Magiczne tramwaje – rozmowa z Tytusem Brzozowskim

Tytus Brzozowski to architekt i akwarelista, w swoich pracach nadający Warszawie niepowtarzalny, baśniowy wręcz klimat. Jego obrazy nie tylko przenoszą odbiorców w magiczny świat wyobraźni, ale też wskazują istotne aspekty miasta, odwołując się do trudnej przeszłości stolicy i wskazując pożądane kierunki rozwoju. Dla Pańskiej Skórki artysta o inspiracjach, jakich dostarcza mu Warszawa, a po przeczytaniu wywiadu – marsz koniecznie na otwarcie wystawy Tytusa Brzozowskiego już w najbliższy piątek 10 listopada, na godzinę 19:00, by w przepięknym wnętrzu modernistycznej willi rodziny Łepkowskich przy ul. Francuskiej 2 oddać się choć na chwilę marzeniom o przyjaznej, kolorowej Warszawie.

Na Twoich obrazach dominującym motywem jest ogólnie pojęte miasto, ale także poszczególne budynki warszawskiego krajobrazu. Dlaczego Warszawa jest tak inspirująca?

Warszawa jest taką układanką różnych momentów, trendów i idei, nie ma spójnego wizerunku, jest za to zatopiona w dziwnym połączeniu nostalgii i wielkiego optymizmu. Miłość do utraconego „Paryża Północy” przeplata się tu z niezwykłą dynamiką budowy i modernizacji. Bardzo wiele zmieniło się tu bardzo szybko. Uwielbiam szukać odpowiedzi, jak było wcześniej albo jak mogłoby być, gdyby coś potoczyło się inaczej.

Zwracasz też uwagę na transport publiczny – przez akwarele pędzą tramwaje po nietypowych trakcjach. Jakie znaczenie ma transport dla szczęśliwego miasta?

Zawsze uważałem, że dla Warszawy tramwaje są symbolem ciągłości kulturowej. W mieście, którego tkanka, ład i wizerunek przestrzenny przeszły tak szokujące przeobrażenia, tramwaje, które jeżdżą od zawsze po bardzo podobnych trasach, wyglądają mniej więcej tak samo, są pewną ostoją, czymś bardzo stabilnym. Współcześnie komunikacja miejska nabiera nowego znaczenia, powoli zaczynamy rozumieć, że nie jest możliwy świat, w którym wszyscy będziemy jeździć samochodami, chcemy miast przyjaznych pieszym, spokojnych i czystych. W tym wszystkim tramwaje mają do odegrania ważną rolę.

Z Twoich prac bije radosny, baśniowy wręcz klimat, w którym postaci wchodzą w interakcje, wspólnie bawią się, tańczą. Czy ta wesoła społeczność to jedynie pobożne życzenie, czy ludzie w Warszawie jednak są szczęśliwi i otwarci na innych?

Miasto moich marzeń jest pełne aktywności, ludzie nie traktują go tylko jako przestrzeni do komunikacji, ale również jako miejsce spotkań, zabawy, spędzania wolnego czasu. Taki przekaz społeczny jest dla mnie bardzo istotny, stąd w moich pracach ludzi odnajdziemy nie tylko na ulicach, ale na dachach, kominach, łącznikach między budynkami, lewitujących gdzieś w chmurach. Nie potrafię ocenić, czy Warszawiacy są szczęśliwi, z pewnością Warszawa jako miasto mało konserwatywne ma stosunkowo wyraźny gen otwarcia na innych. Tutejsza społeczność w wielkim stopniu skalda się z przyjezdnych. Z pewnością miasto się uaktywnia, otwiera na interakcję, staje się bardziej gwarne i przyjazne.

Wydaje mi się, że wieżowce rzadko bywają głównym tematem Twoich prac. Który typ architektury maluje się najwdzięczniej?

Uwielbiam warszawskie wieżowce, pojawiają się w moich pracach głównie jako domknięcia trzecich planów, bo dalekie perspektywy nasze miasto ma naprawdę bardzo piękne. Z pewnością wdzięczniejszym tematem malarskim jest architektura dawna, budowana z tradycyjnych materiałów, pokryta patyną czasu i przeżyć. Współczesne szklane domy rysowane od linijki mają z mojej perspektywy mniej czaru, mam więcej serca dla starych niebotyków, takich jak Gmach PASTy czy Prudential. Niedawno namalowałem obraz przedstawiający moje rozważania na temat wielkomiejskiej ulicy wieżowców – takiej Emilii Plater moim okiem. Skorzystałem z przedwojennych projektów wieżowców oraz dawnych wielkomiejskich kamienic, powstało wielkie, imponujące miasto, które ma bardzo warszawski rys wynikający z tradycji lokalnego budownictwa. Trochę brakuje mi tego, gdy oglądam niektóre realizacje współczesnych drapaczy chmur, które równie dobrze moglibyśmy odnaleźć w jakimś marginalnym mieście gdzieś w głębi Azji.


Muranów (2016)

Które budynki w Warszawie są następne w kolejce do „sportretowania”?

Bardzo lubię malarskie zabawy w „Co by było, gdyby?”. Uwielbiam malować znane budynki w nieznanych nam formach, np. propozycje konkursowe nie wybrane do realizacji. Gdy mówimy o charakterystycznym wiadukcie mostu Poniatowskiego z bardzo rozpoznawalnymi wieżyczkami, to jego realizacja według innego projektu znacząco wpłynęłaby na wizerunek Powiśla czy Saskiej Kępy. Od dawna przymierzam się do namalowania pracy przedstawiającej oryginalny projekt kościoła Zbawiciela przed poprawkami związanymi z okrojeniem budżetu.

Kiedy Warszawa jest najpiękniejsza?

Bardzo lubię kolory poranków, gdy świat jest lekko zamglony a cienie są bardzo długie. Świetna atmosfera jest w ciepłe letnie wieczory, kiedy Warszawa wypełnia się rozbawionymi ludźmi. Niepowtarzalny nastrój towarzyszy Nocy Muzeów, uwielbiam te tłumy na ulicach, światła, moc aktywności na każdym kroku, bardzo bym chciał, żeby takich dni było więcej. Warszawie bardzo służy ciepła część roku, jej prawdziwe walory dostrzegamy, gdy jest zielona.

Jak zaprojektowałbyś idealną Warszawę z Twoich marzeń?

Zacząłbym od Śródmieścia. Tego Warszawie najbardziej brakuje, czyli najważniejszego, centralnego miejsca. Marzy mi się gęste centrum pełne usług, kultury, miejsc spotkań. W zaprojektowanej przeze mnie Warszawie na miejskich placach byłoby znacznie więcej życia, a mniej samochodów, każdy budynek miałby przyciągające ludzi usługi. Duży nacisk postawiłbym na zmniejszenie natężenia ruchu kołowego w centrum, chciałbym, żeby Marszałkowska, Aleje Jerozolimskie, Solidarności miały bardziej miejski charakter, wprost nie cierpię wiaduktów w alei Jana Pawła. Z pewnością w takim moim mieście nie byłoby ani jednej reklamy wielkoformatowej, za to pojawiłyby się niezliczone szpalery dorodnych drzew. Zdaje się, że moje marzenia sprowadzają się do dość przyziemnych tematów, wynika to chyba z tego, że ja nie chciałbym Warszawy zaprojektowanej od nowa, marzy mi się, ta która jest, ale bardziej przyjazna i lepiej zorganizowana.

W czerwcu premierę miał art-book „Miastonauci”. Szykujesz kolejne projekty tego typu?

„Miastonauci” to jednorazowa przygoda. Chciałem przygotować opowieść o mieście i jego mieszkańcach skierowaną do dzieci, ale opowiedzianą językiem malarskim zazwyczaj rezerwowanym dla dorosłych. Temat ten był bardzo pracochłonny i wymagał wiele zaangażowania, bardzo się cieszę z własnej publikacji, ale następna będzie już inna. Mam odległe na razie plany przygotowania książki, w której opowiadałbym o Warszawie, jako ilustracje wykorzystując moje obrazy. Mógłbym tą metodą przybliżyć poukrywane w moich pracach miejskie i architektoniczne wątki.

Jakie emocje chciałbyś wywoływać u odbiorców Twojej sztuki?

Bardzo bym chciał, żeby moje prace pomagały spojrzeć na Warszawę w trochę inny sposób. Relacja z tym miastem nie jest łatwa, nie może być powierzchowna, tu prawdziwe uczucia pojawiają się dopiero, gdy zaangażujemy się w temat, zrozumiemy pewne zjawiska. Bardzo liczę, że moje prace pełnią właśnie taką rolę, może dzięki nim ktoś poczuje się dumny ze swojego miasta?

Jaka była najbardziej zaskakująca reakcja na Twoje obrazy?

Zawsze bardzo mnie bawią reakcje na moje prace z serii o „Miastach Łąkach”. Przedstawiam na nich najbardziej zdobne warszawskie kamienice stojące na długich, smukłych nogach nad zielonym łąkami. To połączenie mojego zamiłowania do XIX wiecznego miasta z tym wszystkim, czego w nim brakuje – zieleni, światła, miejsca do rekreacji. Uwielbiam reakcje związane z bardzo pragmatycznym podejściem do architektury oraz pytania: czy te nogi nie są zbyt wiotkie, żeby unieść ciężkie kamienice albo moje ulubione: „Jak wchodzi się do budynków?”.


Miasta-Łąki (2013)

Skończyłeś architekturę – jaki wpływ ma wykształcenie na Twoją twórczość? Dlaczego realizujesz się bardziej jako akwarelista, a nie jako architekt?

Studia, które ukończyłem i środowisko z którego się wywodzę mają kluczowe znaczenie dla tego, czym i jak się zajmuję. Zaczynając od techniki – akwarela w Polsce to medium architektów, wiedza na temat perspektywy, świadomość tego, jak funkcjonuje architektura i jej relacja z miastem to również wynik moich studiów i późniejszej pracy. Sam temat związany z miastem, jego historią, zjawiskami społecznymi wynika z faktu, że jestem architektem. Na tym etapie życia większy nacisk stawiam na malarstwo, bo daje mi to więcej satysfakcji. Przez długie lata pracowałem w renomowanej pracowni JEMS, miałem okazję należeć do zespołu budującego wielkie i ważne dla miasta budynki, bardzo cenię sobie ten czas, myślę, że to bardzo ważny okres. Malarstwo daje więcej swobody, nie jest zależne od niczyjej opinii, nie trzeba go konsultować, można osiągnąć efekt w ciągu dnia, a nie lat. Mam to szczęście, że moja sztuka łatwo się komercjalizuje, dlatego mogę sobie pozwolić na życie bez nerwów związanych z wielkimi inwestycjami, dużym zespołem, trudnym prawem czy skomplikowaną technologią.

Dziękuję za rozmowę i czekam z niecierpliwością na dalsze obrazy!

Wernisaż wystawy malarstwa Tytus Brzozowskiego. 10.11.2017 godz. 19:00, BIAŁA ul. Francuska 2.

Na wystawie zaprezentowane zostaną oryginalne akwarele oraz wydruki fine art powstałe w 2017 roku. Podczas multimedialnej opowieści artysta zaprezentuje warszawskie wątki poukrywane w jego pracach, opowie o dawno zapomnianych kamienicach, ważnych miejskich dominantach, czy XIX wiecznym śródmieściu, które niegdyś znajdowało się na Placu Defilad. Po raz pierwszy będzie można obejrzeć projekty wielkoformatowych murali, które niebawem pojawią się w Warszawie i Poznaniu.
W programie losowanie jednej z prac artysty.

Wystawa czynna codziennie od godz. 08:00 do godz. 01:00
Organizatorzy: Biała, Lumarte.

Wydarzenie na fb: [KLIK]

Co sądzisz? Skomentuj!