Woda ognista i tatar surowy

Woda Ognista ma zasadniczo jedną wadę. Panujący w niej półmrok, tak pasujący do konsumpcji napojów alkoholowych i tworzący idealny klimat pod intymne rozmowy, nie do końca się lubi z aparatem fotograficznym, a zatem z góry przepraszam za kiepską jakość zdjęć dołączonych do dzisiejszego wpisu.

No, to część przykrą mamy już za sobą, teraz przyszła pora na peany.

Koncept knajpy nawiązuje do międzywojennej Warszawy, w elegancko urządzonej suterenie przy ulicy Wilczej suną między gośćmi szarmanccy kelnerzy, obowiązkowo w białych koszulach i kamizelkach. Nawet w środku tygodnia Woda Ognista nie cierpi na brak odwiedzających, a obsługa interesuje się nowymi przybyszami natychmiast, wskazując nam jedyne już wolne miejsca tuż przy barze, zachęcając, iż „jest to serce tego lokalu”. Faktycznie, bieżący kontakt z przemiłą barmanką sprawia, że cały czas czujemy się zaopiekowani i kusimy się na większe zamówienie, aniżeli prawdopodobnie byśmy złożyli siedząc gdzieś dalej.

Od razu muszę zaznaczyć, że nie przepadam za tatarem, w ogóle nie jestem fanką surowego mięsa. Rozumiem, że niektórzy się tą potrawą zachwycają, jednak żaden z dotychczas przeze mnie próbowanych nie pozwolił mi zrozumieć fenomenu tego króla polskich dań konsumowanych pod wódkę. Pardon – żaden, aż do zeszłego tygodnia, bo gdy tylko przyniesiono mi pod nos tatar w Wodzie Ognistej, miałam ochotę odszczekać całe swoje niedowiarstwo. Pod tym adresem tatar to prawdziwy król menu – wjeżdża pod zadymioną kopułą, a po jej uniesieniu i uwolnieniu wędzonych aromatów oczy wszystkich klientów utkwione są z pożądaniem w tym szczęśliwcu, który zaraz będzie konsumował najwyższej jakości wołowinę, zmieszaną w idealnych proporcjach z jajkiem i oliwą lubczykową. Serio, to jest mięsna poezja, jeżeli tylko nie jesteście wege, to od progu zamawiajcie tatar, a potem dopiero zastanawiajcie się, co dalej.

A dalej wjechały inne smakołyki, równie warte uwagi, choć przyznam, że król menu jest jeden i jest to wspomniany wyżej tatar. Niemniej jednak, kusząca jest propozycja dla wegan – wspaniale soczysty bakłażan na blinach z jogurtem owsianym (nie wiem, kiedy ostatnio widziałam jogurt wegański w knajpie, a zwłaszcza takiej specjalizującej się w koktajlach i tatarze) oraz przegląd małych dzieł sztuki kulinarnej na tartinkach – kotlecika rybnego, soczystego plastra kaczki i buraczanej kuleczki z dynią. Pyszności na dwa gryzy razy trzy.

Miejsce stoi koktajlami, do których spróbowania Woda Ognista gorąco zachęca, między innymi poprzez przepiękne kartki pocztowe z nazwami drinków, zaprojektowane specjalnie dla drink baru. Osobiście bardziej kusi mnie wino, ale siedząc blisko barmanów miałam okazję zaobserwować cuda, jakie wychodzą spod ich ręki, i nie wykluczam, że wrócę tutaj nie tylko w celu zacieśnienia znajomości z tatarem, lecz także na jakiegoś fancy drinka.

Niewątpliwą zaletą tego miejsca jest odczarowanie kuchni w lokalu teoretycznie specjalizującym się w podawaniu alkoholu. Zazwyczaj w drink barach czy winiarniach jedzenie schodzi na dalszy plan, jak jest w karcie to tylko po to, żeby goście na gastrofazie nie wyskoczyli na przysłowiowego kebaba na drugi koniec ulicy, choć wcale nie jest to szczególnie smaczniejsze. Do Wody Ognistej warto zajść i tylko na jedzenie i już sam ten fakt wyróżnia to miejsce pośród innych alkoholowych adresów, a w moim prywatnym rankingu miejsc, gdzie dobrze zjemy i wypijemy, Woda Ognista plasuje się obok Pani Wina (w rzeczywistości również, bo lokale znajdują się praktycznie naprzeciwko siebie). Jak widać można i gotować, i poić dobrze, a formuła taka, sądząc po obłożeniu lokalu, spotyka się z najwyższym uznaniem gości.

Woda Ognista, Wilcza 8, FB

Co sądzisz? Skomentuj!