Węzeł rowerowy

Mamy w Warszawie rowerowy bałagan. Cyklistów w mieście przybywa, ratusz zachęca do korzystania z systemu rowerów miejskich, powstało i powstaje wiele dróg dla rowerów… Po drodze jednak zgubiliśmy prawidłowy kierunek rozwoju. Piesi złorzeczą na cyklistów, cykliści na pieszych, a wszystkiemu przyglądają się niezadowoleni kierowcy aut. Oliwy do ognia dolewają jeszcze prace nad ustawą, która ma uregulować tzw. UTO (urządzenia transportu osobistego) czyli popularne elektryczne hulajnogi.

Spójrzmy na statystykę. Zeszłoroczne dane dotyczące wypadków z udziałem cyklistów jasno wskazują na powagę sytuacji: „W 2018 roku na terenie Warszawy doszło do 187 wypadków drogowych, w których uczestniczyli rowerzyści. W tych wypadkach ranne zostały 184 osoby, a 3 niestety poniosły śmierć. W 2019 roku do końca czerwca zanotowaliśmy 73 wypadki drogowe z udziałem rowerzystów, w których 73 osoby były ranne.” – mówi st. asp. Rafał Retmaniak z Komendy Stołecznej Policji. Nietrudno zauważyć, że w prawie każdym z nieszczęśliwych wydarzeń byli ranni. Jak zatem należałoby uzdrowić sytuację?

O komentarz w najbardziej palących rowerowych kwestiach Warszawy poprosiłem Karolinę Gałecką – rzecznika prasowego Zarządu Dróg Miejskich, oraz Marka Smyka – aktywistę działającego w stowarzyszeniu „Zielone Mazowsze” i twórcę profilu „roweroWAWA”.

Hulajnogi elektryczne

Najbardziej kontrowersyjną kwestią ostatniego półrocza stały się hulajnogi elektryczne. Szpanerski środek przemieszczania się po mieście w opinii wielu osób ma więcej wspólnego ze skuterem niż rowerem. Którędy miałby się poruszać – chodnikiem, ulicą czy ścieżką rowerową? Zapowiadana ustawa o UTO (tzw. urządzenia transportu osobistego) jeszcze nie powstała.

Bliskie spotkanie  pod prąd. (fot. roweroWAWA).

Mateusz Kaczyński: Jak podejść do tematu cichych pojazdów rozwijających duże prędkości czyli hulajnóg elektrycznych?

Karolina Gałecka: „Kwestia hulajnóg elektrycznych wymaga pilnej regulacji w trosce o bezpieczeństwo ich użytkowników oraz osób postronnych. Obecnie trudno o skuteczne egzekwowanie prawa wobec użytkowników lub też o podejmowanie działań edukacyjnych. Wynika to z niejasnego statusu hulajnogi elektrycznej. Liczymy na szybkie wprowadzenie rozsądnych regulacji w tym zakresie przez Ministerstwo Infrastruktury.”

Marek Smyk: „Z tymi urządzeniami mam pewien problem. Zacznijmy od semantyki: czy to na pewno są w ogóle hulajnogi? Żeby poruszać się hulajnogą, trzeba odpychać się  od podłoża. Na elektryczną hulajnogę po prostu wskakujesz, naciskasz guzik i jedziesz, zupełnie jak na elektrycznym skuterze. Co ciekawe, elektryczny rower działa na innej zasadzie – nie posiada niezależnego napędu, elektryczne jest w nim jedynie wspomaganie, które nie działa, gdy się nie pedałuje. Nadal więc spełnia definicję roweru.”

MK: Hulajnogi elektryczne bardzo często zaśmiecają przestrzeń publiczną. Dosłownie.

Karolina Gałecka:Osobną kwestią jest pozostawianie hulajnóg w przestrzeni miejskiej przez operatorów oraz użytkowników. Chcemy dążyć do tego, aby obecność hulajnóg na ulicach nie kojarzyła się z utrudnieniami i nie powodowała sytuacji niebezpiecznych. Na chwilę obecną najrozsądniejszym rozwiązaniem jest dialog z firmami oferującymi tego typu usługi. Miasto podejmuje takie próby dialogu. Ze swojej strony Zarząd Dróg Miejskich na podstawie ustawy o drogach publicznych podejmuje działania związane z usuwaniem hulajnóg, w przypadku kiedy zagrażają one bezpieczeństwu na drodze, tzn. zostały pozostawione w rejonie skrzyżowań, przejść dla pieszych. Kara finansowa jest nakładana na operatora, który oczywiście może odebrać swoją własność po uiszczeniu kary administracyjnej. Po naszych działaniach większość operatorów zmienia powoli swój stosunek do przestrzeni miejskiej, widzimy jako miasto, że starają się porządkować swój sprzęt i starają się przykładać wagę do tego aspektu. Na pewno przepisy pomogą wypracować kolejne zasady współpracy.”

Marek Smyk:Hulajnogi coraz bardziej zagracają przestrzeń. Porzucane są praktycznie gdziekolwiek, często tarasując chodniki, drogi dla rowerów czy nawet przystanki. Sam już kilkanaście razy prawie w nie wjechałem. Poskutkowało  to tym, że teraz przestawiam je w inne, bezpieczniejsze dla innych użytkowników miejsce, np. w krzaki. Reasumując: optowałbym za rozwiązaniem londyńskim – jazda hulajnogami elektrycznymi jest dozwolona, ale na specjalnych torach, jak np. dla gokartów. Jazda po mieście jest całkowicie zabroniona.”

Trasy rowerowe

W ostatnich latach znacząco wzrosła ilość ścieżek rowerowych w Warszawie. Stołeczny ratusz chwali się tym, że stawia na rowery. Potwierdzają to dane – liczba użytkowników roweru miejskiego Veturilo wzrasta z roku na roku.

Przykład kontraruchu rowerowgo. (fot. roweroWAWA).

MK: Czy warszawska sieć infrastruktury rowerowej jest faktycznie dobrze skomunikowana i bezpieczna? Czy rzeczywiście mamy gdzie jeździć?

KG: „Już teraz przez Śródmieście prowadzi najpopularniejsza warszawska trasa rowerowa o charakterze transportowym  — wzdłuż ul. Świętokrzyskiej. W zeszłym roku padł tam absolutny rekord w skali Polski. Automatyczne systemy pomiarowe odnotowały blisko 1 300 000 przejazdów rowerem! Po raz pierwszy w kraju na jednej trasie w ciągu jednego roku została złamana bariera miliona przejazdów. To wielki sukces. Na przełomie 2018/2019 roku trasa została rozbudowana o długi odcinek w ciągu ulic Kasprzaka-Wolska-Połczyńska tworząc tym samym dobrej jakości rowerowy korytarz transportowy w relacji wschód-zachód.”

MS: W Warszawie jest lepiej rowerowo, ale warto doprecyzować to pojęcie. Spójrzmy na kilka faktów: od kilku lat ruch rowerowy rośnie o ok. 20-30% rocznie. Coraz więcej ludzi jeździ rowerem cały rok – nie tylko rekreacyjnie, ale transportowo. Powstaje coraz więcej nie tylko nowej, budowanej od podstaw infrastruktury, lecz także krótkich, ale potrzebnych łączników między fragmentami już coraz mniej poszatkowanej sieci dróg rowerowych w Warszawie. Rośnie świadomość społeczna, że rower to pojazd – pojawiają się stojaki, wiaty dla rowerów, coraz więcej pracodawców motywuje pracowników do korzystania z bicykli w dojazdach do pracy poprzez udostępnianie w biurowcach parkingów rowerowych, szafek na ciuchy i pryszniców, organizowane są eventy promujące cyklizm miejski jak np. „Garnitury na rowery” itp. Ogólnie rzecz ujmując, widać słychać i czuć, że rowery dobrze wpisały się w stołeczną dżunglę miejską i że ten wzrostowy trend jest stały.”

MK: To dość pozytywny obraz…

MS: Tak, ale są też pewne minusy. Liczne projekty rowerowe zgłoszone do Budżetu Obywatelskiego łapią już nawet kilkuletnie opóźnienia z różnorakich przyczyn. Mimo wielu zapewnień i obietnic ciągle „nieurowerowione” jest ścisłe centrum miasta – Marszałkowska, Aleje Jerozolimskie, aleja Niepodległości, to ciągle nadmiernie szerokie rzeki asfaltu, raczej niedostępne lub trudno dostępne dla mniej doświadczonych i bardziej lękliwych czy też po prostu starszych cyklistów. Biuro Polityki Mobilności i Transportu oraz Zarząd Dróg Miejskich mają coraz większe problemy z realizacją obiecanych i zaplanowanych inwestycji rowerowych, co w kontekście częstego wręcz hołubienia kierowców samochodów osobowych wywołuje wątpliwości czy na pewno strategia transportowa miasta czyli ograniczanie ruchu aut indywidualnych na rzecz innych, bardziej ekologicznych środków transportu, jest realizowana zgodnie z jej założeniami.”

MK: A jak wygląda rzeczywistość oczami miasta?

KG: Poprawa jakości i spójności infrastruktury rowerowej w Warszawie to zadanie na lata. Od momentu wprowadzenia rowerów Veturilo, powołania funkcji Pełnomocnika ds. komunikacji rowerowej oraz przyjęcia wytycznych projektowych, tzw. „standardów rowerowych” proces ten zdecydowanie przyspieszył. Rowerowa Warszawa teraz i ta sprzed kilku lat, to nie jest to samo miasto. Tylko w latach 2015-2018 powstało 200 km nowych tras. Z pewnością jeszcze wiele przed nami. Obecnie pracujemy nad uczynieniem z ulicy Nowogrodzkiej spójnego ciągu rowerowego stanowiącego alternatywę dla jazdy Alejami Jerozolimskimi. Ukończone zostały  prace przy przebudowie skrzyżowania Koszykowa/Nowogrodzka/Raszyńska, których zakończenie znacząco przybliżają nas do realizacji tego celu.  Dalsze kroki obejmują wyznaczenie przejść i przejazdów w okolicach ronda „Czterdziestolatka” oraz ronda Dmowskiego. To skomplikowane inwestycje. W obydwu przypadkach trwają prace projektowe.”

Edukacja czyli wiem, jak jeździć

Użytkowników ścieżek rowerowych jest coraz więcej, a ich trasy wielokrotnie biegną wzdłuż głównych ulic.  Naturalnie krzyżują się z chodnikami  i ruchliwymi arteriami. Nietrudno więc o kolizję.

Porzucone rowery miejskie Veturilo. (fot. roweroWAWA)

MK: Jakie działania podejmuje ratusz, aby edukować warszawiaków o przepisach ruchu drogowego?

KG: „Różnego rodzaju działania edukacyjne to nie nowość, prowadzone są od dawna. Warto tu wyróżnić przede wszystkim „Rowerowy Maj”, czyli organizowaną już po raz czwarty akcję skierowaną do szkół podstawowych oraz przedszkoli. W ramach tego projektu promowana jest zrównoważona mobilność, popularyzowany rower jako środek transportu oraz nauka przepisów ruchu drogowego. W poprzednich latach z myślą o rowerzystach odbywały się też takie akcje jak „Życzliwość na drodze”, „3S – Spójrz, Sygnalizuj, Skręć”. W ramach prowadzonego zarówno w ubiegłym, jak i w tym roku Mobilnego Serwisu Rowerowego rowerzyści mogą za darmo dokonać podstawowych napraw, otrzymać porady serwisowe oraz dostać materiały edukacyjne.”

MS: Niektórzy rowerzyści niestety biorą przykład z kierowców i przemieszczają się ze zbytnią nonszalancją. O ile Warszawski Raport Rowerowy wykazał, iż 75% rowerzystów jest kierowcami i ma prawo jazdy oraz że raptem 25% rowerzystów jest winnych zdarzeń drogowych ze swoim udziałem (wobec 75% przypadków, w których winę ponosił kierujący pojazdem mechanicznym), to jednak ciągle zbyt często widać ludzi jeżdżących po chodnikach czy przejściach dla pieszych tak, jakby to były drogi dla rowerów. Można ten fakt tłumaczyć pewnym strachem przez ruchem aut, zbyt często jednak na chodnikach widać dużych, zdrowych i wcale niewyglądających na strachliwych, silnych byków, którzy powinni jechać jezdnią. Zresztą, to niby wielkie niebezpieczeństwo, jakie czyha na nas wśród aut jest zwykłym mitem – sam jeżdżę od lat jezdniami i nie pamiętam jakichś bardzo niebezpiecznych sytuacji. Dużo częściej miałem z nimi do czynienia na infrastrukturze rowerowej, której zadaniem jest przecież (w teorii) zapewnić bezpieczeństwo. Z tą edukacją jednak w końcu będzie lepiej – już teraz, dzięki m. in. inicjatywie Rowerowy Maj dzieciaki w szkołach są uczone jak przepisowo i bezpiecznie poruszać się rowerem po mieście. To na pewno zaprocentuje w przyszłości. Z dnia na dzień niestety owoców nie przyniesie. Istnieją też inicjatywy oddolne w postaci swoistych akademii bezpiecznej jazdy na rowerze – różni zapaleńcy i aktywiści proponują coraz częściej bezpłatne szkolenia dla dorosłych, w terenie, mające na celu ośmielić ludzi do korzystania z jezdni i pokazujące, jak najłatwiej i najprzyjemniej dojechać z domu do pracy czy szkoły i z powrotem. Szkolenia takie prowadzi m.in. Warszawska Masa Krytyczna oraz Zielone Mazowsze.”

KG: „Rower to pojazd – pod takim hasłem Warszawa od tego roku promuje wśród rowerzystów drogowy savoir-vivre i zasady ruchu drogowego. Kampania ruszyła wraz z początkiem wiosny i prowadzona jest w porozumieniu z Biurem Polityki Mobilności i Transportu oraz we współpracy z Nextbike Polska i stołeczną Strażą Miejską. W marcu na ulice wyjechały rowery Veturilo wyposażone w panele reklamowe z hasłami promującymi akcję, a w aplikacji mobilnej i na stronie internetowej systemu pojawił się stosowny baner. Z biegiem czasu, wraz ze wzrostem ruchu rowerowego, kampania nabiera tempa. W okresie wiosenno-letnim realizowane są plenerowe akcje edukacyjne. Edukatorów można spotkać o różnych porach dnia przy ruchliwych trasach rowerowych. Ich zadaniem będzie przekazywanie wiedzy i pokazywanie, że warto jeździć przepisowo. Na „wzorowych rowerzystów” czekają drobne gadżety. Od lipca akcję wspomagają również patrole Straży Miejskiej. Patrole strażników wyposażone nie tylko w bloczki mandatowe, ale również opracowane przez nas broszury edukacyjne i gadżety. Równolegle w internecie promowana jest seria filmów odnoszących się do problemów takich jak m.in. jazda po chodniku czy sygnalizowanie zamiaru skrętu. Warszawiacy coraz częściej i na coraz dłużej wybierają rower jako środek transportu, dlatego też kampania będzie planowo trwać aż do jesieni. Jednym z poruszanych zagadnień jest też kwestia obowiązkowego oświetlenia roweru. Im dni będę krótsze, tym ten temat będzie bardziej newralgiczny.”

Rowerzyści „kontra” miasto

Policyjny patrol rowerowy. (fot. roweroWAWA)

Przez wiele lat stołeczni rowerzyści w każdy ostatni piątek miesiąca wyjeżdżali na ulice Warszawy. Przejazd znany jako Warszawska Masa Krytyczna zwracał uwagę na rowerowe problemy stolicy. We wrześniu 2016 roku organizatorzy uznali, że mogą zawiesić działanie, ponieważ ratusz zaczął realizować postulaty MWK. Co zmieniło się od tego czasu i czy warto przywrócić WMK?

MK: Czy Warszawa nadal potrzebuje Masy Krytycznej?

MS: „Minęło dwa i pół roku, a bardzo wiele obiecanych i nawet zaplanowanych inwestycji nie doszło do skutku. Oznacza to jedno: miasto nie wywiązuje się z obietnic. Zawarty został pewien kompromis, którego warunków nie dotrzymała jedna ze stron. Zarząd WMK (który się w międzyczasie zmienił) stwierdził, że nie widzi powodów do dalszego zawieszania piątkowych zgromadzeń i je wznowił.

Celem WMK jest nadal niezmiennie walka o budowę spójnej, gęstej, wygodnej i bezpiecznej infrastruktury rowerowej. Władze miasta niejednokrotnie pokazywały, że czyny nie zawsze idą za słowami i że na niektóre udogodnienia czeka się latami (np. droga dla rowerów na „nowej” Jagiellońskiej, od ronda Starzyńskiego do węzła Modlińska), mimo że się one rowerzystom, cytując klasyków, „po prostu należały”.

Osobiście uważam, że bycie swoistym „kamieniem w bucie” władzy to jedno z głównych zadań WMK – jest ona potrzebna do wywierania nacisku na władze, kontrolowania ich działań i pokazywania jak wiele jest jeszcze do zrobienia, aby po Warszawie mógł podróżować rowerem każdy, kto ma na to ochotę. Obecnie bez problemu po mieście mogą się poruszać nadal przede wszystkim wytrawni kolarze. Chodzi zaś o to, aby takie podróże mogła odbywać także przeciętna babcia jadąca z bazarku z koszem zakupów i wioząca w przyczepce odebrane z przedszkola wnuczęta. Chodzi właśnie o to, aby rowerem mogli wygodnie i bezpiecznie przemieszczać się po mieście wszyscy.”

Co sądzisz? Skomentuj!