Wykonsultowani

Mam dwie wiadomości: złą i złą.

Pierwsza zła wiadomość jest taka: niby jesteśmy już tacy nowocześni, miasto się rozwija i wydaje grube miliony na budowę metra, niby ma być wygodniej, ładniej i bardziej przyjaźnie. I moglibyśmy skorzystać z okazji, jak już przekopujemy dwie dzielnice, żeby poprawić to i owo również na powierzchni. Ale nie, na powierzchni dużych zmian nie będzie. Jeśli liczyliście na to, że Górczewska zmieni swoje oblicze i ze ścieku komunikacyjnego stanie się dobrze urządzoną, nowoczesną miejską ulicą, to porzućcie nadzieje.

Druga zła wiadomość skierowana jest do uczestników konsultacji społecznych w Warszawie: nie łudźcie się, że wasz głos coś znaczy. Wyniki konsultacji społecznych w sprawie przyszłości ul. Górczewskiej właśnie zostały wyrzucone do kosza. Ale od początku.

Gościnnie dla Pańskiej Skórki: Paulina Fabrowska

Pod koniec 2017 roku, kiedy trwa już rozbudowa drugiej linii metra na Woli, miasto wpada na pomysł, by przy okazji zadbać o to, co nad tunelami. Zleca więc firmie zewnętrznej poprowadzenie konsultacji społecznych na temat pożądanego kształtu ulicy po zakończeniu budowy metra. Urzędnicy zakładają, że tak duża inwestycja wpłynie na zmianę sposobów podróżowania mieszkańców Woli i Bemowa. Część kierowców przesiądzie się do metra, dzięki czemu na powierzchni zrobi się więcej miejsca, które można wykorzystać inaczej niż dotychczas.

W kwietniu 2018 r. ruszają więc dyskusje i spotkania z mieszkańcami. Prezentowane są szkice ulicy w nowym wydaniu i symulacje ruchu po wybudowaniu metra. Modele obliczeniowe wskazują, że metro faktycznie przejmie znaczną część dotychczasowego ruchu. Wygląda na to, że Górczewska ma szanse stać się miejską ulicą z prawdziwego zdarzenia: ze szpalerami drzew, drogami dla rowerów, małą architekturą. Proponuje się zmianę przekroju jezdni (po dwa pasy w każdą stronę) i stworzenie dodatkowych przejść dla pieszych. W dyskusjach przewijają się też kwestie ekranów dźwiękochłonnych na bemowskim odcinku ulicy (demontować czy zostawić?) czy sposobu urządzenia zieleni. Opinie są oczywiście różne i osiągają nieraz poziom abstrakcji godny Monty Pythona. Do Internetu “wycieka” korespondencja pomiędzy urzędem dzielnicy a miejskim Biurem Mobilności. Burmistrz Strzałkowski wnioskuje o rezygnację ze szpalerów drzew, które stanowią śmiertelne niebezpieczeństwo: gałęzie “zaczepiają i niszczą samochody”, pnie tworzą “litą ścianę” przesłaniającą wszystko dookoła, a jesienne liście powodują poślizgi. W skrócie: drzewa do lasu. Przez moment Internet ma z tego niezłą bekę, ale już po chwili burmistrz wycofuje się z tej opinii rakiem twierdząc, że nie doczytał pisma, które własnoręcznie podpisał…

W końcu w lipcu poznajemy wyniki konsultacji. Jest nieźle, chociaż nie wszystkie proponowane wcześniej rozwiązania zostają uwzględnione. Natomiast zarówno prezentowany raport jak i wypowiedź wiceprezydent Kaznowskiej dla prasy potwierdzają intencje ucywilizowania Górczewskiej: „Arteria ta do tej pory niemal wtłaczała do centrum stolicy tysiące samochodów. Chcemy to zmienić.” Czekamy więc na dalsze, bardziej konkretne informacje. Miasto powinno teraz aneksować umowę z firmą, która buduje metro na Woli – to ona będzie odbudowywać ulicę po zakończeniu prac i powinna jak najszybciej otrzymać nowe wytyczne co do jej kształtu.

W międzyczasie jednak uaktywnia się nieliczna, ale głośna grupa osób, którym zmiany na Górczewskiej nie w smak. Pojawiają się petycje online i paszkwile na zwolenników „zwęzizmu leninizmu”. Prym wiodą niekoniecznie lokalsi – szczególnie zaangażowani są dwaj aktywiści z Grochowa i Mokotowa, którzy przyjeżdżają nawet specjalnie na Górczewską, by wziąć udział w telewizyjnej debacie na temat wolsko-bemowskiej ulicy. Ogłoszenie wyników konsultacji uaktywnia też część dzielnicowych radnych (gdzie byli radni jak były konsultacje? tego nikt nie wie).

A za pasem wybory. Kandydat Patryk Jaki obiecuje: „Projekt zwężenia Górczewskiej wyrzucę do śmietnika.” Kandydat Rafał Trzaskowski jest w kropce. Z jednej strony powinien stać w kontrze do przeciwnika, z drugiej chyba boi się stracić głosy osób, którym nie podoba się nowa wizja Górczewskiej. Staje więc ostatecznie okrakiem – najlepiej niczego jednoznacznie nie deklarować – i ogłasza: „Sprawa budzi kontrowersje, zdaję sobie z tego sprawę. Najważniejsze, by przeprowadzić konsultacje z warszawiakami.” O losie, przecież takie konsultacje właśnie zostały przeprowadzone!

Kampania trwa w najlepsze, a miasto odwleka w czasie podjęcie wiążących decyzji. Wtem! Urzędnicy przypominają sobie, że trwają prace nad aktualizacją studium zagospodarowania miasta. No i teraz właśnie okazuje się, że analizy z tym związane są jednak kluczowe również dla Górczewskiej. Że aby przebudować ulicę, nie wystarczą wykonane do tej pory ekspertyzy. Konieczne będą także wyniki analiz transportowych w skali całego miasta, które są dopiero tworzone. No więc czekamy. Mamy je poznać pod koniec roku.

Pod koniec roku nie dzieje się jednak nic. Miejsce wiceprezydent Kaznowskiej zajmuje wiceprezydent Soszyński. W lutym „wyciekają” wreszcie analizy transportowe do studium. Pliki wiszą na miejskich serwerach od grudnia, tylko nikt się nimi nie chwalił.

Marzec 2019. Ratusz ogłasza tzw. wariant „kompromisowy” dla nowej Górczewskiej. Dowiadujemy się, że na razie zmiany zostaną wprowadzone tylko wschodnim odcinku ulicy, czyli pomiędzy Młynarską a Prymasa Tysiąclecia. Dobre i to, chociaż przy okazji pomysły modernizacyjne nieco okrojono. Ulica ma co prawda zyskać nowy przekrój (2 x 2 pasy), ale nie będzie już obustronnej drogi rowerowej. Będzie za to więcej miejsc parkingowych. Natomiast zachodni odcinek Górczewskiej na zmiany musi jeszcze poczekać: „Górczewska dalej będzie podlegała ograniczeniom związanym z budową kolejnych odcinków metra. Docelowe zmiany wdrażamy więc na odcinku wolskim, bo tutaj nie trzeba będzie już zmieniać i dostosowywać objazdów czy organizacji ruchu.” – tłumaczy Tamas Dombi z ZDM.

I nawet moglibyśmy to łyknąć, gdyby nie ostatnia interpelacja radnej Diduszko-Zyglewskiej. Radna spytała co z tą Górczewską, a urzędnicy odpowiedzieli wprost, że na zachód od Prymasa Tysiąclecia po prostu „odstąpiono od zamiaru realizacji zmian.” Powód? Postulaty mieszkańców i radnych, którzy obudzili się już po ogłoszeniu wyników konsultacji. Wyniki samych konsultacji zostały wyrzucone do kosza. I chcąc nie chcąc, prezydent PO zrealizował wyborczą obietnicę kandydata PiS…

No więc będzie tak, jak było. Czyli chyba było dobrze? Ale skoro tak, to po co wydaliśmy 1,2 miliarda na to metro i jeszcze dorzuciliśmy 350K na konsultacje? Zrobiliśmy dwa kroki w przód, a potem cztery w tył. Straciliśmy na to mnóstwo pieniędzy i czasu. No cóż, koniec i bomba, a kto chodzi na konsultacje, ten trąba.

Co sądzisz? Skomentuj!