Wege Bazar – dla roślinożerców i ciekawych świata

Każdy bardziej świadomy żywieniowo mieszkaniec Warszawy musiał zetknąć się z błyskawicznie rozwijającym się w naszym mieście roślinnym trendem. Restauracji, barów i jadłodajni o 100% wegańskim profilu jest w Warszawie już ponad 50, wegetariańsko-wegańskich oraz „tradycyjnych”, ale serwujących również dania roślinne – pewnie z 10 razy tyle. Ale czy można poznać bliżej świat weganizmu i rozszyfrować tajemniczo brzmiące słowa, takie jak „tempeh” albo „seitan” albo dowiedzieć się, jak smakuje dobrze wysmażony roślinny burger lub co można zrobić z tofu bez poszukiwania tych „dziwnych” miejsc? Owszem – od kilku lat niestrudzeni organizatorzy Wege Bazaru w różnych odsłonach zapraszają do bliższego poznania kuchni roślinnej w warunkach klubowych lub plenerowych.

Mroźna niedziela nie zachęcała do wyjścia z domu, ale w górnej sali „Medyka” o minus kilkunastu stopniach za oknem można było natychmiast zapomnieć. Niemałe pomieszczenie wypełniły stoły z potrawami reprezentującymi kuchnie całego świata, a mieszanka unoszących się w powietrzu aromatów sprawiała, że żołądek domagał się solidnego posiłku w trybie natychmiastowym.

Co można zjeść na Wege Bazarze? Stałymi bywalcami wydarzenia są reprezentanci warszawskich wege-restauracji, barów i sklepów. W ciemno można więc liczyć na pyszności z Vege Kiosku (zarówno podawane na ciepło, jak np. gulasz warzywny, jak i takie, które można zabrać ze sobą do domu – np. rewelacyjne roślinne pasztety i wegański majonez).

Stałą pozycją są burgery – podczas ostatniego Wege Bazaru swoje znakomite propozycje przedstawiała ekipa nowego lokalu przy Chmielnej – Uwolnić Kury, ale często pojawia się też moja ulubiona wegańska burgerownia – Chwast Food. Jest kuchnia indyjska, są tradycyjne i pyszne pierogi (oczywiście wyłącznie w wersjach roślinnych) Żarcia Mamuśki, roślinne sery, a nawet wegańskie sushi.

Czasem można też trafić na sympatycznych kucharzy z Falafel Bejrut. Nigdy nie brakuje ciast, przekroju słodyczy – od orientalnej baklawy po luksusowe czekolady i kunsztowne ciastka.

Prawie zawsze znajdziecie tu również naturalne tłoczone soki, zdrowe lemoniady, a hitem ostatniego Wege Bazaru była kombucza – fermentujące japońskie grzyby w wielkim słoju robiły spore wrażenie. Ciekawostką jest to, że praktycznie zawsze, i to na różnych stoiskach, pojawia się wegańskie calzone, które nie jest powszechnie dostępnym hitem warszawskiej wege-gastronomii. Ale fakt, że „pieroga” łatwo względnie wygodnie zjeść nawet w warunkach bardzo polowych.

Fajną tradycją, ponieważ Bazar odbywa się od jakiegoś czasu także w innych miastach, są „gościnne występy” – np. niedawno warszawiacy mieli okazję poznać krakowski Vegab – przepyszny roślinny kebab, który jest jednym z powodów, dla których nadal warto odwiedzać dawną stolicę Polski. Oczywiście, jak na porządnym bazarze, można tu też często kupić wegańską odzież, literaturę i kosmetyki.

Klubokawiarnia Medyka nie jest miejscem idealnym – wentylacja niedomaga, a miejsc siedzących jest stosunkowo mało i czasem trzeba „wisieć” nad jedzącymi gośćmi, aby szybko zająć ich miejsce. Dlatego w ciepłym okresie Wege Bazar często przenosi się w bardziej zielone okolice – na Pole Mokotowskie czy nad Wisłę. Jednak zimą przestrzeń lokalu przy Oczki wydaje się wystarczająca.

Wege Bazar odbywa się mniej więcej co miesiąc. Warto więc śledzić fanpage oraz listę wydarzeń, aby nie przeoczyć żadnego z nich. To ważne, bo każdy Wege Bazar jest inny. Odmienna jest specyfika w okresach przedświątecznych, a na przykład najbliższa edycja, która odbędzie się 25 marca, będzie miała wybitnie wiosenny charakter. A że po zimie spragnieni nowalijek weganie chętnie wychodzą z pieleszy na poszukiwanie pożywienia, o frekwencję jestem spokojny i bardzo Wam polecam udział w tym wydarzeniu. Nieważne, czy już wybraliście ten styl życia, czy jecie mięso i kuchnia wegańska jest dla Was czymś egzotycznym, tajemniczym, a nawet „podejrzanym”.

Co sądzisz? Skomentuj!