Warszawski przegląd wiosennej edycji Restaurant Week

Wiosenna edycja Restaurant Week startuje właśnie dziś (3 kwietnia), a w warszawskich blokach startowych stoją aż 79 restauracje, walczące o Waszą atencję, skutkującą rezerwacją stolika. 3 dania, 49 zł, półtorej godziny. Które z obszernej listy miejscówek polecamy szanownym Czytelnikom? Odchodząc od wszelkich uprzedzeń, polecamy opcje randkowe, niezobowiązujące, eleganckie, akwarium z homarami, tatar z koniny i zestawy całkowicie wegańskie. Dla każdego coś pysznego.

Rest.Baczewski – ciesząca się dużą popularnością (zwłaszcza wśród gości, którzy odwiedzili lokal-matkę na Ukrainie) nowość na gastronomicznej mapie Warszawy. Piękne wnętrza, tradycyjne, ale dopracowane dania (wersja mięsna lub rybna), doskonałe na bardziej zobowiązującą okazję. Weźcie rodziców albo randkę.

Pink Lobster – byłam tu podczas Fine Dining Week i nakarmili mnie tak fantastycznie, że wierzę absolutnie w wysoki poziom trzymany niezależnie od tego, czy akurat jest festiwal, czy goście przychodzą brać dania z karty. W pakiecie akwarium z homarami, pluszowe różowe fotele i kelnerzy w białych rękawiczkach.

Źródło: restauracja Pink Lobster

 

Żywa Kuchnia – co prawda z edycji na edycję wegańskich opcji w festiwalowych menu jest coraz więcej, ale dwóch w pełni bezzwierzęcych zestawów w jednej knajpie chyba jeszcze nie było. Tatar z awokado i wegański lemon curd brzmią wybornie!

Koreanka – szłabym dlatego, że regularne ceny w Koreance nie należą do najniższych, więc trzydaniowy zestaw zawierający bulgogi czy japchae to niezła oferta. O ile zazwyczaj częściej bywam u koreańskiej konkurencji, tak muszę przyznać, że najładniej jest właśnie w Koreance.

Art Sushi – jak patrzę na cuda, jakie wyprawiają na talerzach, to automatycznie cieknie mi ślina. Świetne miejsce na rybno-wegański kompromis, a przyznam nawet, że to wegańskie menu wygląda nawet ciekawiej.

Źródło: restauracja Art Sushi

 

Bocca Bar – bo w przystawce mięsnej jest trudno dostępna w warszawskich restauracjach konina. Kontrowersyjne, nie wszyscy lubią, nie każdy ma ochotę spróbować – z kronikarskiego obowiązku informuję, że na festiwalowym horyzoncie pojawił się tatar z konia.

Ferment Praski – jem tu regularnie smaczne i pożywne lunche, więc wierzę, że na festiwalu nie będzie żadnej lipy. Przy okazji zwiedzicie sobie coraz sensowniej zagospodarowaną przestrzeń Konesera.

Kromki – przyjemne, bezpretensjonalne bistro na Muranowie i mają w menu coś, co nazywa się „młode kalmary patagońskie”, więc ja bym brała.

Komu Komu – testowałam tu pewnego dnia sporą część menu i wszystko było co najmniej smaczne. Znają się tu na klimatach bliskowschodnich i południowoamerykańskich. Po jedzeniu (polecam uwadze menu wegańskie – carpaccio z pieczonego selera i tubu z cukinii brzmią super!) wpadnijcie na sesyjkę do sauny z lustrem weneckim, należącej do restauracji.

Źródło: restauracja Komu Komu

 

Pełną Parą na Nowo – miejsce dość popularne, ze względu na świetny stosunek ceny do jakości i szeroki wybór pierożków przygotowywanych na parze. W ramach festiwalowego menu najecie się po uszy dim sumami, bao z jackfruitem lub szarpaną wieprzowiną i dopchacie w ramach deseru intensywnie przyprawowymi lodami tajskimi. Wypełniony azjatyckimi aromatami, sycący zestaw – serdecznie polecam!

Bieżąca edycja Restaurant Weeku odbywa się pod godnym pochwały hasłem #SzanujJedzenie, a restauracje biorące udział w festiwalu deklarują przestrzeganie zasad ideologii zero waste przy planowaniu specjalnego menu. W kwestiach bardziej przyziemnych – Restaurant Week zwiększa wybór sensownych restauracyjnych opcji w Warszawie, przy zachowaniu stosunkowo niskiej ceny za trzy przemyślane i smaczne dania. Ja polecam wizytę albo w powyżej wymienionych, albo według własnych preferencji z listy zamieszczonej pod tym linkiem. Bo dobrze zjeść zawsze warto!

Co sądzisz? Skomentuj!