W lewym kinie – III Anarchistyczny Festiwal Filmowy

Dziś startuje III Anarchistyczny Festiwal Filmowy – pozycja dość wyjątkowa na mapie wydarzeń dla kinomanów (i – zdecydowanie – nie tylko dla nich). O tym, jakie idee przyświecają festiwalowi, co na nim zobaczymy, czy „normik” po pracy w korporacji też znajdzie tam coś dla siebie, a także czy anarchistom jest po drodze z „komercyjnymi” kinami – opowiedział Jeremi Galdamez, współorganizator Anarchistycznego Festiwalu Filmowego.

Czym jest Anarchistyczny Festiwal Filmowy, jakie cele mu przyświecają?

Anarchistyczny Festiwal Filmowy to przegląd filmów opowiadających o kontestacji współczesnej, neoliberalnej rzeczywistości, mówiących o ważnych problemach społecznych i politycznych, o walkach społecznych i pracowniczych. Nie skupiamy się jedynie na filmach dokumentalnych, choć to one dominują na festiwalu, zawsze staramy się pokazać również filmy fabularne, które nawiązują do lewicowych wartości jakie reprezentuje AFF. Zazwyczaj są to klasyki kinematografii: “czerwone” kino włoskie lat 70, francuskie filmy Jeana Vigo, społecznie zaangażowane filmy brytyjskie lat 60. Staramy się przybliżyć widowni te filmy na nowo i zwrócić uwagę na ich niezwykle przenikliwą społecznie treść i buntowniczy potencjał. Pomysł festiwalu narodził się wśród warszawskich działaczy i działaczek Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Inicjatywa Pracownicza, dlatego od początku założeniem było przybliżanie szerszej publiczności tematyki walk pracowniczych, walk klasowych a szerzej walk społecznych przeciwko wyzyskowi i kapitalizmowi. Festiwal jest “anarchistyczny” bo to właśnie idea anarchizmu nosi w sobie największy ładunek kontestacji istniejących stosunków społecznych, jednak festiwal zajmuje się tematyką szeroko lewicową. Za pomocą filmów chcemy pokazać jak ludzie w różnych częściach świata stawiają opór i konstruują nową, oddolną i solidarną rzeczywistość. Gdyby jednym zdaniem określić cel Anarchistycznego Festiwalu Filmowego to byłoby to ukazanie jak najszerszej publiczności tego, ile wspólnego ze sobą mają walki społeczne, walki socjalne toczone na całym świecie i zainspirowanie do działania przeciwko niesprawiedliwościom jakie nas otaczają.

Lekko zaczepnie: czy wydarzenie radykalnie lewicowe, nominalnie wręcz anarchistyczne, powinno odbywać się (także) w komercyjnym kinie, nawet jeśli jest to miejsce promujące kinematografię niezależną, ambitną i często poruszającą ważne problemy?

Jest duża różnica pomiędzy typowymi multipleksami, a kinami studyjnymi, także w podejściu do komercyjności i zysku. Z Muranowem, które należy do tej drugiej kategorii kin, współpracujemy od pierwszej edycji Anarchistycznego Festiwalu Filmowego, zorganizowaliśmy wspólnie wiele projekcji również poza festiwalem. Jest to zawsze świetna współpraca, dzięki której na dużym ekranie można obejrzeć filmy, których zdecydowanie nie wyświetliłoby typowe kino komercyjne. Muranów zawsze ma odwagę pokazać trudne i odważne politycznie i społecznie tytuły, a to często wcale nie idzie w parze z komercją. Dlatego myślę, że miejsce AFF jest jak najbardziej w Muranowie. Z drugiej strony bliskie są nam idee oddolnej samoorganizacji oraz DIY (Do It Yourself), dlatego trzon festiwalu odbywa się w centrum kultury alternatywnej ADA Puławska. Tam, w zbudowanej własnoręcznie wspólnie z ekipą ADY sali kinowej, wyświetlamy większość filmów. Co roku świetna przestrzeń ADY zamienia się w kilkudniowe filmowe centrum festiwalowe i to także klimat jaki wówczas się tam wytwarza przyciąga widzów, którzy także chcą zaznać trochę odmiennej atmosfery od klasycznego kina.

W programie festiwalu najbardziej intrygująco przedstawiają się dla mnie dwie pozycje – pierwsza z nich to film „Biała Siła – spotkanie z wrogiem”. Czy myślisz, że w Polsce taki dialog byłby możliwy i że spotkanie imigrantów lub osób nieakceptowanych przez środowiska skrajnie prawicowe z przedstawicielami ONR-u albo polskiego alt-rightu (np. korwiniści) miałoby szansę zakończyć się rozmową i wzajemnym poznaniem (nie mówiąc o próbie zrozumienia)?

Polski odpowiednik filmu „Biała Siła – spotkanie z wrogiem” na pewno byłby bardzo ciekawy i ważny. Myślę, że przede wszystkim musiałaby się znaleźć odważna osoba, która potrafiłaby nie tylko stanąć twarzą w twarz z działaczami skrajnej, rasistowskiej prawicy ale także pokonać swoje uprzedzenia. Deeyah Khan, reżyserce filmu, osobie nie-białej, muzułmance i feministce nie było łatwo wyciągnąć rękę do mężczyzn wytatuowanych w swastyki i ziejących nienawiścią do imigrantów. Jednak jej podejście – empatia i realna chęć zrozumienia ukazuje nam często tych prawdziwych ludzi, którzy za maskami nienawiści i przemocy okazują się często osobami zagubionymi czy skrzywdzonymi. To oczywiście nie usprawiedliwia drogi jaką obrali i krzywd jakie wyrządzają innym, ale podejście, które obrała Deeyah w swoim filmie, zmusza do refleksji również środowiska antyfaszystowskie. Czy możemy przeciwstawiać się nienawistnym ruchom politycznym jedynie na poziomie ideologicznym? Jak przeciwstawiać się szerzącym się uprzedzeniom i przemocy jednocześnie nie zatracając świadomości, że po drugiej stronie również jest człowiek. I przede wszystkim jak zwalczać przyczyny, które zaprowadziły taką osobę w ramiona skrajnej prawicy? Skutki tych bezpośrednich rozmów, które przeprowadziła Deeyah, bywają zaskakujące. Podobnie zaskakujące mógłby się okazać rozmowy z polskimi przedstawicielami skrajnej prawicy i jestem przekonany, że do takich spotkań mogłoby dojść, gdyby tylko znalazła się reżyserka z odwagą i chęcią zrozumienia jaką wykazała się Deeyah Khan.

Drugi intrygujący wątek to krótkie metraże Želimira Žilnika – co zobaczymy w tym bloku? Czy będzie to program przekrojowy, czy skupicie się na którymś z okresów twórczości serbskiego reżysera?

Na festiwalu zobaczymy cztery krótkometrażowe filmy dokumentalne Želimira Žilnika z przełomu lat 60 i 70. To oczywiście obrazy społecznie zaangażowane i kontestujące ówczesną rzeczywistość. Opowiadają o ludziach wyrzuconych na margines w socjalistycznej Jugosławii oraz studenckich manifestacjach przeciwko biurokratycznej władzy. Projekcje filmów poprzedzi wstęp, który ukaże szerszy kontekst twórczości tego wciąż mało znanego w Polsce serbskiego reżysera.

Jak namówiłbyś „normika”, który lęka się „strasznych anarchistów” do udziału w festiwalu?

Myślę, że “normików” wcale nie trzeba przekonywać – oni stanowią dużą część publiki już od pierwszej edycji festiwalu. I to jest niewątpliwy sukces AFF – dotarcie do szerokiego grona osób z filmami o tematyce, która na co dzień może wydawać się nudna lub “nieatrakcyjna”: samoorganizacja pracownic i pracowników, socjalny feminizm, walka z kolonializmem, czy powiązania kapitału z faszyzmem. Myślę, że to co przyciąga osoby na nasze filmy to z jednej strony ciekawy i różnorodny dobór filmów pod kątem aktualnych zagadnień i walk społecznych, o których na co dzień nie mówi się w mediach głównego nurtu, ukazanie na ekranie wartości i postaw, o które trudno w dzisiejszym neoliberalnym świecie a z drugiej strony ten anarchistyczny sznyt festiwalu jest dla wielu osób po prostu intrygujący. Potwierdza to fakt, że wśród publiki można znaleźć osoby o naprawdę różnych poglądach, które są po prostu ciekawe problemów, z jakimi mierzą się społeczeństwa na całym świecie i co szeroko rozumiana lewica ma do zaproponowania w zamian.

Anarchistyczny Festiwal Filmowy odbędzie się w dniach 26-30 czerwca w dwóch lokalizacjach: ADA (Puławska 37) i Kino Muranów. Informacje na temat repertuaru, biletów (wstęp na znaczącą część projekcji jest wolny) i inne szczegóły dotyczące Festiwalu znajdziecie na jego stronie internetowej oraz na fanpage’u Festiwalu.

Zdjęcia dzięki uprzejmości organizatorów AFF, fot. Emilia Oksentowicz

Co sądzisz? Skomentuj!