Walka z wiatrakami. Rozmowa z 999.

O nieszablonowym podejściu do muzyki elektronicznej, ukrytej lokalizacji w środku miasta i roli przyjaźni w działaniu rozmawiamy z Olą Bladosz z warszawskiego klubu 999. 

Mateusz Kaczyński: Drogie Dziewiątki, czy po was tylko potop?

Ola Bladosz: Mieliśmy już nawet pożar. Przeszliśmy więc oba żywioły. Weszliśmy już w nową dekadę. Zaraz stuknie nam rok. Zmieniliśmy formułę grania. Było już czterdzieści godzin nieprzerwanego grania, a niebawem czeka nas pięćdziesiąt. Mamy sekretną lokalizację, a line-up długo też był utrzymywany w tajemnicy. Mam nadzieję, że wszystko jeszcze przed nami.

Cofnijmy się o rok. Działacie od 2019 roku, ale od razu udało się wam stworzyć wyraziste miejsce. Od razu staliście się ważnym punktem na „klubowej mapie Warszawy”. Czy możesz zdradzić co jest sekretnym składnikiem tego sukcesu?

Nie powinnam tego mówić nikomu. Nikt nie może się o nim dowiedzieć… [śmiech]. Dziewiątki są takie jakie są z tego względu, że cały klub powstał trochę przez przypadek. Dawno temu odeszłam z branży klubowej i postanowiłam do niej nie wracać. Niespodziewanie pojawiło się kilka osób, które opowiedziało mi o swoim pomyśle stworzenia nowego miejsca. Usilnie odmawiałam. Później zadzwonili do mnie koledzy z Private Press, Adam i Janek. To fantastyczni ludzie i chyba najważniejszy dla mnie duet didżejski w Polsce. Namówili mnie by spróbować i miesiąc później już działaliśmy. Nie byliśmy do niczego przygotowani. Na barze stali znajomi, a ja nie miałam wcześniejszego doświadczenia w prowadzeniu takiego miejsca. Pomagało nam wiele osób i to właśnie wyznacznik dla 999. To miejsce od początku współtworzone przez przyjaciół. Spędzamy ze sobą dużo czasu i prywatnie, i w pracy. Lubimy się i od początku nie nastawialiśmy się na biznes. Chcieliśmy zbudować miejsce, z którym sami byśmy się utożsamiali.

Dziewiątkowy wiatrak. 

Choć od początku jest o was głośno to szczyt uwagi przypadł na koniec zeszłego roku. Pomijając zalanie klubu, udostępniliście wtedy swoisty manifest i zorganizowaliście kilka nieszablonowych imprez muzycznych. Czy stawianie muzyki na pierwszy miejscu, a nie epatowanie nazwiskami gwiazd może się długofalowo obronić?

Wszyscy mnie o to pytają. Zwłaszcza ludzie z branży klubowej. Staramy się utrzymać balans pomiędzy dużymi nazwiskami, fajnymi inicjatywami i akcjami, które kręcą się dokoła muzyki. Organizujemy np. „Przegląd Techniczny” czyli dyskusje o muzyce elektronicznej. Niebawem zapraszamy na „50 godzin” czyli nieprzerwane granie przez taki właśnie czas. Czy takie podejście można obronić? Mam nadzieję, że tak. Zdajemy sobie sprawę z ogromnej konkurencji na rynku warszawskim, ale znaleźliśmy własną niszę, której zaufała duża grupa osób. Ciągle pracujemy nad przestrzenią, aby była im bardziej przyjazna. Tłumaczymy, o co chodzi w zabawie.

A propos konkurencji. W Warszawie kluby powstają niespodziewanie i równie niespodziewanie kończą swój żywot. Czy są jakieś warszawskie kluby, których zamknięcia nie może odżałować?

Załapałam się jeszcze na końcówkę działalności legendarnej Piekarni. Uważam, że było to fantastyczne miejsce. Nie mogę odżałować zakończenia cyklu Lost Pool, który organizowałam wspólnie z Septem. Atmosfera taka jak tam długo nigdzie się nie powtórzy. Nowa Jerozolima miała swój charakter i szkoda, że tak szybko się zamknęła. Myślę, że to pewien naturalny cykl. Mówi się, że kluby po pięciu latach od otwarcia albo się zmieniają albo zamykają. Niektóre miejsca kończą działalność będąc u szczytu i tworzą w ten sposób legendę. Są też kluby, które długo dogasają i z pewnością nie odnalazły by się w dzisiejszej rzeczywistości.

Dziewiątkowy bar. 

W jaki sposób określiłabyś zatem klubowy klimat współczesnej Warszawy? Czy w stolicy dzieje się coś co wyróżnia nas na tle innych europejskich miast mocno związanych z muzyką elektroniczną jak np. Berlin?

Dosłownie kilka dni temu rozmawiałam o tym z MAL-em, który wrócił właśnie z Berlina. Nie jesteśmy wcale od nikogo daleko. Mamy kulturę klubową. Kochamy duże bookingi, ale rosnąca grupa osób interesuje się samą kulturą, edukacją i szerzeniem dobrych postaw. Trafiliśmy na moment w czasie, kiedy muzyka elektroniczna stała się mainstreamem czyli zwyczajnie muzyką popularną. To naturalna kolej rzeczy, a zjawisko to występuje na całym świecie. Underground ustąpił miejsca festiwalowi, ale nadal mamy podziemny potencjał. Niedawno grał u nas kolektyw STAUB, który występuję bez line-upu i timetable. Takie imprezy są prawdziwym sprawdzianem. Jako 999 wybraliśmy jednak tę drogę i jesteśmy świadomi jej konsekwencji.

W jaki sposób budujecie klub jako miejsce bezpieczne dla wszystkich? I czy ma z tym związek owiana miejskimi legenda nieprzewidywalna selekcja?

Opowiem anegdotę a propos bezpieczeństwa. Ochroniarze z naszego klubu na początku nie chcieli stać w 999 na bramce, bo „ciągle było łupanie” i zwyczajnie tego nie rozumieli. Po trzech miesiącach goście klubu zaczęli przychodzić do mnie by regularnie chwalić ochronę, która im pomogła. Wiele dobrych słów usłyszałam zwłaszcza o panu Piotrku, który jest zawsze na miejscu. Co do samej selekcji to Dziewiątki są całkowicie otwartym klubem. Nie należymy do miejsc, do których nie wejdziesz jeśli nie jesteś ubrany na czarno albo nie znasz dyskografii artysty, który gra. Sami jako organizatorzy reprezentujemy zupełnie rożne stylistyki: od dresiarza po czerń. Nie obchodzi nas wygląd, ani orientacja i nigdy nie spotkaliśmy się ze złymi zachowaniami na naszych imprezach. Selekcji dokonuje za nas w pewnym sensie sama przestrzeń. Każdy kto był w Dziewiątkach wie, że to przytłaczające miejsce. Nie promujemy „fancy” estetyki. Odwiedzały nas osoby z innych klubów, ale wytrzymywały maksymalnie godzinę i wychodziły. To zarówno plus, jak i minus. Moglibyśmy mieć więcej gości, ale za pewną cenę. W naszym klubie jest ciemno i nie jest to miejsce wymuskane.

Zabawa w 999.

Dziewiątek nie widać z ulicy. Jak bardzo chcecie pozostać w ukryciu?

Prawda jest taka, że nie mamy szyldu, bo wciąż brakuje nam czasu by go zrobić. Kiedyś go jednak przygotujemy. Nie staramy się być ani za bardzo komercyjni, ani za bardzo alternatywni. Nie myślimy w ogóle tymi kategoriami. Znaleźliśmy własną przestrzeń, którą budujemy. Sprawdzamy co się sprawdza, a co nam się nie podoba. Nie potrafię jednoznacznie zaklasyfikować Dziewiątek. Nie o to też nam chodzi. Jesteśmy takim dziwnym tworem.

 Dziękuję za rozmowę. 

***********

Więcej o 999 znajdziecie tu.

Co sądzisz? Skomentuj!