Merytorycznie, niestety. Wywiad z Justyną Glusman

Justyna Glusman, kandydatka Koalicji Ruchów Miejskich na prezydenta Warszawy, pasuje do dzisiejszej polityki jak pięść do nosa. Używa takich wyrażeń jak planowanie, analiza,  strategia i problemy horyzontalne. Chce wykorzystywać istniejące zasoby, niuansuje problemy. Czy jej kampania przebije się przez festiwal fantazji o metrze? Żeby wyrobić sobie zdanie trzeba przeczytać ten wywiad. Do końca.

#BitwaWarszawska2018

Po co Justyna Glusman startuje w wyborach? Wiem, że inna odpowiedź niż „żeby wygrać” nie wchodzi w grę, ale jak patrzę na sondaże….

Kampania oficjalnie dopiero się rozpoczęła, chociaż dwaj główni kandydaci de facto ją prowadzą od dłuższego czasu, korzystając z partyjnych środków. Wszyscy kandydaci brani w sondażach pod uwagę są już znanymi politykami. Ja jako jedyna dopiero wchodzę do polityki, bo do tej pory zajmowałam się rozwojem miasta i rozwiązywaniem problemów jego mieszkańców. Zdecydowanie nadszedł czas na mniej polityki, a więcej uwagi dla spraw, które są kluczowe z punktu widzenia jakości życia mieszkańców Warszawy.

Jak patrzę na jakość kandydatów, jak infantylnie się zachowują, to myślę, że jeszcze miesiąc i naprawdę wygramy.

Jako koalicja Ruchów Miejskich mamy trzy cele. Pierwszy to rady dzielnic, gdzie mamy duże doświadczenie, wiarygodność wynikającą z efektów naszych dotychczasowych działań i perspektywy. Drugi cel to wejście do Rady Miasta i stworzenie opozycji, która będzie w stanie zablokować uchwały niekorzystne dla mieszkańców i toksyczne dla miasta. Trzecim celem jest podjęcie wyzwania i mój start na urząd prezydenta. Jak patrzę na jakość kandydatów, jak infantylnie się zachowują, to myślę, że jeszcze miesiąc i naprawdę wygramy.

Ja zajmuje się samorządem terytorialnym od bardzo wielu lat. Prowadzę wykłady na SGH z zarządzania miastem, współpracowałam przez lata z wieloma organizacjami samorządowymi, a w praktyce działam w mieście od ponad 10 lat. To nie jest tak, że ja się podejmuje nagle samobójczej misji – jestem przygotowana do tego, by tę misję wykonać

Brzmi to optymistycznie, ale pozycja kandydatów z PO i PiS i te sondażowe liczby są bezlitosne. Jeśli nie jest to kwestia osobistej ambicji, to czy nie lepiej byłoby dogadać się z lewicą?

Przede wszystkim my skupiamy się na mieście, i nie chcemy przenosić ideologicznych i partyjnych sporów na scenę miejską. Po drugie – nie jesteśmy ruchem lewicowym. Od wielu lat udaje nam się działać w bardzo zróżnicowanym składzie. Stowarzyszenie Ochocianie, z którego się wywodzę, od dwóch kadencji ma swoich dzielnicowych radnych i głosują na nas zarówno osoby, które w wyborach krajowych głosowały na partię Razem, jak i wyborcy  PiSu.

(…) stwierdzenie, że organizacje zrzeszone w naszej koalicji są lewicowe, jest dalekie od prawdy

Z lewą stroną łączy nas wrażliwość społeczna, wynikająca z miastopoglądu, który wyznajemy – chcemy, by miarą sukcesu miasta był sukces jego najsłabszych mieszkańców, by miasto było dla wszystkich. Jednak stwierdzenie, że organizacje zrzeszone w naszej koalicji są lewicowe, jest dalekie od prawdy.

Gdybyśmy porozumieli się z Partią Razem, to na pewno cześć członków byłaby niezadowolonych. Podobnie jak byśmy dogadali się z jakąś partią prawicową… jeśli znaleźlibyśmy jakąś cywilizowaną. Chcemy wygrać wybory, ale nie za każda cenę. Nie za cenę rozpadu naszych organizacji.

Jan Śpiewak jest z ruchów miejskich

Jan Śpiewak nie został jednogłośnie zaakceptowany przez wszystkie organizacje  jako naturalny kandydat, któremu należy się przywództwo. Mimo swoich sondażowych sukcesów…

I nie dało rad zjeść tej żaby? W imię wystawienia wspólnego, silniejszego przez to kandydata?

No nie. Sięgając podstawy demokracji  zdecydowaliśmy się na  prawybory i zaprosiliśmy także  Jana Śpiewaka. Wydaje mi się, że  zabrakło mu na tym etapie odwagi i pewnego rodzaju pokory, żeby się poddać takiemu sprawdzianowi. Ja uważam, że jeśli  by wystartował, to miał by duże szanse.

Justyna Glusman, kandydatka Koalicji Ruchów Miejskich na prezydenta Warszawy

Osobiście miałem przez chwilę nadzieję, że Warszawa Wygra wystawi jako kandydatkę Paulinę Piechnę, i że wtedy wy ją poprzecie

Nie moglibyśmy tego zrobić, bo Paulina Piechna była przez pięć lat wiceszefową SLD, i dla wielu z nas byłby to problem…

Ona dawno odeszła z tego SLD

No tak, ale SLD ma taką historię jaką ma…

O mamo! Mam wrażenie, że wy jesteście bardziej polityczni, niż to przyznajecie, bo te polityczne kwestie mają dla Was większe znaczenie, niż problemy miasta i niż agenda, zbieżna jednak z lewicową. Skoro wasz miejski program jako jedyne popierają partie lewicowe, to dlaczego, w imię skuteczności, nie pójść z nimi?

Ale w naszych szeregach są osoby, które mają poglądy prawicowe, i które głosują na PiS w wyborach krajowych. My nie chcemy wmanewrować się w dyskusje o kościele czy aborcji.

Co do skuteczności – nie przesadzajmy. Ile Partia Razem ma poparcia? Obawiam się, że bilans zysków i strat byłby dla nas niekorzystny.

Pocałunek śmierci „komunisty” Zandberga?

Może nie pocałunek śmierci, ale na pewno stracilibyśmy poparcie wielu mieszkańców, którzy nie chcą upolitycznienia miasta. Upolitycznienie Warszawy to jest patologia.

Czym się różni Pani program od programu Wygra Warszawa?

Przede wszystkim różni nas styl. Nie powiemy, że zbudujemy 50 000 mieszkań, bo to jest nierealne. Nie będziemy też potępiać w czambuł wszystkiego, co w mieście do tej pory się zadziało. Chcemy konstruktywnie skupić się na przyszłości. Będziemy pokazywać co w mieście nie działa, ale też jak powinno działać, i jak to osiągnąć. Podnosimy tematy ważne dla mieszkańców i proponujemy realne rozwiązania.

Nie chcemy rozwiązań kadłubkowych, których przykładem jest Park Centralny – totalnie nierealistyczna wizja żerująca na prawdziwych potrzebach mieszkańców

Hasła w tej kampanii będą podobne, Nowoczesna i PO też mówią o zieleni. Ale my chcemy traktować mieszkańców poważnie. Suma naszych postulatów daje gotowy program działania na rzecz rozwiązania konkretnych problemów. Mamy merytoryczny program, przygotowany przez ekspertów, mamy spójną wizję i propozycje jej realizacji w oparciu o rozwiązania systemowe. Nie chcemy rozwiązań kadłubkowych, których przykładem jest Park Centralny – totalnie nierealistyczna wizja żerująca na prawdziwych potrzebach mieszkańców.

Co proponujecie?

Ja widzę problemy miasta jako matrycę zagadnień horyzontalnych i sektorowych. Horyzontalnie mówimy o zarządzaniu, o strategii – której nie ma (bo dokument o tym tytule z faktyczną strategią ma niewiele wspólnego), o partycypacji i transparentności, o zarządzaniu spółkami miejskimi. To dotyczy wszystkiego, co dzieje się w mieście.

Obszary dla nas najistotniejsze zamykają się w haśle „miasto, człowiek, natura”. Miasto, bo skupiamy się na jakości życia w mieście, nie wchodząc w politykę krajową. Człowiek, bo mieszkańcy są dla nas najważniejszą grupą odniesienia. Jeżeli miasto będzie dobre dla mieszkańców, to będzie dobre dla turystów czy biznesu. Odwrotnie to zazwyczaj nie  działa. Wreszcie natura, bo w dużym stopniu wpływa na jakość życia mieszkańców.

Absurdalne dyskusje kandydatów o liniach metra są możliwe tylko dlatego, że Warszawa nie ma strategii rozwoju transportu w mieście

W tych obszarach mieszczą się główne tematy, którymi chcemy się zająć: smog, transport oraz dostęp do dobrej jakości usług społecznych w każdej dzielnicy – przychodnie, szkoły, przedszkola, żłobki. Wspólnym dla nich mianownikiem jest planowanie przestrzeni. Bez dobrego planowania przestrzeni żaden z tych problemów nie zostanie rozwiązany. I tu trzeba działać strategicznie i długofalowo, planując w perspektywie trzydziestu lat.

Trzeba nakreślić cele, uzgodnić jakiego miasta tak naprawdę chcemy, trzeba je zoperacjonalizować i wyznaczyć wskaźniki ich osiągnięcia. Czyli na przykład ustalić ile chcemy mieć mieszkań, jak je pozyskamy i ile to będzie kosztowało. Absurdalne dyskusje kandydatów o liniach metra są możliwe tylko dlatego, że Warszawa nie ma strategii rozwoju transportu w mieście. To tylko pokazuje jak źle jest zarządzana. Powstaje pusta przestrzeń [intelektualna – AJ], w którą każdy wchodzi, im głupszy pomysł tym lepszy.

A wy co chcecie zrobić?

Zieleń – „zielona oś” to część szerszej koncepcji systemu zielonej sieci. Istniejące tereny zielone powinny być połączone zielonymi korytarzami, po których można się będzie poruszać. Konieczne jest zatrzymanie bezpodstawnych wycinek drzew oraz intensywne dosadzanie, zazielenianie ulic. Żeby to zrobić, trzeba wiedzieć jakie mamy zasoby i w jakim stanie są te drzewa, które mamy. Potrzebny jest system efektywnego zarządzania zielenią i standardy opieki nad nią. Potrzebna jest też jawność informacji na temat zieleni i planowanych wycinek.

Smog to są dwa problemy: transport (w dzielnicach centralnych) i niska emisja z pieców (w dzielnicach podmiejskich). Musimy wdrożyć skuteczny program dopłat do wymiany trujących pieców grzewczych, oraz do droższego paliwa, uwzględniając zjawisko tzw. ubóstwa energetycznego. Do wymiany jest też co najmniej 700 pieców miejskich.

musimy postawić konkretne cele, np. dojazd do każdego miejsca w Warszawie z centrum w 30 minut.

Natomiast transport to jest temat bardzo złożony, a przez to konfliktogenny. Kierowcom trudno wytłumaczyć, że poszerzanie dróg nie prowadzi do lepszej przepustowości, że jest wręcz przeciwnie. Tu sięgamy do doświadczeń innych. Nie ma miasta na świecie, które rozwiązałoby problem transportu poszerzając ulice. Jednocześnie musimy rozwiązać problem wykluczenia transportowego – bo są miejsca w Warszawie, do których nie da się łatwo dojechać transportem publicznym. Tu też musimy postawić konkretne cele, np. dojazd do każdego miejsca w Warszawie z centrum w 30 minut.

Wydaje się, że z grubsza wiadomo, co robić – uspokajać ruch kołowy, zwężać ulice, uprzywilejować  pieszych, podnieść opłaty za parkowanie. Doszliśmy do momentu, kiedy samochody muszą oddać pole. Tylko jak pokonać opór kierowców?

Zmian nie można wprowadzać wbrew ludziom, znienacka, bez wytłumaczenia czemu one służą. To jest długi proces i wysiłek edukacyjny. Trzeba pokazać ludziom, co zyskają. Ja jestem fanką pilotaży i polityki opartej na dowodach. Coś projektujemy, wdrażamy, patrzymy co się sprawdza, dopiero wówczas wdrażamy na stałe.

Co jeszcze?

Usługi publiczne, które powinny być na wysokim poziomie i dostępne lokalnie, w każdej dzielnicy. Szczególnie chodzi mi o szkoły, przedszkola i żłobki. To ma wpływ na jakość życia mieszkańców, na konieczność przemieszczania się po mieści i transport, na czas marnowany w korkach, ale też na więzi społeczne, które wokół przedszkoli i szkół się tworzą. Ten obszar  właściwie w ogóle nie jest zarządzany. Przykładowo – kiedyś pytałam urzędy dzielnic, ile mają dzieci w swoich szkołach „spoza rejonu”? Te dane istnieją, ale nikt z nich nie korzysta! Jak można zarządzać oświatą, nie wiedząc ile szkół i ile miejsc tak naprawdę potrzebujemy?!

Zdjęcie Justyny Glusman, kandydatki Koalicji Ruchów Miejskich na prezydent Warszawy 2018, podczas konferencji prasowej

Problemy usług publicznych w dużej mierze biorą się ze sprawlu

W Warszawie nie ma zarządzania nowymi inwestycjami. Zarządzają deweloperzy. To jest problem prawa krajowego, ale też Studium [Uwarunkowań i Kierunków Zagospodarowania Przestrzennego – AJ], które jest nieaktualne. Niestety w pewnych miejscach mleko już się wylało, tak jak na Białołęce. Pytanie co dalej – czy ją dobudowywać?  Miasto ostatnio uznało, że nie będzie inwestowało w ten kierunek, że trzeba przyhamować rozwój Białołęki. Dlatego też nie będzie tam m.in. metra. Ale 120 000 ludzi już tam mieszka? Jak zapewnić im wygodny dojazd do miasta? Na pewno natychmiast potrzebny jest tam tramwaj.

Nowe inwestycje powinny powstawać od razu z terenami zielonymi i infrastrukturą społeczną, do której inwestorzy powinni się dorzucać

Nowe inwestycje powinny powstawać od razu z terenami zielonymi i infrastrukturą społeczną, do której inwestorzy powinni się dorzucać. Samorząd nie wykorzystuje tych narzędzi, które istnieją. Chociażby egzekwowania doprowadzenia do inwestycji drogi publicznej. Miasto powinno bardziej restrykcyjnie monitorować te inwestycje, które są realizowana, bo tu dochodzi do wielu nieprawidłowości. To jest zadanie radnych.

Co z mieszkaniami? Warszawa mogłaby dużo wygrać, umożliwiając ludziom życie za sensowne pieniądze. To mogłoby być magnesem i impulsem rozwojowym, już nie wspominając, że rodowici warszawiacy też chcieliby normalnie mieszkać. Tymczasem na mieszkanie w Warszawie ludzi częstokroć nie stać.

Priorytetowym zadaniem i ustawowym obowiązkiem miasta jest zlikwidowanie kolejki do lokali komunalnych. Zasób lokalowy nie jest skutecznie zewidencjonowany i przede wszystkim, dopasowany do potrzeb. Dalej zdarzają się przypadki, że jedna starsza pani mieszka w 100-metrowym mieszkaniu. Najczęściej na mieszkanie komunalne czekają małe rodziny – jedna lub dwie osoby. Tymczasem miasto ma dużo, wielopokojowych mieszkań w starych kamienicach, często w złym stanie. Być może trzeba je odremontować, sprzedać i zamienić na mniejsze. Dla mnie podstawą jest analiza tego, co mamy, w porównaniu z potrzebami.

Konieczne jest inwestowanie w budownictwo mieszkaniowe i powiększanie zasobu lokalowego miasta. Czy to wykupywanie nowych mieszkań, czy wynajem nowych mieszkań, czy dopłaty do nowych mieszkań. Warszawa ma zasoby, by takiego wsparcia udzielać. Ma też kilka tysięcy pustostanów oraz tzw. śpiochy, które zgodnie z małą ustawą reprywatyzacyjną powinny być sprzedawane lub przejmowane przez miasto. Ale to się nie dzieje.

TBS-y to oferta skierowana do młodych pracujących, którzy nie kwalifikują się do lokali komunalnych

Sposobem na zwiększenie zasobu jest też pozyskiwanie mieszkania od deweloperów – przejmowanie pewnej puli mieszkań w rozliczeniu za grunt. Ma to wiele pozytywnych społecznych konsekwencji. Warto inwestować w TBS-y, gdzie mieszkańcy pokrywają część kosztów. Można też wspierać TBS-y prywatne i różnego rodzaju kooperatywy. To oferta skierowana właśnie do młodych pracujących, którzy nie kwalifikują się do lokali komunalnych.

Komorowski radził im znaleźć lepszą pracę i wziąć kredyt…

To nie widzimisię, ale ustawowe zobowiązanie samorządów, aby tworzyły warunki do zaspokajania potrzeb mieszkalnych wspólnoty, zapewniały lokale socjalne i mieszkania dla osób o niskich dochodach. Jeżeli chodzi o wysokie ceny najmu mieszkań, istnieje jednak  problem narzędzi prawnych, które mogłyby spowodować obniżenie cen. Mamy przecież ludzi posiadających po kilka mieszkań, wynajmujących je lub nie. W niektórych państwach puste mieszkania są opodatkowane.

To miasto stworzyło takie warunki, gdzie deweloperzy decydują co, gdzie i jakiej wysokości budują. Bo nie monitoruje, nie wydaje decyzji, nie ma planów

Mieszkalnictwo ma dwa filary – publiczny i prywatny. To, że deweloperzy robią, co chcą, to jest wina miasta. Biznes wykorzystuje wszystkie luki, i póki robi to legalnie, to nie możemy mieć pretensji do nikogo. To miasto stworzyło takie warunki, gdzie deweloperzy decydują co, gdzie i jakiej wysokości budują. Bo nie monitoruje, nie wydaje decyzji, nie ma planów. Ale miasto nie stanie się deweloperem. Mówienie o tym, że jakieś ZGN-y zbudują 50 tysięcy mieszkań, to jest bzdura. Nie mogę tego nawet słuchać!

Dużo Pani mówi o planowaniu, tylko…

Ja wiem, planowanie jest nudne.

No właśnie. Jak Pani chce wygrać te wybory?

Chcę wygrać te wybory proponując wizję miasta, które jest dobrze zarządzane, uczciwe i kompetentne. Którego mieszkańcy mają poczucie, że ich zdanie jest brane pod uwagę – i to nie jest wyborcza obietnica – ruchy miejskie właśnie tak działają. Zlikwidujemy smog, usprawnimy transport wykorzystując istniejącą infrastrukturę szynową. Będziemy budować na bazie tego, co już jest, i rozwijania tego, co się udaje. W końcu stworzymy „miasto lokalne”, w którym mieszkańcy będą mieli usługi blisko domów – szkołę, przedszkole, przychodnię, sklep. Stworzymy przyjazne ulice. Będziemy inwestowali w edukację.

Chcemy radykalnej zmiany, wiemy, jak tę zmianę wdrożyć. Nie chcemy miałkiej polityki skupionej na obrazkach nieistniejącego metra. Traktujemy mieszkańców poważnie i oferujemy im konkretny, możliwy do zrealizowania projekt.

Co sądzisz? Skomentuj!