Wpadnij poczytać zdjęcia. Rozmowa o Instytucie Fotografii Fort.

Instytut Fotografii Fort działa od niedawna, ale bardzo prężnie. Już niedługo o nim usłyszycie. O czytaniu zdjęć, fotoksiążkach i oazie spokoju w środku miasta rozmawiamy z Olgą Łebkowską, Prezesem Zarządu Fundacji i Dyrektorem Programowym Instytutu. 

Mateusz Kaczyński: Skąd pomysł na Instytut Fotografii?

Olga Łebkowska:  Pomysł zrodził się z mojego spotkania z właścicielem Fortu Mokotów. Pomysł na instytucję, galerię, wydawnictwo fotograficzne nosiłam w sobie od bardzo dawna. Próby podjęłam już kilkanaście lat temu, ale wtedy było jeszcze na to za wcześnie. Spotkanie z fundatorem fundacji zaowocowało stworzeniem czytelni, do której właściciel ogromnej prywatnej kolekcji przekazał część swoich zbiorów. Z tego zrodziła się idea fundacji.

Czy Instytut Fotografii jest powiązany z innymi instytucjami zajmującymi się fotografią?

Nie. Jesteśmy zupełnie niezależną fundacją. Oczywiście, jesteśmy bardzo otwarci na współpracę i rozmawiamy z innymi fundacjami i instytucjami. Z wieloma miejscami w Polsce będziemy współpracować, ale nie mamy żadnych komercyjnych celów i nie ma między nami konkurencji. Instytut Fotografii nie jest z nikim powiązany i to absolutnie prywatna inicjatywa.

Z wieloma miejscami w Polsce będziemy współpracować, ale nie mamy żadnych komercyjnych celów i nie ma między nami konkurencji. Instytut Fotografii nie jest z nikim powiązany i to absolutnie prywatna inicjatywa.

i (1)

Fort Mokotów znajduje się na uboczu. Nie brakuje chętnych, by tu wpaść i poczytać?

Zupełnie mnie to zaskoczyło, ale nie. Obawiałam się tego na początku. Mamy tu jednak grono stałych bywalców. Codziennie przychodzą też nowi ludzie.  Jak na tak wąski, branżowy temat to liczba gości jest dla mnie zaskakująco duża. Fotografia jest tylko jednym z narzędzi sztuki. Gdyby była tu czytelnia z albumami o historii sztuki, modzie, malarstwie, architekturze, rzeźbie to grono odbiorców byłoby szersze. A  tu mamy jeden bardzo wąski wycinek sztuki. Natomiast, jeśli o chodzi o książki to wycinek bardzo istotny, bo książka jest dla fotografii jednym z podstawowych i najważniejszych efektów finalnych pracy fotografa, czy tez projektu fotograficznego. Czym innym jest album z fotografią, a czym innym książka fotograficzna. Wydaje mi się, że książki fotograficzne zasługują na własne miejsce.

Gdzie indziej oprócz Fortu Mokotów mógłby mieścić się Instytut Fotografii?

W Warszawie?

Tak.

Trudno wyobrazić mi sobie lepsze miejsce. Jesteśmy blisko centrum,  ze świetnym dojazdem, a można poczuć się tu jak na Mazurach czy w Borach Tucholskich. Mamy do tego ogromną przestrzeń. Sama czytelnia to ponad sto metrów kwadratowych. Wszystko jest bardzo komfortowo urządzone. Od jesieni będziemy mieli dodatkowe kilkaset metrów kwadratowych na galerię fotograficzną. Cały teren zaczyna powoli ożywać. Będą tu nowe restauracje, wały fortowe zostaną oczyszczone, a miejsce w ciągu kilku miesięcy zyska nowe życie. Można z tego terenu bardzo czerpać. Jest to zamknięty teren, ale otwarty na powietrzu. Wszystko można tu zorganizować. Poprzez fundację chcemy ożywić to miejsce i związać z fotografią.

Czym innym jest album z fotografią, a czym innym książka fotograficzna. Wydaje mi się, że książki fotograficzne zasługują na własne miejsce.

i (3)

Galeria będzie ogromna. Jaki program przewidujecie?

Na razie nie mogę zdradzić szczegółów. Mogę powiedzieć, że galeria ma na celu popularyzowanie fotografii jako sztuki, która jeszcze w naszym społeczeństwie nie jest w ten sposób odbierana. Będą wystawy skierowane do szerokiej publiczności, mające przyciągnąć dużo ludzi, którzy z fotografią nie są związani, by pokazać im, że zdjęcia można kolekcjonować. Są świetne galerie, które pokazują artystów indywidualnych i robią świetne projekty. My mamy dużą przestrzeń do wykorzystania i w związku z tym nastawiamy się raczej na duże wystawy przeglądowe, monografie. Liczba zdjęć to jeden warunek. Ma ich być dużo. Jesteśmy świeżo po spotkaniu rady fundacji i wyznaczyliśmy cele na przyszły rok. Jednym z nich jest promocja polskiej fotografii. Będzie dużo i polsko.

Dobra zmiana na fortach.

Od polityki uciekajmy.

Ale Instytut coś zmienia. Wchodzi w pustą przestrzeń, gdzie nagle pojawiają się białe regały z albumami fotograficznymi. Można przyjść i samemu poczytać. To dość rewolucyjne działanie.

Tak, ale na fortach dzieje się to już od jakiegoś czasu. Odkąd jest nowy właściciel działają tu studia fotograficzne, studia nagraniowe, filmowe. Po drugiej stronie korytarza otworzy się zaraz galeria wzornictwa i sztuki współczesnej. Wszyscy najemcy fortów są  jakiś sposób związani z kulturą, filmem, wzornictwem, sztuką. Może poza naszym rodzynkiem – zakładem obróbki skrawaniem, który od zawsze tu był i na zawsze zostanie.

Jakie są najcenniejsze egzemplarze w zbiorach czytelni?

Najcenniejsze są oczywiście książki wydawane w limitowanym nakładzie. I trochę tego jest, i polskich i zagranicznych. Chociażby pierwsza z brzegu na „A”. To przepiękna książka  – Robert Adams, wydana w tysiącu egzemplarzy przez Nazraeli Press. Mamy 980 egzemplarz. To tego typu perełki. Jest to pierwsza edycja. A to tylko spod „A”…

To znaczy, że jest ich znacznie więcej?

Tak! Bardzo cenna jest np. ta niewielka książeczka Kuby Dąbrowskiego. To egzemplarz 215 z trzystu. To rarytas. Tego nie ma, nie będzie, nie zostanie więcej wydane i jest to jedna z cenniejszych rzeczy. Oprócz numerowanych egzemplarzy cenne są jeszcze książki, których już nie można kupić poza serwisami aukcyjnymi, gdzie osiągają bardzo wysokie ceny, bo nakłady dawno się wyczerpały i trzeba czekać na ich reedycję, która nie wiadomo kiedy nastąpi.

Wszyscy najemcy fortów są  jakiś sposób związani z kulturą, filmem, wzornictwem, sztuką. Może poza naszym rodzynkiem – zakładem obróbki skrawaniem, który od zawsze tu był i na zawsze zostanie.

i (6)

Jaki jest zakres tematyczny albumów?

Nie specjalizujemy się ani w fotografii dokumentalnej, ani w modowej czy portretowej. Większość naszych zbiorów, ponad 600 książek, jest ułożona według prostego klucza. To książki indywidualne czyli projekty indywidualne fotografów czy tez innych autorów na temat fotografów. Na tym się skupiamy. Podział alfabetyczny na półkach to podział na fotografów, chociaż niekoniecznie zawsze autorem książki jest właśnie on. Mniejsza część zbiorów to albumy zbiorowe, historyczne, książki poświęcone teorii fotografii i różnym zjawiskom w jej historii. Samych książek poświęconych historii agencji Magnum jest tu z dziesięć.

Jak wygląda wizyta przykładowego czytelnika w Instytucie?

Różnie. Przeważnie na początku pada pytanie, czy naprawdę można wejść, usiąść i oglądać. Po pierwszym zdziwieniu zwykle ludzie zaczynają od szukania czegoś, co znają lub o czym słyszeli. To pierwszy moment, ale gdy staną już przed półkami to gubią się i poszukują. To największa wartość tego miejsca, że można odkryć tu wielu autorów, o których wcześniej się nie słyszało albo nigdy nie widziało danej książki na żywo. Można pobłądzić w zbiorach czytelni.

Czy zbiory Instytutu będą się rozrastać?

Tak, rozrastają się. Jesteśmy bardzo pozytywnie zaskoczeni reakcją różnych instytucji, które same przysyłają nam swoje publikacje jak np. Muzeum Warszawy i Fundacja Archeologii Fotografii od których dostaliśmy nową książkę o Zofii Chomętowskiej. Dostałam również sygnał od kolekcji Wrzesińskiej, że dostaniemy ich publikacje. Myślę, że wszystkie instytucje zajmujące się wydawaniem książek o fotografii powinny mieć swoje pozycje u nas. Bywa też i tak, że przychodzą zaprzyjaźnieni fotografowie i przynoszą swoje książki.

To największa wartość tego miejsca, że można odkryć tu wielu autorów, o których wcześniej się nie słyszało albo nigdy nie widziało danej książki na żywo. Można pobłądzić w zbiorach czytelni.

i (5)

Czyli kontakt z pierwszej ręki.

Przynoszą swoje książki lub ze swoich zbiorów. Czasem są to bardzo stare książki które w pierwszej chwili można by zignorować. Później jednak okazuje się, że to znakomite pozycje jak np. „Pieniny” Hartwiga czy wyjątkowy katalog konkursu Interpress Photo  z 1963/1964 roku.

Nie są to książki, po które czytelnik sięgnąłby w pierwszej kolejności.

W szczególności, że wtedy Polsce książki często drukowano na cienkim papierze i ze słabym drukiem. Ta książka natomiast jest wydrukowana fantastycznie, a zdjęcia mają niesamowitą głębię czerni i rozpiętość tonalną. To nie jest wcale takie proste. Trafiają się u nas i takie perełki.

Dziękuję za rozmowę. 

***********************************

Więcej informacji o Instytucie Fotografii Fort na stronie internetowej oraz profilu FB,

 

 

 

 

 

Co sądzisz? Skomentuj!