Wszystko źle

Referendum już za nami. Choć zwolennicy i przeciwnicy bardzo się starali, ostatecznie szala przeważyła na stronę tej grupy, która zniechęcała do udziału. Warszawiacy w większości zignorowali więc całe zamieszanie i w rezultacie Hanna Gronkiewicz-Waltz prawdopodobnie spokojnie dotrwa na stanowisku do kolejnych wyborów. Jako widz tego spektaklu czułem jednak niesmak po każdym jego akcie, niezależnie od tego, kto w danym momencie grał pierwsze skrzypce.

Chronologicznie – akcję rozpoczął w kwietniu burmistrz Guział i Warszawska Wspólnota Samorządowa. Akcję wówczas – przynajmniej w założeniach – oddolną, społeczną, obywatelską i samorządową właśnie. Na tym etapie, niezależnie od tego, kto i jak oceniał wcześniejsze działania burmistrza Ursynowa (oraz od stopnia, w jakim pomysł był autorstwa WWS, a w jakim Artura Dębskiego z Ruchu Palikota), sprawa nie nosiła jeszcze wyraźnych znamion “wielkiej polityki”, zaś wszelkie oddolne inicjatywy samorządowe są zawsze na propsie. Podobnie uważało wielu społeczników, którzy włączyli się w akcję zbierania podpisów (patrz: PS 2) – wśród nich byli nawet listonosze (sic!). Minęły jednak raptem dwa miesiące, a politycy z różnych stron sceny szybko zwęszyli jednak łatwy łup – w końcu odwołanie prezydent Warszawy (i przy okazji jednej z najważniejszych osób w rządzącej partii) to większy “deal” niż przegonienie choćby głównodowodzącego w Elblągu – i zabawa zaczęła się na całego. Początkowo od lepiej lub gorzej ukrywanych przed opinią publiczną przepychanek między poszczególnymi partyjnymi liderami (nawzajem i z inicjatorami referendum), a potem – już otwarcie – w ramach wyjątkowo gorącej kampanii.

Od tej pory niesmak budziła postawa obu stron. Jako obywatel szanujący demokrację i uważający, że skoro „lud” zdecydował, że z takich, czy innych powodów chce spróbować odwołać miejskiego urzędnika, to jego wolę należy spełnić. I w tym momencie głosy najważniejszych osób w państwie wprost namawiających obywateli do zignorowania referendum były dla mnie – mimo wszystko – sporym zaskoczeniem. No bo komu jak komu, ale politykom partii ze słowem „obywatelska” w nazwie, piastującym najwyższe demokratyczne urzędy, jakoś tak chyba po prostu nie przystoi. Nie popisała się też sama HGW, której komunikację z mieszkańcami w ostatnich tygodniach trudno było w tym zakresie (i w większości innych) nazwać choćby poprawną. A że wcześniej PO do udziału w referendach zwykle namawiała, nic dziwnego, że została za tę niekonsekwencję spunktowana dość brutalnie.

ulotki2

Do tego doszła wyjątkowo słaba historia z fanpage”em „Wybieram za rok, nie idę na referendum” w tle. Rzekomo oddolny ruch okazał się, co każdy dociekliwy internauta bez trudu mógł sprawdzić w rejestrze NASK, nie do końca oddolnym, zaś domenę, pod którą widniała witryna akcji, zarejestrowała… Platforma Obywatelska Rzeczpospolitej Polskiej z siedzibą przy ul. Wiejskiej 12A w Warszawie. Oczywiście dociekliwych było wielu, więc błyskotliwy plan komunikowania „oddolnego ruchu internautów” spalił na panewce. Administratorzy strony szybko zresztą przestali kryć się ze swoją tożsamością, umieszczając liczne oficjalne materiały wspierające urzędującą panią prezydent.

Druga strona natomiast zaskakiwała inwencją twórczą. Pal licho ulotki „merytoryczne” dwojga głównych adwersarzy – Guziała i Gronkiewicz-Waltz – utrzymane w niemal identycznej konwencji plastycznej. Bezrobotnych grafików na rynku sporo, pracujących za „pan sobie wpisze do portfolio” też. Im bliżej referendum, tym więcej pojawiało się jednak kuriozalnych pomysłów kreatywnych, godnych notki na blogu „Słaba Reklama”. Ot, choćby słynne „W” PiSu, które wywołało oburzenie m.in. środowisk Powstańców Warszawskich.

starzynski

Nieco później, w zmodyfikowanej formie, trafiło ono na rozkładaną partyjną ulotkę, gdzie z jednej strony na czytelnika spoglądał zatroskany Stefan Starzyński w towarzystwie dzielnego murarza, z drugiej trzy pokolenia, z niezbyt szczęśliwie skomponowanym graficznie hasłem, które można było odczytać jako „Woni marzyli o wielkiej Warszawie”, zaś w środku znajdował się dość osobisty w tonie list prezesa Kaczyńskiego, któremu to listowi, oprócz pewnej dozy populizmu, można było zarzucić z pewnością to, że odpowiedzialny za niego ghostwriter był nieco na bakier z zasadami polskiej pisowni, a szczególnie interpunkcji.

ulotka_pis_tyl

Trzeba jednak przyznać, że nie tylko PiS sięgał w przedreferendalnej walce po ważne dla wielu Polaków symbole. I nie tylko PiSowi się za to oberwało.

plakatkowboj

Jeszcze ciekawsze „dzieła” miały charakter mniej lub bardziej anonimowy. Można było na przykład spotkać referendalne memy, które, pomijając słuszność merytoryczną lub jej brak, niezależnie od poglądów politycznych czytelnika i stosunku do urzędującej prezydent, musiały budzić niesmak w każdym osobniku o elementarnej wrażliwości w obszarze kultury politycznej, czy po prostu osobistej. Memy trafiły też do czterostronicowej ulotki, którą mieszkańcy Ursynowa i Mokotowa mogli znaleźć w skrzynkach pocztowych.

mem

ulotkahgw

Gdzieniegdzie na mieście można też było zobaczyć kreatywne przykłady „oddolnego” street-artu.

streetart

I to chyba ta twórczość nieudolnych copywriterów, opłacanych słabo (lub wcale) grafików i politycznych kreatywnych od siedmiu boleści sprawiła, że choć rządowa kampania zniechęcająca do udziału w referendum napawała mnie demokratycznym obrzydzeniem, ostatecznie zamiast pójścia do referendalnej urny zdecydowałem się na niedzielny wyjazd za miasto.

PS Nie sposób nie dostrzec pewnego przedreferendalnego przyspieszenia niektórych miejskich inwestycji (czy spisać je na karb wyborczej kiełbasy, czy nie) oraz – oby trwałej – poprawy jakości komunikacji prezydent Warszawy z mieszkańcami. Jeśli burmistrz Guział przypisuje sobie (i osobom, które zaangażowały się w referendum, niezależnie od ich opcji politycznej) te zasługi, to niech mu to będzie zapisane na plus, choćby w charakterze spiritus movens. Ale uczciwie – wraz z jego adwersarzami. Z referendalnego zamieszania wynikło więc na szczęście, oprócz niesmaku, także coś praktycznego i dobrego.

PS 2 Na szczęście w akcje proreferendalne zaangażowanych było wiele osób mniej lub bardziej apolitycznych – takich, którym faktycznie zależało na aspekcie samorządowym i oddolnym.  I dla tych osób i organizacji, które wierzyły, że – jak wieszczył to poeta czasów słusznie minionych – „lud wejdzie do Śródmieścia”, za krzewienie obywatelskich postaw i walkę z nieelegancką antyreferendalną propagandą, duży ukłon.

PS 3 Zaczynając przygodę z Pańską Skórką nie zakładałem, że będę tu pisał o polityce. I zamierzam się tego trzymać. Mam nadzieję, że więcej okoliczności przyrody nie skłonią mnie do podobnych wywodów w tym miejscu :)

materiały źródłowe: zdjęcie główne: DrabikPany /Flickr /CC, kolaż ulotek: 300polityka.pl, materiały informacyjne Prawa i Sprawiedliwości, mem i zdjęcie śmietnika znalezione w kilku miejscach sieci (autorów proszę o ewentualny kontakt).

Co sądzisz? Skomentuj!