To taka spokojna dzielnica

Ptak na sosnowej gałęzi, widok na tartak, lasy, ośnieżone góry. Od takich sielankowych kadrów zaczyna się „Twin Peaks”, słynny amerykański serial z lat 90. Ale pozory myliły. W małym, sennym miasteczku działy się rzeczy dziwne i straszne. Za każdym razem, kiedy wracam do serialu Davida Lyncha, myślę ze smutkiem, że Bemowo to warszawskie Twin Peaks.

Gościnnie dla Pańskiej Skórki: Magdalena Niedźwiecka

Także u nas pozory mylą: ot, peryferyjna dzielnica, niby normalna, zielona, spokojna. A jednak z zadziwiającą regularnością powracają u nas te same przewałki, te same powiązania towarzysko biznesowe. I wciąż te same nazwiska co w 2014 roku, podczas afery bemowskiej, która wstrząsnęła warszawskim samorządem. Jeśli przez jakiś czas mamy w naszym Twin Peaks spokój, może to oznaczać tylko ciszę przed burzą.

Tym razem burza rozpętała się wokół Bemowskiego Centrum Kultury. Po pięciu latach z kierowania placówką zrezygnował lubiany w dzielnicy Marcin Jasiński, dziś dyrektor Staromiejskiego Domu Kultury. Z niepokojem czekaliśmy, jaki sposób wyłonienia następcy zaproponuje nam bemowski ratusz. W najgorszych snach nie przypuszczaliśmy, że jak bumerang wróci do nas jeden z bohaterów afery z 2014 r.

Arkadiusz Majcher, bo o nim mowa, w latach 2009 – 2014 kierował już Bemowskim Centrum Kultury. Ze stanowiska zrezygnował w atmosferze skandalu. Burmistrzyni dzielnicy, Urszula Kierzkowska, w piśmie skierowanym 15 kwietnia 2020 do Dzielnicowej Komisji Dialogu Społecznego wnioskuje o mianowanie go na stanowisko dyrektora na 7 lat – z pominięciem procedury konkursowej.

Przyjrzyjmy się postaci Arkadiusza Majchra. Kim jest człowiek, który zdaniem burmistrzyni jest tak znakomitym specjalistą, że można dla niego zrezygnować z konkursu?

Człowiek z betonu

Majcher jest blisko związany z przewodniczącym Rady Dzielnicy Bemowo, Jarosławem Dąbrowskim – podczas ostatnich wyborów samorządowych pełnił nawet funkcję pełnomocnika finansowego ugrupowania Wybieram Bemowo, z którego kandydował Dąbrowski. Obecnie Arkadiusz Majcher pełni funkcję prezesa spółki Hydrobudowa-1 SA. Z Hydrobudową powiązana jest inna spółka: Hydrobudowa-1 Betoniarnia – Laboratorium, której wiceprezesem jest nie kto inny, a Jarosław Dąbrowski. Obie spółki są zarejestrowane pod tym samym adresem w Warszawie: ul. Chlubna 7.

Specjalista od betonu na czele jedynej w dzielnicy instytucji kulturalnej? To najmniejszy problem. Skany postanowień prokuratury, która badała aferę bemowską, przywołują szereg zeznań świadków lub podejrzanych. Dowiadujemy się z nich m.in. o fałszywych umowach, zawieranych przez Majchra w 2010 r. w imieniu BCK. W ten sposób z instytucji wyprowadzane były pieniądze. Śledztwo umorzono, ale tylko dlatego, że nie dotyczyło funkcjonariuszy publicznych, a przywłaszczenie publicznych pieniędzy się przedawniło – prokuratura badała sprawę ponad 5 lat! Umorzenie śledztwa nie oznacza jednak, że nic się nie stało – w jego toku dowiedziono ponad wszelką wątpliwość, że Majcher podpisywał „lewe umowy”, przekraczając swoje uprawnienia i działając na szkodę interesu publicznego.

Mało? Jedziemy dalej: w Biuletynie Informacji Publicznej znajdziemy protokoły po kontrolach, przeprowadzonych na Bemowie bezpośrednio po wydarzeniach z 2014 r. Wykazały one rażącą niegospodarność w wydatkowaniu środków publicznych i inne nieprawidłowości. Czegoż tu nie mamy: sprzęt radiowy dla lokalnej stacji, kupiony za kilkadziesiąt tysięcy, tylko po to, by kurzył się w magazynie; ogłoszenia rekrutacyjne dla wtajemniczonych, którzy wiedzieli o istnieniu pewnej gabloty informacyjnej na drugim piętrze bemowskiego ratusza; brak dokumentacji pracy niektórych zleceniobiorców… Łącznie kilkaset tysięcy złotych wydanych w niezbyt jasnych okolicznościach.

A może to wszystko grzechy młodości, a Majcher zrehabilitował się w ciągu ostatnich lat i organizował ciekawe wydarzenia kulturalne? Albo może na przykład odpokutował jako wolontariusz na festiwalach teatralnych albo wspierał amatorskie zespoły jazzowe? Nic na ten temat nie wiadomo. Wszystko wskazuje na to, że kontakt z branżą twórców i menedżerów kultury Arkadiusz Majcher stracił wraz z odejściem z BCK.

Sprawę dokładnie zbadała Alina Czyżewska ze stowarzyszenia Sieć Obywatelska Watchdog Polska. W jej felietonie na ten temat znajdziecie skany postanowień prokuratury, linki do protokołów pokontrolnych po aferze bemowskiej, odpowiedzi na pisma o udzielenie informacji publicznej i wiele innych smakowitych kąsków. Temat zagościł także w audycji „Jest sprawa” w Radiu dla Ciebie, w Gazecie Wyborczej i Kurierze TVP3 (od 4:30). Polecamy!

A teraz najlepsze: jak zarząd dzielnicy uzasadnia swój wybór? Dlaczego upiera się przy kontrowersyjnej kandydaturze? Trzymajcie się krzesła:

  • nie ma żadnych zarzutów, dochodzenie umorzono (aha, aha);
  • pan Majcher w 2009 wygrał już konkurs na stanowisko dyrektora BCK, nie ma więc potrzeby organizowania go ponownie (czyli zarzuty prokuratora uległy przedawnieniu, a konkurs nie…);
  • do zalet kandydata należą: kurs dla kandydatów na Członków Rad Nadzorczych w Spółkach Skarbu Państwa, kurs „Likwidator i Syndyk Masy Upadłości”, świadectwo kwalifikacyjne „D” i „E” uprawniające do nadzoru i eksploatacji urządzeń, instalacji, sieci (nie zmyślam, naprawdę napisali to w uzasadnieniu).

Rekomendacja zarządu trafiła do Dzielnicowej Komisji Dialogu Społecznego*, ale sam fakt istnienia konsultacji w tej sprawie nie był szeroko komunikowany. Aktywni mieszkańcy z Bemowa, którzy w ciągu ostatnich lat współtworzyli program kulturalny BCK, dowiedzieli się o sprawie od animatorów z tej instytucji. Oficjalnie jednak nikt nas o zdanie nie zapytał. A szkoda, bo podobno instytucje są dla mieszkańców. No, ale to jest Bemowo – tu wszystko jest przewrócone do góry nogami.

Do dzisiaj petycję mieszkańców o zorganizowanie otwartego konkursu na dyrektora podpisało prawie 400 osób. Jeśli brakuje tam jeszcze twojego podpisu – proszę, pomóż.

Dlaczego mieszkańcy upierają się przy konkursie, skoro jest to zaledwie jedna z dopuszczalnych form zatrudnienia kandydata na stanowisko w administracji samorządowej? Ponieważ instytucja publiczna to nie prywatny folwark, na którym pracodawca legitymuje się prawem własności. Poza tym wytypowanie  kandydata na stanowisko dyrektora instytucji kulturalnej warto powierzyć ekspertom, zasiadającym w komisji konkursowej. Tak właśnie obsadza się wiele stanowisk menedżerskich w Warszawie. Taką ścieżkę zaleca miasto w strategii #Warszawa2030.

Ratuj, Warszawo

Zarząd dzielnicy po raz kolejny jedzie po bandzie, olewa miejskie standardy ciepłą uryną i uszczęśliwia mieszkańców na siłę, markując konsultacje i bełkocząc coś o przedawnieniu poważnych zarzutów. Istnieje ryzyko, że wrócą czasy zatrudniania i wynagradzania znajomych znajomych, konfliktu interesów, nieracjonalnego zarządzania publicznym mieniem. A co na to miasto stołeczne Warszawa? Dzielnica jest przecież – według ustawy warszawskiej – li tylko jednostką pomocniczą miasta. Rzecz jasna Bemowo nie działa jak jednostka pomocnicza, ale raczej jak udzielne księstwo, a standardy bemowskie dziwnie odstają od warszawskich. Czy duży ratusz nad tym panuje? A gdzie tam. Duży ratusz ma swoje sprawy, z kampanią wyborczą prezydenta Trzaskowskiego na czele. Warszawa znowu zostawiła Bemowo samemu sobie. Rzuciła nas na żer ludziom, którzy do samorządu nie powinni się nigdy nawet zbliżać; którzy od lat przynoszą nam, Bemowiakom, wyłącznie wstyd. Burmistrzyni z Platformy Obywatelskiej milczy – czy to cena, jaką musi zapłacić za jedność koalicji rządzącej Bemowem i utrzymanie się na stanowisku? Czyżby miał tu miejsce jakiś szantaż?

Ale to już może w następnym odcinku. Witajcie w Twin Peaks.

*Z ostatniej chwili: zapytana o opinię Dzielnicowa Komisja Dialogu Społecznego w swoim piśmie z 12 maja również zaleca zorganizowanie otwartego konkursu na stanowisko dyrektora.

Co sądzisz? Skomentuj!