Warszawa „robi siłę”

Jeszcze kilka lat temu była to niszowa zajawka, dziś street workout (inaczej kalistenika) opanowuje kolejne warszawskie dzielnice. Na czym polega ten sport i skąd jego popularność?

Gościnnie dla Pańskiej Skórki: Marek Józefiak

Piękno i siła

„Siła!” – to popularne w środowisku street workoutu pozdrowienie odnosi się do nazwy tej dyscypliny używanej w Starożytnej Grecji. Kallos sthenos oznaczało piękno i siłę. To właśnie te atrybuty kształtowali w sobie spartańscy wojownicy i rzymscy gladiatorzy za pomocą ćwiczeń z obciążeniem wyłącznie masą własnego ciała. Street workout to współczesna odsłona kalisteniki, czyli treningu na świeżym powietrzu, który opiera się na prostych ćwiczeniach: pompkach, brzuszkach czy podciągnięciach na drążku. W wersji dla zaawansowanych oznacza akrobatyczne ewolucje wymagające ogromnej siły i zwinności, takie jak: muscle up, dip czy back lever.

– Muscle up to siłowe wejście na drążek, polega na dynamicznym podciągnięciu się z jednoczesnym przekręceniem nadgarstków i wyjściu biodrami na wysokość drążka. Dipy są podobne do pompek, tyle że wykonujemy je w pionie, na drążku – tłumaczy Marek Pasierbski, który w 2010 roku założył warszawską grupę Ghetto Workout Poland.


OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Muscle up w wykonaniu Marka Józefiaka, fot. Piotr Szwiec

Dziś organizacja ta promuje dyscyplinę w całym kraju, prowadząc szkolenia, pokazy oraz namawiając samorządy do budowy odpowiedniej infrastruktury. Pasierbski, były mistrz Europy w brazylijskim jiu jitsu i jeden z prekursorów street workoutu w Polsce, zaczął swoją przygodę z tym sportem po obejrzeniu filmików w internecie z wyczynami zawodników z USA.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Marek Pasierbski (po lewej), fot. Marek Józefiak

– Jeszcze kilka lat temu brakowało w Warszawie miejsc, w których można było trenować kalistenikę. Nieliczne, mocno oldskulowe przyrządy do ćwiczeń istniały przy stadionie Skry czy obiektach WAT-u – wspomina Pasierbski. Od tamtego czasu wiele się zmieniło. W Warszawie powstało kilkanaście specjalnych siłowni do street workoutu. Swoje „drążki” mają już m.in. mieszkańcy Ursynowa, Bemowa, Grochowa, Mokotowa czy Szczęśliwic.

Pod koniec sierpnia otwarto też pierwszy w Śródmieściu, okazały plac przy bulwarach wiślanych na Powiślu. – To dla nas przełom. W Warszawie można wreszcie, tak jak w Los Angeles czy Barcelonie, trenować przy plaży – mówi Marek Pasierbski.


Trening Ghetto Workout Poland nad Wisłą, fot. Marek Józefiak

Skąd sukces?

Co zadecydowało o nagłym wzroście popularności kalisteniki? – Jest bardzo prosta w swojej formie. Nie wymaga dużego nakładu pieniędzy, przez co każdy może zacząć trenować – odpowiada Piotr Gorzela z Ghetto Workout Poland, jedenasty zawodnik ubiegłorocznych Mistrzostw Świata w Street Workoucie w Moskwie i wicemistrz Europy.

Piotr GorzelaPiotr Gorzela

Do tego sportu z pewnością zachęcają też efekty treningów w postaci atletycznej sylwetki. Tysiące pompek, podciągnięć i przysiadów harmonijnie rzeźbią ciało. – Robimy „rzeźbę”, nie „masę” – śmieje się 21-letni Gorzela. Kalistenika zawiera też elementy kształtujące wytrzymałość, uznawana jest za świetne uzupełnienie treningu i sposób na wzmocnienie ciała dla biegaczy czy osób uprawiających inne sporty. – Dla mnie ogromną zaletą street workoutu jest mała kontuzyjność – dodaje Marek Pasierbski. Czy to sport dla kobiet? – Pewnie! Uważam, że to sport dla wszystkich. Systematyczny trening daje bardzo szybkie efekty, również u kobiet. Choć oczywiście nam trudniej osiągnąć taki poziom, jaki osiągają mężczyźni – mówi Bogna Kietlińska, która zaczęła ćwiczyć street workout w 2013 roku.

Bogna Kietlińska, fot. Jarek NiekraszBogna Kietlińska, fot. Jarek Niekrasz

Sport otwarty

Bogna Kietlińska, z zawodu socjolog miasta, podkreśla, że kalistenika łączy ludzi, a place do ćwiczeń to świetny sposób wykorzystania przestrzeni publicznej. – Siłownie plenerowe tworzą miejsce spotkań mieszkańców, jednocześnie są estetyczne i nie dominują w przestrzeni – mówi. – Street workout to bardzo otwarty, inkluzywny, a nie ekskluzywny sport, dzięki któremu spotykają się ludzie z różnych środowisk – dodaje Bogna Kietlińska. Rzeczywiście, wokół poszczególnych siłowni oddolnie tworzą się grupy treningowe. Często są to ci sami ludzie, którzy zabiegali o powstanie takich inwestycji. Przykładem jest choćby mokotowska ekipa Żywy Park, która nie tylko organizuje treningi, ale bierze też udział w akcjach charytatywnych, piknikach dzielnicowych, a ostatnio organizuje też otwarte lekcje jogi.

Pokaz grupy Żywy ParkPokaz grupy Żywy Park, fot. Żywy Park

– Naszą grupę tworzą różni ludzie: studenci, pracownicy agencji reklamowych, freelancerzy, lekarz – mówi Irek „Skuter” Kowal z Żywego Parku, inicjator powstania street workout parku na Mokotowie, z zawodu strażak. – Na treningach mamy zawsze świetną atmosferę, bardziej doświadczeni ćwiczący pomagają początkującym – opowiada Irek Kowal, który trenuje street workout 3–4 razy w tygodniu.

Irek Kowal, fot. Żywy ParkIrek Kowal (w powietrzu) w trakcie pokazu street workoutu, fot. Żywy Park

Otwartość i życzliwość panują nie tylko w sporcie amatorskim, ale również wśród zawodowców. – Na treningu czy na zawodach jesteśmy jedną wielką rodziną. Rywalizujemy ze sobą, ale przede wszystkim nawzajem się wspieramy i szanujemy – mówi Piotr Gorzela z Ghetto Workout Poland.

Jak zacząć ćwiczyć?

Ciepłe miesiące już za nami, czy oznacza to zatem koniec sezonu na street workout? – Oczywiście, że nie. Trenujemy na zewnątrz w zasadzie cały rok. Ale jeśli ktoś woli trenować niezależnie od pogody, to zapraszamy też na treningi w hali – zachęca Marek Pasierbski. O czym powinni pamiętać ci, którzy chcieliby zacząć ćwiczyć? – O przyjściu na pierwszy trening – śmieje się. Potem, jak mówi, będzie już z górki.

Autor ćwiczy street workout od 2013 roku.

Co sądzisz? Skomentuj!