Wizualizacja-manipulacja

Jest na Starym Mokotowie oaza dzikiego życia, stary, przedwojenny ogród dendrologiczny zakładany i pielęgnowany przez najznamienitszych polskich botaników. Zapomniane nieco dziedzictwo kulturowe Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego.

Gościnnie dla Pańskiej Skórki: Ratujmy Park SGGW

Dziedzictwo

Ogród zwany obecnie Parkiem SGGW rósł przez te wszystkie lata i można powiedzieć, nawet się zapuszczał… Ze względu na starodrzew w ostatnich latach zaprzestano wpuszczania do Parku ludzi, bo wymagałoby to znacznej wycinki drzew ze względów bezpieczeństwa. Dzięki temu w ogrodzie rozkwitło dzikie życie, gniazdują ptaki, a cenna kolekcja drzew rozwija swoje korony szeroko poza jego granice. Kolekcja drzew w Parku była zakładana i rozwijana przez lata przez wybitnych polskich przyrodników, m.in. prof. Seweryna Dziubałtowskiego, prof. Romana Kobendzę, dr Tadeusza Szymanowskiego i prof. Jerzego Tumiłowicza. Park przetrwał wojnę, czego dowiadujemy się z powojennych map sporządzonych przez Biuro Odbudowy Stolicy.

Mapa zniszczeń wojennych Biura Odbudowy Stolicy, a na niej zielony ogród SGGW, który przetrwał wojnę.

 

Widok na przedwojenny gmach SGGW i młody Park z relacji powstańczej Danuty Staniszkis (1912-1995).

Park trwał, mimo że jego granice były regularnie zmniejszane. Po wojnie Park od wschodu ograniczyła budowa Al. Niepodległości, później od północy ul. Bruna, potem przyszło metro, potem SGGW w południowej części Parku urządziło swój parking, kilka drzew ubyło przy rozbudowie pawilonu dydaktycznego SGGW w 1986 r. przy zachodniej granicy Parku.

Świadkami dawnej świetności i wielkości Parku są liczne drzewa, a nawet pomniki przyrody, rosnące poza dzisiejszymi, chronionymi granicami. Są to np. piękny dąb szypułkowy czy sofora chińska, chyba największa w Warszawie surmia wielokwiatowa czy unikatowa, dwupniowa leszczyna turecka.

Parking na wewnętrznym terenie SGGW, tu kiedyś był Park.

 

Miejsce parkingowe na wewnętrznym dziedzińcu SGGW, około 10 metrów od wspaniałego pomnika przyrody w Parku SGGW, buka purpurowego odmiany czerwonolistnej.

 

Pomnik przyrody, Dąb SGGW, obecnie poza chronionym obszarem Parku.

SGGW

Park, w swoich obecnych, zmniejszonych granicach, znalazł się pod ochroną. W 2003 roku z inicjatywy retora SGGW, Tomasza Boreckiego wszczęto procedurę objęcia Parku ochroną przyrodniczą: „Chcemy ten teren ustrzec przed zabudową. Wystąpiliśmy z inicjatywą utworzenia parku chronionego, bo w Warszawie ubywa zieleni” – tłumaczył prof. Tomasz Borecki, rektor SGGW, na łamach Gazety Wyborczej w 2003 roku. Opinię na temat objęcia ochroną Parku w przygotował prof. Jan Szyszko, ówczesny pracownik SGGW. Park jest wiec bezsprzecznie cenny przyrodniczo.

Niestety względny spokój dla Parku zakończył się w 2016 roku, gdy to uczelnia SGGW, która posługuje się hasłem „Sukces z natury” postanowiła ten postawić na sukces pieniężny i najpierw w cudowny sposób wydzieliła działeczkę w ostrej granicy Parku, a potem ją sprzedała kontrowersyjnemu warszawskiemu deweloperowi, spółce Europower, w której ówczesnym zarządzie zasiadał Sarbi B., aresztowany za próbę korumpowania burmistrza Włoch. Spółka Europower dość szybko, bo już w 2018 roku sprzedała działeczkę obecnemu właścicielowi, spółce Vinci Immobilier Polska, co ciekawe, za prawie dwa razy więcej pieniędzy, niż wyniosła cena sprzedaży przez SGGW. SGGW wcześniej zadbało, żeby działka miała odpowiedni plan miejscowy, plan z rażącym błędem zezwalającym na zabudowę działki w ostrej granicy Parku, z ewidentną kolizją linii zabudowy względem koron starodrzewu w chronionym Parku SGGW.

Granica zabudowy według mpzp (na czerwono), a zasięg koron drzew rosnących na terenie Parku SGGW (zdjęcie w tle – Google Maps).

Wydzielenie i sprzedaż działki przez SGGW były zimnym prysznicem dla lokalnej społeczności. Po sprzedaży działki na Bruna 9, która została zabudowana na warunkach zabudowy, blokiem o niezbyt pasującej do otoczenia architekturze, ale jednak w bezpiecznej odległości od Parku, wydawało się, że to koniec zagęszczania zabudowy na zielonej dotąd ulicy Bruna. Sprawą zainteresowały się lokalne stowarzyszenia Parkowy Mokotów i Zabytki Mokotowa.

Od prawie czterech lat mieszkańcy ulicy i lokalne stowarzyszenia odwiedzają miejskie i dzielnicowe komisje, składają wnioski i piszą do wszelkich urzędów prosząc o zwiększenie ochrony Parku.  SGGW milczy. Po tym jak zainkasowała pieniądze ze sprzedaży działki, uczelnia nie wypowiada się już w sprawie ochrony Parku, choć jest to jej i nasze, kulturowe dziedzictwo. Natomiast kadra naukowa uczelni podzieliła się na tych, którzy na zlecenie dewelopera piszą płatne opinie, że budowa w ostrej granicy starodrzewu jest możliwa i na tych, którzy pro bono wspierają lokalną społeczność i głośno mówią, że to absurd, że Park do życia potrzebuje strefy ochronnej wolnej od intensywnej zabudowy, a zwłaszcza głębokich wykopów i odcięcia dopływu wód gruntowych, że drzewa potrzebują światła.

Ochrona

Dr Jakub Dolatowski, dendrolog wieloletni pracownik naukowy Instytutu Dendrologii PAN oraz wykładowca dendrologii na Uniwersytecie Warszawskim i SGGW napisał o Parku tak:

„Park SGGW jest cenny z kilku przyczyn. Stanowi po pierwsze niezwykły fragment „lasu liściastego” w samym sercu miasta (jest to w swym składzie gatunkowym park na dzisiejsze standardy zupełnie nietypowy i wyjątkowo cenny, bo jedynie z bardzo nieliczną reprezentacją drzew i krzewów iglastych, zazwyczaj „nadreprezentowanych” w terenach zieleni), wykształcony i zachowany tak dobrze dzięki światłej opiece uczonych oraz szczęśliwemu splotowi okoliczności – a więc względnej niedostępności i brakowi pochopnej, niszczącej „pielęgnacji” (zaniechanie wygrabiania liści pozwoliło rozwinąć się unikalnemu runu – wprowadziły się tutaj jeże i płazy; brak intensywnego cięcia koron dał w rezultacie liczne dziuple i posusz, miejsce bytowania i żerowania wielu organizmów; ekstensywność pielęgnacji i brak silniejszej presji otoczenia pozwolił rozwinąć się na tym małym terenie także i innym niż drzewa, krzewy i rośliny zielne zespołom organizmów – mamy tu dla przykładu 5 ściśle chronionych gatunków grzybów i 9 grzybów z polskiej „Czerwonej księgi”! – vide praca Szczepkowskiego z 2007 r.10). Drzewa i krzewy parku są w bardzo dobrym stanie – mimo posuszu, spadłych tu i ówdzie gałęzi i konarów czy „nieestetycznego”, zaniedbanego dla oka wyglądu wielu jego fragmentów, co jednak ma się w stosunku odwrotnym (!) do wartości biologicznej i ekologicznej parku; brak tu właściwie owocników grzybów pasożytniczych i hub. Wymienione cechy przyrodnicze wydają się mieć znaczenie nadrzędne i stanowią o wyjątkowej wartości parku. Poza tym na małym terenie zgromadzono, dla celów dydaktycznych, sporą – i cenną samą w sobie – kolekcję rzadkich lub bardzo rzadkich drzew i krzewów, na tyle jednak ograniczoną, że pod względem fizjonomicznym nie przytłacza „leśnej” całości”.

I dalej pan doktor pisze: „Wokół całego obiektu [należy] wprowadzić jak najszerszą konserwatorską strefę ochronną; park jest bowiem obecnie chroniony jedynie w swych ścisłych granicach. Ochronę taką należy wpisać do ustaleń miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego – obecne postanowienia MPZP dla Dzielnicy Mokotów, w części dot. obszaru A1 MW/U, nie zapewniają odpowiedniej ochrony prawem chronionego obiektu przyrodniczego, zezwalając na realizację w „ostrej granicy” parku zabudowy śródmiejskiej do wys. 42 m.!”

Lokalni mieszkańcy i działacze domagają się zwiększania ochrony Parku z wszystkich czterech stron i takie też postulaty przedstawili Komisji Ładu Przestrzennego Miasta Warszawy w 2019 roku. Na ich wniosek miasto przystąpiło do procedury zmiany miejscowego plany zagospodarowania przestrzennego. W lipcu 2019 roku, Biuro Architektury i Planowania Przestrzennego przeprowadziło krótkie konsultacje w sprawie wniosków do zmiany mpzp. Pod wnioskiem mieszkańców o zwiększenie ochrony Parku z 4 stron i wprowadzenie zakazu budowy kondygnacji podziemnych w odległości 20 metrów od granicy Parku podpisało się 1200 okolicznych mieszkańców. We wniosku mieszkańcy napisali, że zieleń stanowi  ważny dla nich element, zwłaszcza w kontekście dokumentu „Strategia adaptacji do zmian klimatu dla m. st. Warszawy do roku 2030 z perspektywą do roku 2050 – Miejski Plan Adaptacji”. Mokotów znajduje się w strefie wysokiego zagrożenia termicznego, które stanowi realne zagrożenie dla zdrowia i życia mieszkańców. Zagrożenie termiczne jest związane głównie z formą pokrycia terenu i wysoką temperaturą powierzchni czynnej. Strategia natomiast zakłada „systemowe podejście do tworzenia elementów zielonej infrastruktury”. Dlatego też utrzymanie istniejących lokalnych form zieleni powinno być priorytetem w planowaniu przestrzennym. Procedura zmiany planu trwa, trwa też wyścig z czasem właściciel terenu chce jak najszybciej zdobyć pozwolenie na budowę na obecnym mpzp, zanim zostanie on prawomocnie zmieniony. Trudno tutaj zresztą się dziwić, że deweloper chce uzyskać zwrot z ogromnego kapitału jaki zainwestował w tą działkę.

Obecnie pozwolenie na budowę procedowane przez Vinci jest zawieszone, ze względu na prace Mazowieckiego Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków. Na wniosek  lokalnego stowarzyszenia Zabytki Mokotowa, MWKZ wszczął postepowanie o wpis Parku do rejestru zabytków w raz z otoczeniem z wszystkich czterech stron. MWZK zakończył procedurę 1 sierpnia 2019 i wszystkie strony zainteresowane oczekują na jego decyzję.

Kuriozalnym jest tutaj fakt, że organem o największym znaczeniu jest tutaj organ ochrony zabytków, a nie Biuro Ochrony Środowiska, które nie podjęło żadnej próby podjęcia publicznej dyskusji o zagrożeniach dla Parku i zwiększenia jego ochrony. Natomiast szybką reakcję BOŚ podjęło na prośbę dewelopera o przycięcie gałęzi i konarów drzew z chronionego Parku SGGW, które przeszkadzały deweloperowi w korzystaniu z parkingu. Nic by w tym nie było dziwnego, gdy nie fakt, że w momencie kiedy deweloper nabył działkę w dobrej wierze, te drzewa i ich zwisające gałęzie przecież rosły i były, więc działka została nabyta z całą świadomością sąsiedztwa zabytkowego i chronionego Parku. Obecnie procedowany przez dewelopera projekt pozwolenia na budowę zakłada nawet 25% przycięcie koron drzew w chronionym Parku i przez prawie dwa lata odkąd pozwolenie jest procedowane BOŚ nie odniosło się do tego faktu merytorycznie.

Widok na działkę dewelopera, z dawnym pawilonem naukowym SGGW, sprzedanym wraz działką. Po lewej stronie widoczne wyraźnie korony drzew Parku SGGW rozkładające głęboko w obszar działki przeznaczonej pod zabudowę.

 

Gałęzie drzew w Parku SGGW zwisające na parking dewelopera. Oznaczone do wycinki.

 

To samo drzewo po obcięciu gałęzi na wniosek dewelopera przez BOŚ.

Deweloper

Z ostatnich relacji mediów, dowiadujemy się, że VINCI Immobilier Polska na konferencji prasowej ogłosiło swój nowy projekt zabudowania działki. O tym, co było na tej konferencji dowiadujemy się tylko z relacji, bo strona społeczna na prezentację tego projektu zaproszona nie została… ani sąsiedzi ze Wspólnoty Bruna 9, ani przedstawiciele SMB Batory, ani lokalne stowarzyszenia walczące o Park SGGW, takie jak Zabytki Mokotowa, czy Parkowy Mokotów.

Dowiadujemy się, że „projekt powstał w wyniku diagnozy wymogów sąsiedztwa Parku SGGW i dążeń do zrównoważonego rozwoju tej okolicy. Autorem koncepcji jest renomowana pracowania BBGK Architekci”.

W tekście na portalu Nowa Warszawa słowo godni słowo, a jakie cudne wizualizacje. I tak dowiadujemy się, że to jest wysokiej klasy architektura, że to nowe podejście, że wieloaspektowa strategia zrównoważonego rozwoju, zmiany klimatyczne… Na próżno tutaj szukać wyjaśnienia tych słów, albo treści. Z tych słów nic nie wynika, poza tym, że zostały użyte. Można więc się pokusić o głębszą analizę tego, co zostało powiedziane.

Jak powiedział przedstawiciel dewelopera pan Jacek Orkisz nowy projekt miał uwzględniać także „oczekiwania organów miasta, sąsiadów oraz różnych organizacji”. I to jest rzeczywiście nowatorskie podejście do uwzględniania oczekiwań, bo projekt nie był uzgadniany ani z sąsiadami ze Wspólnoty Mieszkaniowej Bruna, ani z mieszkańcami ul. Bruna ze SMB Batory, ani z lokalnymi stowarzyszeniami, takimi jak Zabytki Mokotowa, czy Parkowy Motków. Nikt z przedstawicieli strony społecznej nie został też zaproszony nawet na konferencję, na której zaprezentowaną nową koncepcję. Tak więc ma wyglądać wzór „nowego podejścia do planowania śródmiejskich budynków”

Renomowana firma BBGK Architekci ma też renomowanych copywiterów i opis projektu snuje przed nami romantyczne wizje o „rozrzeźbionej elewacji”, która nada projektowi lekkości i dalej: „kameralne, przezierne, tarasowe budynki, stworzą naturalne otwarcie na park SGGW”. Kameralne budynki mają 7 pięter i 83 mieszkania oraz 80 podziemnych miejsc parkingowych. Tak więc mamy już nowe podejście do planowania bez udziału mieszkańców oraz masowej kameralności.

Inwestycja wtapia się w zieleń czytamy dalej, co jest tu kluczowe, bo sąsiaduje ona z historycznym i prawem chronionym starodrzewem w zespole przyrodniczo-krajobrazowym, Park SGGW. Wtapianie się w zieleń oznacza przycięcie koron drzew w chronionym Parku SGGW o 20% ich objętości. Jest to jednak bardzo ciekawa nowa definicja wtopienia się w zieleń. I to jest o tyle ciekawe, że w świetle Rozporządzenia Wojewody Mazowieckiego nr 13 z dnia 27 kwietnia 2007 r. w sprawie zespołu przyrodniczo-krajobrazowego „Park SGGW”, §3 ustęp 3, przewidziano i dopuszczono jedynie możliwość przeprowadzania zabiegów pielęgnacyjno-zabezpieczających drzewostanów oraz działań na rzecz odtworzenia układu zieleni zgodnie z założeniem pomysłodawców obiektu dydaktycznego. Tak więc obok nowej definicji diagnozy, kameralności, wtapiania się w zieleń poprzez jej przycinanie mamy też nowa definicję cięć pielęgnacyjnych drzew – są to cięcia, które umożliwiają deweloperowi zrealizowanie inwestycji w ostrej granicy starodrzewu.

Materiały dewelopera nie mają też spójnej narracji w stosunku co do samego Parku. Raz jest piękną zielenią tłem to proponowanej inwestycji, aby za chwilę pokazać szare zdjęcia drzew połamanych konarów drzew w stanie bezlistnym, jako ilustrację obecnego stanu zadrzewienia Parku. Zresztą ta prosta technika wizualnej manipulacji jest stosowana przez dewelopera bardzo często.

Zielone korony drzew Parku SGGW wylewające się na działkę dewelopera.

 

Topole o pomnikowych rozmiarach (obwód w pierśnicy powyżej 350 cm) wylewają swoje korony na obszar planowanej inwestycji na działce dewelopera. Od strony Parku, stary pawilon dydaktyczny SGGW jest parterowy. W jednej z ekspertyz dewelopera czytamy: „Stare topole pozbawione pewniej części korony będą szybciej zamierały”. To właśnie o tych topolach mowa.

Większości materiałów o drzewach w Parku są one pokazywane późną jesienią i zimą, bez liści, gdy korony drzew są mniej widoczne i co tu mówić, zwyczajnie nieatrakcyjne, a wizualnie znacznie mniejsze. W opiniach opłaconych przez dewelopera eksperci również odnoszą się do faktu, że drzewa są stare i przez to dewaluują ich wartość. Tak, starodrzew z założenia jest stary. Niestety, bywa i tak, że eksperci często mają jakże odmienne zdanie na temat starych drzew, zwłaszcza wypowiadając się publicznie. Niech za przykład posłuży wykład dr inż. Marzeny Suchockiej wygłoszony w maju 2019 w Ośrodku Kultury Ochota w Warszawie, dostępny na YouTube:

Rozdźwięk między treścią tego wykładu, a tym co o starych drzewach piszą eksperci w opracowaniach dewelopera, jest kolosalny. Rodzi się więc pytanie, czy opinie za pieniądze to opinie pisane na zamówienie z określoną tezą? Kiedy eksperci mają rację? Czy stare drzewa w Parku SGGW mimo, że połamane, są ceną oazą dla bioróżnorodności i wszelakich form życia i powinny być za wszelką cenę pozostawione? Czy też może, tak jak to czytam w opinii dewelopera, drzewa w złym stanie, które nie rokują dalszego zdrowego rozwoju proponowane są usunięcia i tu wymienione są cztery drzewa na terenie chronionego Parku SGGW. Kiedy wiec stare drzewa w mieście są cenne? Tylko na wykładach dla aktywistów, a w płatnych opiniach już nie?

Wizualizacja – manipulacja

Materiał promocyjny dewelopera, ekspozycja od strony południowej*

 

Stan faktyczny działki, ekspozycja od strony południowej

Na zalanej zielenią wizualizacji widzimy szeroką działkę, zadrzewioną, tym razem drzewa mają liście… są wszechobecne piękne i zielone. W rzeczywistości działka wciśnięta między blokiem Bruna, a Parkiem jest bardzo wąska, ma około 30 metrów. Między pawilonem, a blokiem przez większość dnia jest tam cień. Drzewa do życia potrzebują światła. Drzewa wybujałe, namalowane na wizualizacji nigdy nie wyrosną wciśnięte w tej ciemnej przestrzeni. Natomiast drzewa, które rosną w zachodniej granicy Parku, deweloper planuje przyciąć, lub sugeruje ich usunięcie. Wizualizacja w żaden wiec sposób nie odnosi się ani do rzeczywistych możliwości, ani planów dewelopera. Budynek ma neutralny kolor brązowo szary i zieleń na balkonach i na wizualizacji rzeczywiście wtapia się zieleń. Ale na tym koniec. W rzeczywistości projekt oznaczą znaczą redukcję zieleni w tym obszarze i stanowi realne zagrożenie dla Parku SGGW, o czym wspominają nawet opinie dewelopera: „stare topole [w Parku] pozbawione pewniej części korony będą szybciej zamierały”.

Światło

Drzewa do życia potrzebują fotosyntezy, czyli światła. Park SGGW jest dość mocno zacieniony i było już to zauważone w Ewidencji Parku i terenu SGGW-AR przy ul. Rakowieckiej wykonanej dla Stołecznej Pracowni Dokumentacji Dóbr Kultury w 1986 roku. Ewidencja odnosi się do negatywnego wpływu budowy pawilonu SGGW w zachodniej granicy Parku, mimo że pawilon jest niski, parterowy od strony Parku, z piętrową nadbudówką od strony bloku Bruna 9. Czytamy: „Przyszły pawilon nie dopuści światła do i tak już zacienionego parku”. Drzewa na zachodniej stronie Parku najwięcej światła otrzymują obecnie z południa. I to światło zostanie im zabrane.

Światło w Parku SGGW, widoczna linia cienia spowodowana przez parterowy pawilon. Zdjęcie wykonano w dniu 7 lutego, o godzinie 12:55, światło południowo-zachodnie.

O ile większe będzie zacienienie Parku gdy zamiast niskiego pawilonu stanie 7 pięter tej „kameralnej” inwestycji?

Starych drzew się nie przesadza, tak mówią. Starym drzewom nie zmienia się też radykalnie warunków bytowych. Bo stare drzewa się do nich nie zaadaptują. Umrą. Uschną, powoli, będę chorować, osłabną i przewróci je wiatr.

Nie tylko drzewa

I jest też aspekt ludzki. Bo na ulicy Bruna jest piękny Park, ale mieszkają też ludzie. Nie mają takich środków jak deweloper. Wspólnoty i spółdzielnie w sporach z deweloperami mają nawet duży problem z znalezieniem prawnika, bo raz, ze mają ograniczone środki finansowe, a dwa, że kancelarie nie chcą reprezentować strony społecznej, wolą stać po stronie deweloperów. Mieszkańcy są przerażeni zagęszczaniem zabudowy na ich ulicy. Latem ubiegłego roku podczas upałów, temperatura na ul. Bruna nawet nocą nie spadała poniżej 20 stopni. Ten Park to taka mała oaza. Niestety również prawo ostatnio zmienia się nie niekorzyść ludzi. I tak w 2018 roku zmieniono techniczne warunki zabudowy i raptem po odcięciu słowa „uzupełniająca” w zabudowie śródmiejskiej można już zostawić sąsiadom tylko 1,5 godzin światła w równonocy. Wcześniej standardem były 3 godziny, a w zabudowie śródmiejskiej uzupełniającej możliwe było skrócenie do 1,5 godziny… Niestety Ministerstwo Infrastruktury zmieniło zasady dotyczące nasłonecznienia na korzyść deweloperów. Oznacza to ciemność przez większą część roku. Niestety o mieszkańców miast nikt się nie martwi, klimat się ociepla, a my będziemy żyć podając sobie rękę przez balkon. Tak wiec tak, nie wszystko co legalne jest zawsze w interesie społecznym, nie wszystko co legalne jest etyczne.

Deweloper z renomowaną firmą architektoniczną powołuje się komfort mieszkańców, choć z nimi nie rozmawiał. Ani z przedstawicielami WM Bruna, ani SMB Batory. W projekcie czytamy, że daje on również możliwość przejścia między ulicami Bruna a Rakowiecką i że to wartość dla okolicznych mieszkańców. To zapewne dobrze się sprzedaje, gdy ktoś nie zna realiów ulicy Bruna. Ulica ta jest dość krótka, i jest połączona z ul. Rakowiecką w czterech miejscach swobodnymi przejściami. Natomiast działka dewelopera z ulicą Rakowiecką połączona nie jest w ogóle, jedynie jej adres to ul. Rakowiecka 30 A… A zaledwie 70 metrów od wejścia na działkę dewelopera znajduje się swobodny pasaż z ul. Bruna na ul. Rakowiecką. Natomiast umieszczanie lokali gastronomicznych na dole bloków w bezpośredniej bliskości enklawy dzikiego życia podniesie natężenie hałasu, intensywnego naświetlenia w nocy, co na pewno odbije się na gniazdowaniu ptaków w Parku.

Ale papier wszystko przyjmie, a jeżeli papier jest pomalowany na zielono to i dziennikarze przyklasną. I renomowany deweloper z renomowanym architektem poukładają życie nierenomowanym mieszkańcom ulicy, bo przecież zawsze można ich zdyskredytować pisząc, że walczą o widok. Bo dla dewelopera Park jest sprowadzony do funkcji widoku.

(imię i nazwisko do wiadomości redakcji)

*materiał promocyjny dewelopera został wykorzystany w ramach dozwolonego użytku, na prawach cytatu dla potrzeb analizy krytycznej.

Co sądzisz? Skomentuj!