Warszawski piątek

GOŚCINNIE DLA PAŃSKIEJ SKÓRKI: BASIA DUDEK


Piątek, godzina 22:00. Metro Świętokrzyska. Wychodzisz na powierzchnię, uderza Cię zapach spalin i frytury z pobliskiego chińczyka. Kierunek: Mazowiecka – ulubiona ulica warszawskich lemingów, licealistek i lokalnych celebrytów.

To miejsce jest fenomenem. Tygiel kulturowy, ulica kontrastu i parującego alkoholu. Ludzie tam gubią wątek. W pierwszym lepszym klubie można znaleźć zarówno skąpo ubraną 16-latkę tańczącą na podeście, jak i 60-letniego biznesmana stojącego nieśmiało w kącie, sączącego whisky z colą i obserwującego potencjalne kandydatki na kochanki. Przed weekendem chłopaki z podwarszawskich miejscowości skrzykują ekipę, pakują się w swoją betę w macie i jadą na podryw. Cena nie gra roli – jest piątek, żyje się tylko raz. Szybka matematyka: wejście: 30 zł, szatnia: 2 zł, papierosy: 15 zł, butelka wódki i sok: 150 zł, zrzuta na wachę: 10 zł. Impreza – bezcenna, za wszystko inne zapłacisz kartą MasterCard.

Mocny makijaż, szpilki, kusa sukienka – nikt się nie pozna, że matura za rok.

Z tyłu muzeum, z przodu liceum. Bramkarze przymykają oko na sprawdzanie dowodu, jeśli dziewczyny ładnie wyglądają. Mocny makijaż, szpilki, kusa sukienka – nikt się nie pozna, że matura za rok. „Za hajs matki baluj” – najnowsze iPhone’y, drogie ciuchy, papierosy z kulką i drinki z palemką – „Mamo, dzisiaj śpię u Ani. Będziemy oglądać filmy i pleść sobie warkocze. Masz może stówkę? Zamówimy pizzę, nie wiem czy 20 zł wystarczy.” Czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal.

Po wyjściu z pracy białe kołnierzyki nie mają czasu na zmianę ubrania. Zamawiają Ubera, proszą na Mazowiecką. Karierowicze chcą skutecznie odpiąć wrotki – stan konta im na to pozwala. Ich świetnie dopasowany garnitur i gruby portfel działa jak magnes na przyjezdne studentki. One szukają księcia z bajki – oni księżniczki na jedną noc. Kończy się jak zawsze – rozczarowaniem.

Awantura pod wejściem. Chłopcy w koszulkach polo i wąskich jeansach (dresiarze incognito) vs. modnie ubrani chłopcy w adidasach Superstarach. Gorąca atmosfera, tłum gapiów – nikt nie reaguje. Przyjeżdża radiowóz, zabiera chłopców. Impreza trwa dalej.

W droższych klubach można znaleźć lokalnych celebrytów różnej klasy. Jedni znani z imprezowania, inni z blogosfery. Melanżują na dwóch poziomach – realnym i wirtualnym. Całą noc uwieczniają na Snapchacie, co chwilę sprawdzając maile i nowych obserwatorów na Instagramie.

W droższych klubach można znaleźć lokalnych celebrytów różnej klasy. Jedni znani z imprezowania, inni z blogosfery. Melanżują na dwóch poziomach – realnym i wirtualnym. Całą noc uwieczniają na Snapchacie, co chwilę sprawdzając maile i nowych obserwatorów na Instagramie. Impreza ich prawie nie kosztuje – zawsze są na wpisani na listę, barmani polewają im wódkę za darmo. Często siedzą w VIP ROOMach, gdzie bawią się za darmo – ich zapłatą jest pozowanie do zdjęć na fanpage’u klubu na Facebooku.

Na Mazowieckiej każdy znajdzie coś dla siebie. Kiedy już pojawiam się w tej mistycznej okolicy, to najbardziej lubię siąść przy oknie w Pijalni Wódki, zamówić piwko i obserwować. Zamieniam się wtedy w weekendowego socjologa. Przysięgam – to lepsze niż oglądanie National Geographic. Tam rodzą się przeróżne historie i legendy – nawet takie, o których strach mówić na głos.

Co sądzisz? Skomentuj!