Warszawskie śmietniki

Była niedziela. Trochę przymroziło i wyszło nawet słoneczko. Cały dzień kręciłem się po mieście. Traf chciał, że na mojej drodze od wczesnego popołudnia do późnego wieczora napotykałem rozgrzebane śmietniki. Odpowiem zawczasu: nie pracuję w MPO. Niezależnie od stanu mojego zatrudnienia za każdym razem łapałem się za głowę. Rozdziobanie przez kruki i wrony raczej nie miało w napotkanych przez mnie przypadkach zastosowania. Ptaki potrafią narozrabiać, ale nie aż tak. To co widziałem było definitywnie dziełem ludzkiej ręki. Mam nadzieję, że stolica nie podzieli losu Neapolu, dlatego wołam – gdzie są warszawskie śmietniki?

Dużo mówi się o tzw. „małej architekturze”, której brakuje w Warszawie. Improwizowane stoiska handlowe zostały w niektórych miejscach ujednolicone lub przynajmniej podjęto takie próby. O ławkach w parku czy pod blokiem zdążyliśmy już zapomnieć. System publicznych szaletów od dawna nie istnieje, a od wstydliwego i śmierdzącego tematu ratusz trzyma się z daleka. Czy przyszła pora też i na kosze na śmieci? Mam nadzieję, że nie. Choć segregujemy odpady i zastanawiamy się zanim bezmyślnie wyrzucimy papierek na chodnik to nie zawsze mamy po drodze kosz na śmieci. Ciekawym pochodnym zjawiskiem, które wyewoluowało są zamykane na cztery spusty osiedlowe śmietniki. W obliczu nieobecności zwykłych koszy, osiedlowe śmietniki mogłyby stać się deską ratunku. Wspólnoty mieszkaniowe zamykają je jednak na cztery spusty. Bronią śmieci, a dostęp do kontenerów jest ściśle reglamentowany. Z drugiej strony można to zrozumieć. Skoro mieszkańcy płacą za wywóz własnych odpadów to dlaczego mieliby płacić dodatkowo za śmieci obcych?

 

Niezależnie od tego czy wybierzemy opcje otwartych czy zamkniętych śmietników, luka na ulicach pozostanie niezapełniona. Albo właściwie zapełniona wysypującymi się śmieciami. Odpady dużo mówią o nas. Niechciane pozostałości dnia codziennego to między innymi torebka z londyńskiego Hamleysa – istnego raju z zabawkami, niepotrzebna nikomu plastikowa butelka po Ludwiku czy karton po kawie z Costa Coffee nieśmiało zerkający zza krawędzi kontenera. Mamy też stertę gruzu, którą ktoś próbował upić puszką Tyskiego, morze petów i innych niedopałków oraz górujący nad nimi karton po odkurzaczu Zelmer. Hurtowe opakowania po popularnych czitosach, folie i piwne kartony śpią słodko pod ceglaną ścianą. Niestety jest ich za mało, żeby przykryć napis szkalujący legionistów i ich nieznajomość włoskiej wymowy. Czarny sweter przykrywa biały monitor. Widokiem raczą się mieszkańcy bloków oraz przypadkowi przechodnie, którzy zawędrowali w głębokie podwórza.

 

Idzie zima. Śnieg przysypie to, co brzydkie. Później będzie przedwiośnie i błotniste roztopy. Nie bierzmy przykładu z Neapolu. Trzymajmy się lepiej maksymy MPO sprzed kilku lat i miejmy nadzieję, że ratusz zadba o śmietniki odpowiednio wcześnie by oszczędzić nam przykrych widoków przez cały rok.

Gdyby każdy tak papierek
Rzucił sobie raz na skwerek
To by śmieci rosły góry
I świat cały był ponury.

Pędzi, pędzi śmieciareczka
Każdy wie to już od dziecka,
Że odpadki, plastik, szkło
Sprząta sprawnie MPO
Sprząta warszawskie MPO!

Co sądzisz? Skomentuj!