Tomiasto – czyli po piwku przez Warszawę

Producenci różnych rzeczy dwoją się i troją, aby pokazać swoje lokalne korzenie. Czasem bywa to trudne – jak w przypadku piwa Królewskie, po którym (a właściwie po produkującym je browarze) w mieście pozostała tylko nazwa – tam gdzie stały zakłady i unosił się zapach brzeczki, dziś rosną bloki, a samo koncernowe piwo (należące do Grupy Żywiec, czyli do Heinekena i reprezentujące „smak” typu eurolager), z którego też została tylko nazwa, warzy się w – nomen omen – Warce. Dział marketingu stara się więc ową „warszawskość” Królewskiego podkreślać na różne sposoby – to mural trzaśnie „w lokalnym klimacie”, to wypuści limitowaną serię puszek i (ładne, kiedyś dostałem, dzięki!) „dzielnicowe” torby. Mnie to jakoś szczególnie nie rusza, bo piw koncernowych nie pijam, ale ten marketingowy projekt „udawania” w lepszych i gorszych odsłonach obserwuję z zainteresowaniem.

A teraz mamy jego kolejny akt – producent piwa zaprezentował coś, co przynajmniej z założenia jest naprawdę fajne i frapujące. „Tomiasto – oficjalna mapa nieoficjalnej Warszawy” to interaktywny przewodnik, który na animowanej mapie gromadzi ponad 500 (no może nie do końca, ale o tym później) interesujących, warszawskich miejsc. Wybranych przez marketerów, ale też przez niejakich Jurasa i Wenę. Pierwszy z panów – wyjaśnienie potrzebne jeśli nie jesteście fanami Legii – to spiker stadionowy stołecznego klubu, a przy okazji zawodnik MMA. Drugi – raper o bielańskich korzeniach. Czyli – na pierwszy rzut oka – powinny tu być klimaty raczej mocno „osiedlowe”, a nie varsaviana.

A co jest? W zasadzie wszystkiego po trochu. Rzeczywiście trzeba przyznać, że mapa nie tylko jest estetyczna, ale też ma rozmach! Ponad 500 „pinezek” (choć nie zawsze działa ich „rozgrupowywanie”), każda z nich to jedno warszawskie miejsce z krótkim opisem. Niektóre także z materiałem video, ale akurat u nas (na różnych komputerach i różnych przeglądarkach) ta opcja nie działała. Nie działa też enigmatyczny „układ kaflowy”. Opisy miejsc są krótkie, wręcz lakoniczne. Prosiłoby się o więcej. Gorzej, że niestety po bliższym przyjrzeniu okazuje się, że jakość opisów pozostawia wiele do życzenia.

Może to mój niefart, ale pierwsza pinezka, na jaką trafiłem, to Burakowska 12, gdzie według mapy mieści się „Spółdzielnia Dom Qltury”. Z hasztagiem #TEGONIEWIENIKT. Autor opisu „dowiedział się o tym miejscu tylko dlatego, że niedawno wprowadził się 200 metrów dalej”. Potem podlewa swoje odkrycie odrobiną klasizmu: „nie spodziewałem się niczego lepszego niż miejsca, w którym ubrudzeni Janusze idą wypić taniego sikacza po robocie”. Pomijając dziwną formę i fakt, że 200 metrów dalej autor mógłby zamieszkać w krzakach, to chyba kluczowe jest to, że SDQ od dawna nie ma, a budynek jest obecnie zajęty przez klub Pogłos. Nie wiem, być może to jakaś mała zemsta koncernu za to, że Pogłos serwuje dobre, rzemieślnicze piwa, a nie przemysłowe eurolagery? ;)

Albo – na ten przykład – Biobazar przy Żelaznej. Ładnie opisany, nawet z odniesieniem do aktualnych wskazań dietetyków, którzy zalecają spożycie owoców i warzyw. I wszystko super, ale teren Norblina został ostatnio pożarty przez dewelopera. Biobazar ma tam – być może – powrócić za jakieś 3 lata, ale tymczasem należy go szukać przy Wołoskiej, czyli trochę zbyt daleko, aby przez pomyłkę na mapie udać się tam na głodniaka.

Nie brakuje też opisów, które pozostawiają, delikatnie mówiąc, niedosyt. Na przykład Dom pod Orłami. Pal licho frapującą wczesnomodernistyczną bryłę Heuricha i powojenne modyfikacje Brukalskiej. Piwna mapa zawiera tylko wzmiankę o (owszem słynnym) napadzie na konwój z pieniędzmi. Zresztą z dziwną literówką, wynikającą prawdopodobnie z błędu przy pospiesznym „kopipejstowaniu”. Albo Osiedle Majdańska – cyt.: „W okolicach Ronda Wiatraczna na Grochowie powstało ładne osiedle przy ulicy Majdańskiej i dlatego taka nazwa”. Ładne? Serio? A nazwa – cóż, rzeczywiście pochodzi od pobliskiej ulicy, ale czy to sprawia, że jest to punkt godny umieszczenia na mapie?

Są i grubsze kurioza. Jak choćby opis pomników na Powązkach, który muszę zacytować w całości (i w oryginalnej pisowni): „W latach zaborów Warszawiacy nie mogli stawiać pomników na ulicach, dlatego za IV bramą Powązek znajdziecie wspaniała galeria rzeźby. Polecam znaleźć grób Krzysztofa Komedy, Zdzisława Maklakiewicza, Krzysztofa Kieślowskiego, Bolesława Prusa i wielu innych.” Co fakt, to fakt – okres rozbiorów odcisnął mocne piętno na twórczości znanych romantyków i pozytywistów: Komedy, Maklakiewicza i Kieślowskiego. I gdyby nie okrutne okoliczności, to wdzięczny lud Warszawy wystawiłby im pomniki na ulicach, zamiast upychać je we „wspaniała galeria rzeźby” na cmentarzu. Jezu…

Albo smaczki blokowe. Pierwsze dwa z brzegu. „Fort VIII Twierdzy Warszawa: Służew” – cyt.: „Czy to możliwe – prawdziwy, carski fort na ursynowskim blokowisku?” – to a car batiuszka przewrotny, fort między bloki wstawił! Tyle, że nie. Pomijając, że nie wstawił, to Fort Służew znajduje się między SGGW a Dolinką Służewiecką. Czyli w stosunku do właściwego „ursynowskiego blokowiska” raczej na uboczu. Albo „Bielany – blokowisko” – w istocie chodzi o Os. Ruda. No bez wątpienia jest to bielańskie blokowisko, i to dość spektakularne. Ale ani nie jest jedyne, ani największe w dzielnicy, ani też położone w jej „sercu”. Raczej w okolicach prawej stopy, jeśli trzymać się anatomicznych analogii.

Co ciekawe (i świadczące – niestety – o niechlujnym opracowaniu nie tylko w warstwie merytorycznej) – na mapie znajdziemy też liczne duble. Z trafionych na szybko: mamy na przykład dwa Wzgórza Trzech Szczytów. Jedno z nich to „Górka Kazurka” przy Stanisława Kazury 28 – opisana nieco obszerniej, jako miejsce do puszczania latawców i uprawiania sportów, a także „ślizgania się z górki na sankach czy jabłuszku”. Drugi, o nazwie „Góra Kazury” i z przypisanym adresem Góra Kazury – to dla odmiany „miejsce na wieczorne spacery i spotkania ze znajomymi, a za dnia również dla miłośników ekstremalnej jazdy na rowerze – tor downhill”. Logiki tu nie łapię. A może chodziło o osobne szczyty „Kazurki”? Ale w takim razie jednego zabrakło. Gdzie się podział? To wiedzą tylko marketerzy Królewskiego. Ale może ekspedycja „Korony Warszawy” pomoże nam rozwikłać ten sekret?

Kolejne zmultiplikowane (a może wcale nie!) wzgórze to Kopa Cwila. Tu w jeszcze bardziej zdumiewającej postaci. Jest bowiem Kopa Cwila, której atutem jest „niesamowity widok z samej góry na Dolinę Służewiecką, zwłaszcza nocą” – otagowana #naświeżympowietrzu. A obok, przy ul. Koński Jar, mieści się dla odmiany tajemnicza (i odpowiednio otagowana #tegoniewienikt)… „górka widokowa”. Z której „wieczorem idealnie widać oświetlone Centrum Miasta”. Autor(ka?) opisu twierdzi, że „mało osób wie o istnieniu tego miejsca”, więc w sumie dopuszczam ewentualność, że mimo ponad 20 lat życia spędzonych na Ursynowie Północnym, również ja przeoczyłem sąsiadującą z Kopą „górkę widokową” z lepszym widokiem na Centrum (choć pewnie gorszym od sąsiadki – na Dolinę Służewiecką). Lidia Pańków w znakomitych „Blokach w słońcu” również ją przeoczyła. Tak więc faktycznie chyba #tegoniewienikt.

Jeszcze inne duble to „Las Bielański” i „Las Bielański” – jeden o walorach przyrodniczych i z niedziałającym filmem, drugi – ze wspomnieniami pierwszych przyjaźni; albo „Lasek Bemowo – Łosiowe Błota”, gdzie „możemy spotkać dzikie zwierzęta m.in Łosia” oraz „Park Łosi”, gdzie „można zobaczyć Łosie w ich naturalnym środowisku” (choć, jako miłośnik zwierząt i leśnych spacerów, szanuję pisanie słowa Łoś wielką literą). Nieopodal są też dwa Forty IV Twierdzy Warszawa – jeden z nich to „Forty Chrzanów”, drugi – „Fort IV Chrzanów i okolice”.

Żeby oddać autorom nieco sprawiedliwości – są też miejsca naprawdę ciekawe i nieoczywiste – buddyjska stupa na Kole, tobruki przy Zachodnim itd. Mam jednak wrażenie, że gdyby twórcy mapy postawili nie na ilość, a na jakość, zarówno w samym doborze obiektów, jak i w ich opisach, to przeglądaniu pomysłowej w założeniu mapy towarzyszyłoby uczucie zaciekawienia, a nie (często występujące) – zażenowania.

I jeszcze jeden smaczek prawny na koniec. Rozumiem, że to mapa producenta piwa. I że pełni też funkcję reklamową. Ale mam niejasne wrażenie, że częste sugestie typu: „to także świetne miejsce, aby napić się Królewskiego” nie do końca pokrywają się geograficznie z miejscami, gdzie ustawa na konsumpcję Królewskiego pozwala (bądź tymi, gdzie teoretycznie można nieco naciągnąć przepisy). Nie to, żeby redakcja PS była jakimiś skrajnymi legalistami i dążyła do powszechnej prohibicji, ale na koncernach alkoholowych ciąży podwójna odpowiedzialność i takie niemal wprost namawianie do naruszania przepisów również jest słabe.

Podsumowując – mogło być super, a jest jednak „meh”. Mam nadzieję, że autorzy mapy znajdą czas na jej gruntowny przegląd (w końcu projekt oddali, deadline’y już nie gonią) i doczekamy się paru/nastu/dziesięciu korekt oraz usprawnień technicznych. Wtedy może „Tomiasto” będzie mieć sens. Na razie mam wrażenie, że testowałem niedopracowaną wersję beta.

Dziękuję Mateuszowi Kaczyńskiemu za dzielne współprzeglądanie warszawskich osobliwości!

(pisownia wszystkich cytatów oryginalna)

Co sądzisz? Skomentuj!