Wiosna na Bielanach

Na Bielanach* idzie nowe, wieje wiatr przemian i świeżości. Dzielnica przechodzi transformację, dzięki której już niedługo to Bielany, a nie Żoliborz czy Pragę, modne przewodniki będą polecać zagranicznym turystom.

No dobrze, trochę przesadziłem, ale naprawdę nie da się nie dostrzec licznych pozytywnych zmian, świeżego powietrza w tej nieco do tej pory zatęchłej dzielnicy. Sam, mieszkając tu od kilku lat, dziwiłem się, jak bardzo pod względem infrastrukturalno-kulturalnym Bielany odstają od sąsiedniego Żoliborza. O ile tam od lat już nowe sklepy, lokale, miejsca związane z szeroko pojętą kulturą, rozrywką i miejskim stylem życia powstają jak grzyby po deszczu, to na Bielanach można było do niedawna co najwyżej pójść na koncert disco polo, podziwiać warzywniaki o PRL-owskim jeszcze rodowodzie czy pizzerie z lat 90. ubiegłego stulecia. Oczywiście fantastyczna zieleń i – miejscami – bardzo ciekawa architektura to zupełnie inny temat i tu Bielany nie mają powodów do wstydu. Ale w celach gastronomicznych, rozrywkowych czy nawet po mniej banalne zakupy trzeba było udawać się jednak „za miedzę”. Ale to się zmienia.

2015-02-28 11.50.15_792x594

Powolutku, żegnane zapewne łzami stałych bywalców, przechodzą do historii sklepy czy punkty usługowe, pamiętające jeszcze lata sześćdziesiąte. Wprawdzie takich miejsc nadal można znaleźć sporo, a niektóre z nich trzymają się mocno (i bardzo dobrze!), to jednak podczas krótkiego spaceru po starszej części Bielan nie da się nie zauważyć, jak bardzo zmienia się dzielnica. A żeby było ciekawie – właściciele nowych miejsc chętnie odwołują się do bielańskiej tradycji, jakby w poszukiwaniu mitu założycielskiego, nieistniejących korzeni. Przykładem takiego podejścia niech będzie choćby nowy „co-work” o nieco deweloperskiej nazwie „Stare Bielany Office”, który zajął miejsce podrzędnej pizzerii, a na którego stronie możemy poczytać o pobliskich gazowych latarniach, ceramicznych dachówkach i „lukarnach w kształcie bawolego oka”.

To jednak tylko fragment, drobny element zmian. Ich inną stroną jest pobliska piwnica, w której można na żywo zagrać w „uciekanie z pokoju” w kilku scenariuszach („Cela”, „PRL”, „Biuro szyfrów”). Może to ciekawostka na imprezy firmowe dla zblazowanych korpoludków, ale nie ukrywam, że obecność takiego miejsca przy spokojnej ul. Barcickiej była dla mnie pewnym odkryciem.

Jesteś tym, co jesz – dlaczego więc bielańczyk miałby mieć żołądek żoliborski, jeżdżąc do sąsiedniej dzielnicy na kawę i ciastko w klimatycznym lokalu, na ekologiczne zakupy do „zdrowego” sklepu, na targ śniadaniowy bądź szukając bezmięsnej restauracji? Ten właśnie gastronomiczny aspekt jest dla mnie pierwszą jaskółką nadciągającej na Bielany kulturalnej wiosny. Zaczęło się dość nieśmiało – do zróżnicowanej, ale skromnej oferty gastronomicznej tej części Warszawy (przeciętna pizzeria, wybitna w zakresie proponowanych smaków, choć niestety mało wyględna restauracyjka indyjska, dwa „oldschoolowe” lokale – jeden mieszczący się pod podłogą, drugi – częściowo pod, a częściowo nad, a także kilka podrzędnych „chińczyków” oraz „najntisowy” pub na zapleczu urzędu pocztowego) powolutku dołączają miejsca, których nie powstydziłby się nie tylko przywoływany nadmiernie często w tym tekście Żoliborz, ale nawet Saska Kępa.

roslina_609x607

Przez ścianę z kultowym „Karuzelem Bielańskim”, na skraju os. Zdobycz Robotnicza, wyrosła „Stacja Bielany”, serwująca duży wybór win. Starsza restauracja nie powinna być zazdrosna, gdyż jej alkoholowe menu ogranicza się do pozycji dość standardowych. Dobrze więc, że jest możliwość, aby po bardzo tradycyjnym posiłku uraczyć się też lampką dobrego wina na trawienie. A potem można udać się spacerkiem wzdłuż Płatniczej, aby na pl. Konfederacji trafić na… prawdziwą francuską kawiarnię „Cafe de la Poste”. Sam fakt powstania w tym miejscu lokalu gastronomicznego spowodował mały wstrząs w sąsiedztwie. A że do tego nie jest to kebab, chińczyk ani pizzeria, a coś, czego nikt się w tym miejscu nie spodziewał? Znak czasów, bardzo dobry znak. Pójdźmy jednak 20 metrów dalej wzdłuż ul. Schroegera – minąwszy mały butik specjalizujący się w damskiej odzieży znanych marek (na starych Bielanach?!), trafiamy na kolejny nowy lokal o niezwykle zachęcającej nazwie „Roślina Cafe” i równie zachęcającym neonie. Wprawdzie nie jest on w 100% wegański (to wciąż nie Żoliborz ;) ), ale wybór bezmięsnych potraw, z obowiązkowym wegeburgerem, robi dobre wrażenie. Trzeba będzie udać się tam wkrótce, aby zatopić zęby w dobrze wysmażonym tofu.

2015-02-28 12.05.52_792x594

Pozostając jeszcze w okolicach stacji metra Stare Bielany, kolejne ciekawe odkrycie to lokal, który zajął miejsce istniejącej tam wcześniej nieco mrocznej herbaciarni, a następnie – epizodycznie – sklepu z biustonoszami. Zupełnie niespodziewanie otwarta została bowiem „Jadłostacja” – nieduży, ale obiecujący sklepik z żywnością ekologiczną. Mieszkańcy Bielan znajdą tu dokładnie to, po co musieli z nabożeństwem i pewnym wstydem jeździć na Żoliborz, przemykając się ze swoimi bielańskimi kompleksami po alejkach Targu Śniadaniowego. Naturalną żywność, ciekawe smarowidła modnych wśród bywalców targów marek, litewskie kwasy chlebowe, hipsterskie lemoniady, prosa, żyta i chleby z krótkiej serii. Tak więc mieszkańcy Słodowca, Zdobyczy i domków wystawowych – chwytajcie w garść swoje ekologiczne torby z niefarbowanego płótna i marsz na Kasprowicza. A przy okazji możecie zajrzeć za róg, do – dla odmiany – bardzo tradycyjnego, ale doskonale zaopatrzonego w różnej maści zioła, suplementy, kasze, naturalne kosmetyki i wszelkie „zdrowości” sklepu „Ziółko” – te dwa lokale będą się moim zdaniem znakomicie uzupełniały.

2015-02-28 12.15.37_792x594

Tyle entuzjazmu. Bielany nową Saską Kępą jeszcze długo się nie staną. Nie sprzyja temu choćby polityka władz dzielnicy – na poświęconym mniej więcej tej tematyce spotkaniu w ratuszu usłyszałem wprost, że profil demograficzny jest taki, jaki jest, kulturą niewiele osób się tu interesuje, słowem bida z nędzą i mieszkania komunalne. Tym bardziej jednak cieszy, że są ludzie tak pozytywnie zakręceni i entuzjastyczni, aby nie przejmować się stereotypami i szukać prawdziwej magii Bielan, a następnie na jej podstawie tworzyć, budować i dostarczać sąsiadom wiele radości. I tej właśnie dobrej energii życzę mojej dzielnicy na wiosnę!

fot. w tekście – Małgorzata Sopyło

fot. Roślina Cafe w nagłówku i tekście – autor

*W pewnym uproszczeniu, przez hasło „Bielany”, mam na myśli serce dzielnicy – Stare Bielany ze Zdobyczą Robotniczą na czele, a także powojenne osiedla – socrealistyczne Bielany I i modernistyczne Bielany II.

SUPLEMENT:

Po publikacji tekstu okazało się, że bielańskich „zmieniaczy” jest jeszcze więcej, a tylko autor nie wszędzie jeszcze dotarł! A więc po kolei. Nieco już może dalej od opisywanych rewirów, ale wciąż „w zasięgu”, bo przy Kasprowicza na wysokości Lindego powstała kolejna placówka zasłużonej sieci z produktami włoskimi Piccola Italia (znów można odpuścić sobie wycieczki na Żoliborz!), zaś dosłownie tuż obok – włoska kawiarnia Caffee Consonni. Do rychłego startu szykuje się też Cafe Czytelnia przy Al. Zjednoczenia (czyli kolejny ciekawy punkt w sercu Starych Bielan!). Aha – i na Marymonckiej coś patatowego się szykuje… rzeczywiście wiosna na całego!

Co sądzisz? Skomentuj!