Ulica, której nie ma

To zaułek nie do końca ślepy, lecz głuchy. Kształtem przypomina wydłużoną literę „S”. Jego początek i koniec wieńczy mur z drutem kolczastym. Ukryte w nim kamienice widać dopiero z daleka, gdy spojrzy się pod odpowiednim kątem. Inaczej ciężko je dostrzec patrząc zupełnie na wprost.

i (14)

Nawierzchnia nagle się zmienia. 

i (18)

Myjnia w prawo. Głucha w lewo. 

Wchodząc od strony Mińskiej nawierzchnia zmienia się stopniowo. Odsłania bieg czasu. Przed pierwszym skrętem litery „S” króluje równy asfalt. Podwójna ciągła linia na jezdni nagle się urywa, a spod jej warstwy wychodzą betonowe płyty o kształcie plastrów miodu. Ciągną się przez kolejne trzydzieści metrów, aż do kolejnego uskoku w nawierzchni. Gdy betonowe plastry ustępują miejsca kocim łbom odkrywa się prawdziwe oblicze uliczki. Kocie łby są nie byle jakie, bo przedwojenne, bez uszczerbków i pęknięć.  To, że przetrwały to zasługa niedbałych drogowców-archeologów. Swoje remontowe „wykopaliska” zakończyli na pierwszym wirażu, a dalej pozostawili płynnie przechodzące  w siebie nawierzchnie z epoki komunizmu i czasów przedwojennych. Wspaniała lekcja historii.

i (13)

Pierwszy zakręt donikąd. 

i (11)

Życie wśród kocich łbów. 

Wzdłuż zaułku ciągnie się szereg niskich kamienic. Zwiedzamy podwórka. Na pierwszym z nich stoi leciwy trzepak, który można wyciągnąć z ziemi bez większego wysiłku pociągnięciem jednej ręki. Nie posłuży za dobre siedzisko, bo brakuje mu dolnej rury. Z pomocą nadchodzi rozklekotana kanapa postawiona obok kontenerów na śmieci. Te zaś stoją pod ścianą z czerwonej cegły gęsto porośniętej bluszczem. Z okien wychodzących na odsłoniętą studnię kamienicy dobiegają odgłosy wydawane przez miejscowych. Treść okrzyków skupia się na dyscyplinowaniu niesfornych dzieci przed snem. Za ozdobniki służą znane słowa rozpoczynające się na literę „k” i „ch”. Kwiecisty to język. Wszystko odbywa się przy tajemniczej grze przytłumionych świateł latarni oraz oprawie muzycznej adekwatnej do tempa wymian zdań między rodzicami, a dziećmi. Z otwartego na oścież balkonu nad drugim podwórkiem dobiegają donośnie mroczne rytmy transowej elektroniki.

i (20)

Tajemnicze podwórko. 

i (1)

Okna wychodzące na ciemną studnię niczym u Dantego. 

i (3)

Podwórko bez trzepaka jest jak żołnierz bez karabinu. 

Drugie podwórko odgrodzone jest od pierwszego płotem z blachy niebieskiej blachy falistej. Drogę do niego wskazują LED-owe lampki wbite w równo przystrzyżony trawnik. Pod płotem na rabatce kwitną kolorowo kwiaty, a tuż za nimi stoi dziwaczny altanko-namiot za duży dla dziecka i zbyt mały dla dorosłego. Sielsko tu i amerykańsko. Można prawie zapomnieć, ze jest się na Kamionku, gdyby nie donośne chrapanie dobiegające z pobliskiej klatki schodowej. Wystające przez drzwi nogi przywodzą na myśl nieboszczyka, ale na szczęście co jakiś z klatki schodowej dobiega chrapanie. Gospodarza kamienicy nie należy budzić ze snu (choć wątpliwie, że zbudziłby się sam), więc szybkim krokiem wracamy na brukowaną uliczkę by zwiedzić trzecie podwórko.

i (8)

Według miejscowych ta stacja telewizyjna rozpowszechnia treści głęboce nieprawdziwe. 

i (5)

Kamionek pełną gębą, Bogu dzięki nie obitą. 

Niestety zamknięta na cztery spusty krata skutecznie uniemożliwia wejście. Do eksploracji zniechęcają też napisy o rzekomych kłamstwach rozprowadzanych przez jedną ze stacji telewizyjnych.  Zaułek na całej długości jest zielony. Z kocich łbów wyrastają pnie starych akacji. Drzewa ciągną się aż do zakrętu wieńczącego uliczkę. Zza muru naprzeciwko kamienic złowrogo spogląda ściana dawnych zakładów przemysłowych. Na jej klatce schodowej  w środku nocy czasem zapala się światło. Podczas wyprawy, poza gospodarzem śniącym spokojnie po upojnym dniu w bramie, nie spotkaliśmy ani jednej osoby.  Ulica faktycznie Głucha

20150629183549-d615f844-la

Okienko bez panienki. 

Zdjęcia: Magdalena Markiewicz

Co sądzisz? Skomentuj!