Wielokrotnego użytku

Gdyby na Łopuszańskiej mieszkały żaby to byłaby to ulica Ropuszańska. Wyobrażam sobie ludzkich rozmiarów płazy na ulicach, chodnikach i ścieżkach rowerowych. Widzę je także pod sklepami monopolowymi i kramami z kwiatami… Robi się coraz chłodniej i wilgotniej czyli właśnie jak lubią żaby. W ropuszym gronie byłoby też znacznie spokojniej. Gatunek ten nie należy do konfliktowych. Gorzej z ludźmi. Niespodziewany koniec lata odebrał warszawiakom resztki optymizmu. Na ulicach nie ma już południowego luzu i twarz zmęczonych upałem. Znowu biegniemy w mżawce przez chłodny poranek i jeszcze zimniejszy wieczór.

Byłem świeżo po urlopie i przemierzałem miasto, bo miałem kilka spraw do załatwienia. Jeszcze zrelaksowany i pełny wewnętrznego spokoju. Do czasu.

– Zaraz kogoś pierdolnę, bo mnie kurwica strzeli. – krzyczał do telefonu pędzący na oślep przed siebie kurier – Dziś wszyscy mają zapalenie dupy.

Celne spostrzeżenie. Miał pewnie pilną przesyłkę do doręczenia, a ja cały dzień na dokończenie moich sprawunków. Wszystko zależy od perspektywy. Nową zaobserwowałem niedawno w najbliższym sąsiedztwie. Przy jednej z głównych arterii Woli stoi stary budynek przemysłowy.Wykorzystali go skrzętnie drobni przedsiębiorcy. Działa w nim hurtownia śrubek i narzędzi, sklep z odkurzaczami, szkoła tańca oraz… spółdzielnia garmażeryjna „Perspektywa”. Takiego punktu widzenia zupełnie się nie spodziewałem. Nie chciałbym go też obierać. Gdybym musiał oglądać pobliski park oczami słoika z pasztetem wołowym z pewnością stałbym się wtedy sfrustrowany niczym zabiegany kurier. Spółdzielni „Perspektywa” nie odwiedziłem. Wiem tylko, że mieści się na piętrze. Całkiem mrocznie, jak na magazyn mielonek przystało.

Perspektywa pozostaje jednak kluczowa. Wkraczamy w porę roku, kiedy nie jest jeszcze całkiem zimno, ale zaczyna robić się ponuro. Ostatnie promienie ciepłego Słońca przypominają o wakacyjnych wybrykach, ale niespodziewany banner reklamowy na furgonetce w mig sprowadza nas na ziemię: „Cięcie i wycinka drzew. Zakładanie i pielęgnacja zieleni”. Czy istnieje lepszy sposób by podsumować stosunek do drzew w naszym mieście? Wyciąć, zaorać, posadzić nowe… I tak w kółko. Nawet jesień obchodzi się łaskawiej z roślinami. Dobrze, że podczas jej trwania służby nie koszą trawników. Mogą jednak zacząć je obsesyjnie grabić by jakimś działaniem zapełnić pustkę.

Liście zrobią się kolorowe i opadną, a my zostaniemy przez parę następnych miesięcy lekko zziębnięci, ale za to wśród nieskończonej palety szarości. I to jest, proszę Państwa, coś czego inni mogą nam pozazdrościć.

Co sądzisz? Skomentuj!