć było od nich także nostalgię za minionymi czasami.

Trzepak nad Nową Ulgą. 

Szliśmy dalej. Po pokonaniu kolejnego odcinka dotarliśmy do krainy sześciu mostów. To miejsce, w którym spotykają się zawiłe estakady Trasy Siekierkowskiej. Nową Ulgę można tu przekroczyć z lewej na prawą, z prawej na lewą, górą, podjazdem dla rowerów lub schodami. Można także pójść chodnikiem przy jezdni. Ogrom możliwości nas przytłoczył, dlatego przystanęliśmy na chwilę by podziwiać potężne estakady z wczesnych lat dwutysięcznych. Przęsła i kojący szum aut dały nam chwilę wytchnienia.

Nowa Ulga wypływają z krainy sześciu mostów. 

W końcu wydostaliśmy się z labiryntu ścieżek i ruszyliśmy ku celowi naszej wyprawy. Droga do ujścia Nowej Ulgi nie była łatwa. Musieliśmy zejść po stromych betonowych schodach, a później przebrnąć przez piach, który niedawna ulewa zmieniła w błoto. Część trasy przebyliśmy pod mostem, który uchronił nas od całkowitego przemoczenia butów. Z każdym krokiem zbliżaliśmy się do brzegu Wisły. Wreszcie naszym oczom ukazała się królowa polskich rzek. Nowa Ulga wpływała do niej z ogromnym wdziękiem. Nurt kanału był tu szybszy. Przypominał wręcz górski potok. Wrażenie potęgował jeszcze około półmetrowy spadek. Dzięki niemu Nowa Ulga wpadała do Wisły z hukiem niczym wodogrzmoty.

Zdobywcy ujścia Nowej Ulgi. (fot. Wojtek Radwański)

Przeprawiliśmy się na drugi brzeg kanału by zrobić sobie pamiątkowe zdjęcie. Za naszymi plecami roztaczał się jeden z najpiękniejszych widoków na Warszawę. Przed nami wędkarz walczył dzielnie z barszczem, na którym zaplątała mu się żyłka z przynętą. Na maszt wciągnęliśmy banderę w barwach narodowych. W ten sposób dokonaliśmy wyczynu krajoznawczego numer dziewięćdziesiąt cztery. Dziś tu była Polska.

****

Mapę wszystkich wyczynów krajoznawczych znajdziecie na stronie akcji Polska Nieodległa, której organizatorem jest Towarzystwo Krajoznawcze „Krajobraz”.

Co sądzisz? Skomentuj!