Wietrzna ścieżka

Miałem podbite oko. Piękne, nabrzmiałe, fioletowe limo rozlane na prawej powiece. Do tego opuchnięty łuk brwiowy. Paradowałem z nim w piątkowy wieczór w Hali Gwardii i w poniedziałek rano w Śródmieściu. Nikt nie zapytał: „Dlaczego?”, „Skąd to?”, „Jak to się stało?”.  Podskórnie na to liczyłem. Chyba za bardzo.

Tak jak ja straszyłem siniorem na facjacie, tak przełom września i października straszył nadchodzącą zimą. Rowerzystów ze ścieżek gdzieś wywiało. Pustki, choć przyjemne, bo jeździło się lepiej wszystkim, niosły ze sobą poczucie melancholii. Miasto powoli szykowało się jesienno-zimowej hibernacji. Nawet pan Reki, właściciel warsztatu rowerowego przy jednej z najbardziej uczęszczanych tras na Woli, zmienił godziny otwarcia. W czerwcu pracował od siódmej. W październiku już od dziewiątej. Nic dziwnego. Po nadchodzącej zmianie czasu otwierałby zakład w środku nocy.

Kilkaset metrów dalej majaczyły Maria i Krystyna. Tarcze budowy metra były już na powierzchni. Zmęczone borowaniem stały za płotem z zielonej blachy. Widok był niecodzienny i trochę przerażający. W metrze jest ciemno, więc wydaje się, że wagon leci w bezkresnej przestrzeni. Tymczasem w rzeczywistości podąża wąską nitką makaronu. Klaustrofobii w metrze można nabawić się obserwując jego budowę.

Budowy to w ogóle oddzielny temat. Każda ma swoje biuro. Na przykład remont nawierzchni na rogu Sosnowej i Siennej. Kierownictwo rezydowało w rdzewiejącym konstrukcie z kontenerów. Budowla stała wciśnięta między tyły hotelowego śmietnika, a wjazd do podziemnego garażu. Zupełnie niczym prawdziwy Manhattan, gdzie każdy metr kwadratowy wolnej przestrzeni jest na wagę złota.

Gdybym nie przechadzał się powoli to pewnie nie zauważyłbym ukrytego biura budowy. Warto patrzeć uważnie, choćby bez celu. W gąszczu zdarzeń można dostrzec prawdziwe perełki. Na przykład pod Koszykami zrobiło się ciekawie, kiedy na rogu z Emilii Plater stał radiowóz. Światła migały, ruch był wstrzymany, a na środku ulicy leżał porzucony por. Warzywo było w całkiem dobrym stanie. Ciekawe czy panowie władza zabrali je na komendę i schrupali po cichutku, kiedy już nikt nie widział.

W tej samej okolicy po raz pierwszy natrafiłem na bazgroł, który ze ściany wietnamskiego baru w obwieszczał wszem i wobec, iż „Jank1ller To Lider W Rapie”. Pomyślałem, że dobrze prowadzić, że dobrze wyznaczać ścieżki, którymi mają podążać inni. Zapewne tak czynił Jank1ller. Jak się później okazało o swoim przywództwie przypominał także na blaszanej budzie obok Marii i Krystyny oraz w okolicach Puławskiej. Jank1ller Samozwaniec brał pod swoje władztwo coraz to nowe rewiry. Doradzałbym mu jednak zachowanie większej ostrożności. Bonus RPK na ciągle ma się dobrze na Woli i na Żoli, a Mokotowem od dawna niepodzielnie rządzi Wilku WDZ. Koronę można odziedziczyć lub ją zdobyć. Druga droga prowadzi do konfliktu.

Ten zaś wisiał nad Warszawą i zbliżał się nieubłaganie. Kandydaci łasili się do wyborców z wszechobecnych billboardów i plakatów. Do wyborów ścieżki rowerowe z pewnością całkiem opustoszeją. Oby cykliści zapełnili lokale wyborcze i nikt nie skończył z podbitym okiem. Stawka jest wysoka, a listopadowa noc dopiero przed nami.

Co sądzisz? Skomentuj!