Terroryzm warszawski. Bójcie się!

„Ktoś musi bać się, aby rządzić mógł ktoś”

– Profanacja

Poziom odklejenia polityki od rzeczywistości, czy szerzej publicznego życia i publicznej debaty, osiąga ostatnio kolejne, nieznane dotąd pułapy. Wiecie, jakieś marsze i msze w obronie polskości, rekonstrukcje odsieczy wiedeńskiej, matka boska królową Polski i dekomunizacja ulic.

Centralnym czynnikiem rozwojowym tego szaleństwa, prócz oczywistej głupoty, intelektualnego lenistwa, czy innych przyczyn spowodowanych niezdolnością do analizowania faktów i wyciągania wniosków, jest strach.

Strach irracjonalny. Strach przed utratą polskiej tożsamości (jakby było czego bronić) (na którą nikt nie nastaje). Strach przed uchodźcami (jakby było się czego bać) (którzy wcale nie chcą tu przyjeżdżać). Strach przed czerwoną hołotą (cokolwiek to znaczy) (która nawiedza sny stadionowych żołnierzy wyklętych). Strach przed szariatem (często zadziwiająco podobnym do tego, co w ministerialne uszy szepczą mężczyźni w czarnych sukienkach).

Zakazać wszystkiego!

Zakazać wszystkiego. Państwo Policyjne odpowiedzią na wszystko. Mural na ul. Mińskiej w Warszawie, Kamionek

Jak na potomków małego rycerza, księdza skorupki, czterech pancernych i psa, jesteśmy zadziwiająco tchórzliwi. Niż do skrzydlatej husarii bliżej nam do starych jojczących bab. „Corragio!” – jak wzywał papież (oczywiście nasz papież!).

Ostatnio bębenek strachu postanowił podbić warszawski ratusz, rozpowszechniając w środkach komunikacji miejskiej materiały informacyjne „Jak postępować w przypadku zagrożenia terrorystycznego”. Z finezją charakterystyczną dla produkcji warszawskiego biura komunikacji autorzy doradzają co zrobić na wypadek wybuchu bomby, wzięcia zakładników czy strzelaniny. W warstwie wizualnej rzucają się w oczy faceci w kominiarkach. Podobni do patriotycznej młodzieży, tylko z kałachami. Z niejasnych powodów autorzy zdecydowali się opatrzyć ten komiks o mieście grozy logotypem „Zakochaj się w Warszawie”, hehe, no ale nie chcę się tu znęcać nad kreacją, to jak kopanie leżącego

terror warszawa- plakat w komunikacji miejskiej

Terror Warszawa – Zakochaj się w Warszawie. Fot. Kasia Gronczewska. Dzięki:)

Na marginesie – jeśli naprawdę chcecie się pośmiać, to polecam sięgnięcie do klasyki gatunku, czyli „filmu edukacyjnego z cyklu >>Nie warto ryzykować!<<” pod tytułem „Wtargnięcie napastnika do szkoły”. Określenie „cykl” jest tu lekko na wyrost, bo zawiera on 1 (słownie: jeden) film. Podobnie określenie „edukacyjny”, bo ciężko się domyślić czego niby ma uczyć. No, może tego, że jak chcesz postrzelać sobie do uczniów, to magazynek z trzydziestoma nabojami to za mało, i warto pamiętać o zapasie. Film jest kierowany do nauczycieli, więc możemy założyć, że kominiarka głównego bohatera skrywa dobrotliwą na co dzień twarz pana od geografii albo historii. Nie wiemy jednak, czy jego zapominalstwo zostało ukarane, możemy się tylko domyślać czy został pojmany, czy może zastrzelony. Na koniec jest przebitka na trupy uczniów i jakieś niezidentyfikowane zwłoki (nauczyciela – mordercy?). Oraz hasło – bezpieczeństwo to nasz wspólny cel. Całość wyraźnie inspirowana była najntisową modą, komputerowymi strzelankami, matrixem, lumpeksem i filmami Pasikowskiego. Dla mnie – przysłowiowa bomba.

Zanim wpadniemy w paranoję, przestaniemy jeździć metrem, chodzić na roraty czy posyłać dzieci do szkoły, chciałbym jednak zauważyć, że równie dobrze ratusz mógłby nas przygotowywać na inwazję waranów albo atak somalijskich piratów. Prawdopodobieństwo wystąpienia takich okoliczności jest podobne. Wg Global Terrorist Index Polska zajmuje 124, ostatnią pozycję w rankingu miejsc doświadczających ataków terrorystycznych, z wynikiem 0,0. Ataki terrorystyczne jakoś się nie zdarzają. Nie było ich nawet w okresie polskiego zaangażowania w Iraku i Afganistanie.

Strach jest fantastycznym narzędziem władzy. Ze strachu jesteśmy gotowi rezygnować z wolności. Strach mobilizuje do zwierania szyków. Pozwala kreować się władzy na gwaranta bezpieczeństwa. Pozwala odwracać uwagę od prawdziwych problemów i niezaspokojonych potrzeb wyborców. Bójcie się!

PS. Taki kawałek mi się przypomniał. Niestety nie znalazłem jego wersji oryginalnej, z końcówki lat 80-tych, ale Pan Arkadiusz Bąk ciągle gra i chyba daje radę.

Co sądzisz? Skomentuj!