Ucieczka od wielkiej narracji – relacja z debaty “Miastokracja: Babranie się w miejskiej przeszłości”

Pamięć to zbiorowe zapominanie i kasowanie. Pozostają tylko elementy ważne dla opowieści, jednak w przypadku Warszawy rzadko jest to opowieść o mieście i lokalnej historii.

O tym jak budowana jest narracja pamięci i co w niej dominuje rozmawiano na debacie z cyklu “Miastokracja” w nowej siedzibie Krytyki Politycznej przy Foksal 16. Spotkanie realizowane w ramach Uniwersytetu Krytycznego poprowadził Maciej Gdula.
Debata, która odbyła się w środę 3 grudnia, miała na celu podsumowanie niedawnych wyborów samorządowych w kontekście polityki pamięci. Sporom o pomniki, muzea i kontrowersjom związanym z lokalnymi miejscami pamięci, przyglądali się:

• Weronika Grzebalska – doktorantka w Szkole Nauk Społecznych Polskiej Akademii Nauk, absolwentka socjologii w Instytucie Socjologii Uniwersytetu Warszawskiego i Podyplomowych Gender Studies im. Marii Konopnickiej i Marii Dulębianki w Instytucie Badań Literackich PAN. Autorka książki „Płeć powstania warszawskiego”.

• Piotr Paziński – Redaktor naczelny „Midrasza” i współtwórca Dni Książki Żydowskiej, członek redakcji wydawnictwa Austeria. Pisze, tłumaczy, zajmuje się filozofią judaizmu i tematem żydowskim w literaturze.

• Maciej Gdula – socjolog, pracownik Instytutu Socjologii UW. Opublikował m.in.: „Trzy dyskursy miłosne” (2009), „Style życia i porządek klasowy w Polsce” (2012, wspólnie z P. Sadurą). Wykładowca Instytutu Studiów Zaawansowanych.

debata

Głównym tematem dyskusji było to jak i czy w ogóle kandydaci w wyborach samorządowych odnosili się do kwestii polityki pamięci i jak ją rozumieli. Szybko okazało się jednak, że to, co się rzucało w oczy podczas kampanii wyborczej to właśnie brak pomysłu na upamiętnianie oraz to, że spory odbywające się na poziomie lokalnym odnoszą zazwyczaj spraw o charakterze ogólnonarodowym. Warszawa, jako stolica jest szczególnym polem walki politycznej i ścierania się pomysłów na wielką narrację o Polsce. Jak wynikało z dyskusji, ten spór wciąż dotyczy głównie środowisk prawicowych, na czele z PISem oraz lewicy związanej z SLD, która ostatnimi siłami usiłuje zachować, choć część spuścizny po PRL. Doskonałym przykładem jest w tym wypadku sprawa pomnika Braterstwa Broni, potocznie nazywanego pomnikiem Czterech Śpiących. Znamienny jest przy okazji fakt, że opinia mieszkańców, którzy opowiedzieli się za pozostawieniem monumentu, jest przez polityków konsekwentnie ignorowana.
Lewica, która odrzuca zarówno schedę po PRL, jak i historię narodową, stara się przeciwstawić narracji prawicy, własną wielką narrację. W roli głównej występują tutaj PPS oraz Ignacy Daszyński, który juz niedługo stanie razem z innymi mężami stanu na Trakcie Królewskim tuż obok Romana Dmowskiego.

Oberwało się niestety przy okazji ruchom miejskim, które zawieszone w teraźniejszości i spoglądające odważnie w przyszłość, nie zaproponowały żadnej refleksji na temat przeszłości. Piotr Paziński zasugerował nawet, że zapatrzyły się być może w PO, które nie wykazywało nigdy zainteresowania “babraniem się w miejskiej przeszłości” właśnie. Nie licząc pojedynczych inicjatyw, prezentowały więc, podobnie jak partia rządząca, podejście ahistoryczne.
Wynika, więc z tego, że polityką historyczną zajmują się głównie środowiska konserwatywne, te same, które przez ostatnie 25 lat angażowały się w “nadrabianie” straconego przez komunizm czasu. Czasu na stawianie pomników oczywiście.

Efektem tych pospiesznych zabiegów ma być podnoszona wielokrotnie przez uczestników debaty brzydota i przypadkowość monumentów, które szpecą zamiast zdobić Warszawę. Przykładami tej tendencji stały się pomnik Bitwy o Monte Cassino, postawiony nie wiedzieć, czemu w przestrzeni szczególnej pamięci, jakim jest ulica Bohaterów Getta (dawne Nalewki) oraz pomnik Poległym i Pomordowanym na Wschodzie, stanowiący jak się zdaje rodzaj kontrapunktu dla pobliskiego Umschlagplatzu. Podczas debaty podkreślano, że nie chodzi tu o sam fakt upamiętnienia, lecz o wybór miejsca. Nader często można odnieść wrażenie, że pomniki stawiane są po prostu tam gdzie jest kawałek wolnej działki.

To, czego według gości spotkania brakuje, to miejsce na historie lokalną, na historię dzielnic, ulic, placów i domów. Jak podnosiła Weronika Grzebalska, to lokalność jest kluczem do innego wymiaru historii. Zmiana myślenia powinna się zacząć od edukacji. Według niej kasowanie śladów historii to miecz obosieczny. Jej zdaniem można dążyć do tego, by dukty pamięci wszystkich stron były równorzędne i by procesy upamiętniania objęły także marginesy. Marginesy rozumiane, jako mniejszości etniczne, czy niższe klasy społeczne. Do marginesów zaliczają się w tym wypadku również kobiety, które w zasadzie nie funkcjonują w przestrzeni upamiętniania zarówno, jako czynniki sprawcze, jak i ofiary cywilne. To, co pozostaje uciekanie się do rozwiązań nieortodoksyjnych, jak partyzantka pamięci, czy to co Grzebalska nazywa “oporem średniego rażenia”, czyli zmienianie znaczeń i krytyczne podejście do pomników i pamięci. Jako przykład podaje cykliczną już akcję przemalowywania pomnika Armii Radzieckiej w Sofii.

Podsumowując: debata bardzo ciekawa i potrzebna. Oczywiście wszystkich ważnych tematów nie udało się poruszyć ale te, które zostały poruszone są dowodem na to, że problem z polityką pamięci w Warszawie istnieje. Świadczyło o tym zresztą poruszenie nielicznych niestety słuchaczy debaty i ożywiona dyskusja z prowadzącymi. Rozmowa na ten temat jest na pewno początkiem budowy lokalnej narracji historycznej, opowieści, która nas zbliża do miasta. Nagranie z debaty można obejrzeć tutaj

Co sądzisz? Skomentuj!