Warszawa bez drzew – naprawdę.

Jeśli ktoś jeszcze zastanawiał się, ile prawdy jest w hasłach o „zielonej stolicy” i „milionie drzew dla Warszawy”, może już przestać. Przeanalizowałem oficjalne dane Ratusza i wnioski nie są wesołe.

Kiedy postanowiłem sprawdzić, jakie skutki spowodowała w Warszawie swobodna wycinka drzew, znana też pod dostojną (choć ta dostojność zupełnie nie pasuje do ordynarnego charakteru przepisów) nazwą „Lex Szyszko”, spodziewałem się, że wyniki mojego małego „śledztwa blogerskiego” będą przykre, smutne, złe. Jako urodzony optymista łudziłem się jednak, że nie będę zbulwersowany i wściekły. A jestem.

Ustawa z 6 września 2001 o dostępie do informacji publicznej to fantastyczne narzędzie – gorąco zachęcam Was do korzystania z jej dobrodziejstw, dopóki jeszcze w systemie prawnym funkcjonuje. W uproszczeniu – dowolna instytucja publiczna ma obowiązek udzielić dowolnemu „Kowalskiemu” informacji na interesujący go temat, w interesującym go zakresie. Na przykład na temat statystyk dotyczących wycinek i nasadzeń drzew oraz krzewów w Warszawie w pierwszym półroczu 2017. W odpowiedzi na moje pytania* otrzymałem z Wydziału Infrastruktury między innymi bardzo solidnie opracowane zestawienie tabelaryczne – z podziałem na drzewa, krzewy (traktowane jako metry kwadratowe, nie – sztuki), w ujęciu per dzielnica, zarządca terenu itd. Z tabelki dowiedziałem się m.in., ile odbyło się wycinek na terenach poszczególnych jednostek administracyjnych, ile drzew nasadzono z decyzji Wydziałów Ochrony Środowiska, a ile dzielnice posadziły z własnej inicjatywy. Wnioski są… ciekawe.

Przede wszystkim, choć mieszkańcy miasta regularnie słyszą szalejące piły, na terenach zarządzanych przez dzielnice nie jest wcale tak źle, jak mogłoby się wydawać! Statystyki „drzewne” tylko w pięciu z nich są ujemne. Niechlubny prym wiedzie Bemowo, gdzie wycięto 386 drzew, a nasadzono 232 (wyłącznie z decyzji WOŚ). Drugie miejsce zajmuje Wawer (111 drzew na minusie, również ani jednego nasadzenia z decyzji dzielnicy), dalej Wesoła (-63, ale trzy nasadzone „dobrowolnie”), Bielany z 40 drzewami „w plecy” i Białołęka – niby jedynie na delikatnym minusie, ale tej dzielnicy należy się dodatkowe kilka słów komentarza. Otóż po pierwsze 235 nasadzeń w miejsce 240 wyciętych drzew to oczywiście zbyt mało, aby zrównoważyć straty (zanim drzewo osiągnie pełną „wydajność”, musi minąć wiele lat, poza tym liczne sadzonki nie dożywają nawet wieku „młodzieńczego”). Lepszy numer to to, że w dyskusjach na temat białołęckiej zieleni (a temat jest, jak wiecie, gorący, głównie za sprawą Kanału Żerańskiego), a nawet w wypowiedziach dla mediów (kliknij – materiał od ok. 7 minuty, wypowiedź p. Burmistrz w 9:47) tamtejszy ratusz chwali się, że drzew sadzi „naprawdę dużo” – ogólnie zazielenia i pielęgnuje. Oficjalne dane z Urzędu Miasta nie wydają się potwierdzać tej tezy. Zanim ktoś powie, że może chodzi o krzewy, dodam, że w kwestii krzewów na Białołęce nie zmieniło się w pierwszej połowie roku nic – nie wycięto ani metra kwadratowego, ale też nic nie posadzono. No chyba, że wrześniowe deklaracje dotyczyły dzielnicowych nasadzeń od czerwca w górę – kiedy zobaczę statystyki za drugie półrocze, będę ewentualnie zwracał honor.

Dla porządku – propsy dla „zazieleniających” – Ursynów: 381 drzew na plus (168 wycinek, 549 nasadzeń), Mokotów: 142 (320 vs 462, ale dla odmiany ta dzielnica pozbyła się największej ilości krzewów), Targówek: 118 (129 vs 247). W pozostałych dzielnicach też sadzono – bilans dodatni to od kilkunastu na Woli (gdzie jednak liczba wycinek była wysoka) do ponad 80 w Wilanowie. Więcej na wykresie poniżej:

Tym natomiast, co zmroziło mi krew w żyłach była (szacunkowa) statystyka dotycząca wycinek na „terenach prywatnych”. O ile dzielnice łącznie wycięły prawie 3 tysiące, a zasadziły o 700 więcej drzew (bilans jest więc dość pozytywny), to według danych Urzędu Miasta, prywatni właściciele terenów od stycznia do czerwca pozbawili Warszawę niemal TRZYNASTU TYSIĘCY DRZEW i kilkuset krzewów! To znacznie więcej niż wszystkie nasadzenia dokonane w tym okresie przez miasto, wliczając te na terenach Lasów Miejskich i symboliczne pół tysiąca nowych drzew od Zarządu Zieleni m. st. Warszawy. Dlatego, choć bilans w dzielnicach wygląda względnie pozytywnie, samowola (głównie) deweloperska już spowodowała w Warszawie niepowetowane straty ekologiczne. Jeśli odliczyć (liczne, to prawda) nasadzenia w leśnych szkółkach, Warszawa w swojej miejskiej części, w pierwszej połowie roku, straciła „netto” prawie dwanaście tysięcy drzew! Oraz niemal 3 000 krzewów. Mówiąc wprost: wyłącznie ilościowo, bez porównywania „jakości” pełnoprawnego, dorosłego drzewa i małej sadzonki, nasadzenia na terenie miasta (poza lasami) nawet nie skompensowały tego, co wycięli prywatni właściciele od stycznia do czerwca. To się autentycznie nie mieści w głowie.

Mam nadzieję, że te twarde i oficjalne dane otworzą niektórym oczy. Że zaczniemy bardziej patrzeć na ręce władzom miasta, dzielnic, ale też odważniej reagować na wycinkowe plany prywatnych właścicieli – tych dużych i tych małych. Ileż razy słyszeliśmy starą śpiewkę o „nasadzeniach zastępczych”. Gdyby były one dwu-trzykrotnie liczniejsze od wycinanych drzew, a sam proces „wymiany” bardziej rozłożony w czasie, można byłoby to przełknąć. Ale w momencie, w którym w mieście faktycznie rżnie się na potęgę, wiarę w tego typu zapewnienia deweloperów (a w niektórych przypadkach także miejskich urzędników) można określić, w najlepszym razie, mianem daleko posuniętej naiwności.

ZOBACZ TABELĘ ŹRÓDŁOWĄ

PS I jeszcze deser. Gdybyście zastanawiali się, jakie działania podejmuje Urząd Miasta w celu promocji wspomnianego programu „Milion Drzew dla Warszawy”, to poniżej macie wszystkie:

Tak, to wszystko.

PS 2. Jak donoszą inicjatorzy happeningu w białołęckim ratuszu, widoczna w podlinkowanym materiale video społeczna lipa zniknęła sprzed urzędu w niewyjaśnionych okolicznościach. Podobno została przeniesiona, ale kto wie, co się z nią naprawdę stało…

*Pytań było wiele i dotyczyły także obszarów innych niż wycinki i nasadzenia drzew. Spodziewajcie się więc kolejnych „eko-rozliczeń” miasta na łamach naszego bloga.

Co sądzisz? Skomentuj!