Sztuka zapominania, sztuka pamiętania

Schodząc z placu Bankowego od razu wkraczamy na Muranów. Nazwę dzielnica zawdzięcza włoskiemu architektowi Józefowi Szymonowi Belotti, który nazwał ją na cześć swojej rodzinnej wyspy Murano. Jego zachodnia część funkcjonuje pod nazwą Nowolipki, a teren rozciąga się na dwie dzielnice Śródmieście i Wolę. Początkowo była przedmieściem, na którym osiedlali się osadnicy niemieccy, a w XIX w. zaczęli się tam osiedlać przybyli z Litwy Żydzi. Tak zaczęła się jego historia, jako dzielnicy żydowskiej. Dawna dzielnica została doszczętnie zniszczona w czasie Powstania w Getcie, a to co zostało, zrównano ziemią w czasie Powstania Warszawskiego. Dziś mieści się tam socrealistyczne osiedle Muranów. Jest to dzielnica powstała bezpośrednio na gruzach Getta, co jest przyczyną jej charakterystycznej pagórkowatości. Jest to zaiste dziwne miejsce, warte zobaczenia ze wzgęldu na swoje walory architektoniczne i rozmach z jakim je zbudowano. Dzielnica mieszkaniowa Nowolipki zabudowana jest mniej efektownymi budynkami. Obiekty te budowane na początku lat 60-tych dla prominentnych działaczy PRL, wyposażone są nawet w schrony przeciwatomowe – również szkoła przy Miłej 7, która później stała się siedzibą mojego liceum.

Codziennie rano idąc do szkoły mijałam pusty jeszcze wtedy plac przed pomnikiem Bohaterów Getta, zastanawiając się jak wyglądało kiedyś to miejsce. Wolałam sobie wyobrażać sceny z dawnego barwnego życia dzielnicy, niż z jej późniejszych losów – myśl, że chodzę codziennie po grobach tysięcy osób wydawała mi się nieznośna. To oczywiście żaden wyjątek w Warszawie, która cała jest wielkim grobowcem, ale jednak teren Getta ma na tej mapie okropności wyjątkowy status. By móc się tam normalnie poruszać, żyć i pracować, trzeba całkowicie wyprzeć świadomość zagłady, która dokonała się kiedyś na tych ulicach, trzeba troszkę omijać niewygodne miejsca – gruzy schronu Żydowskiej Organizacji Bojowej przy ulicy Miłej, czy pomnik Umschlagplatzu u wylotu ulicy Stawki, miejsce wywozu Żydów do obozów zagłady. Trudno mi sobie wyobrazić codzienne funkcjonowanie w takim miejscu. Trzeba się od tej przeszłości odgrodzić, przekreślić ją grubą kreską i uznać za niebyłą. No bo jak to? W miejscu trawnika, gdzie wyprowadzam psa leżały kiedyś stosy trupów, a tam gdzie stoi trzepak ktoś umierał z głodu na ulicy? Czy w budynku, który stał kiedyś w miejscu gdzie mieszkam istniała kiedyś inna klatka schodowa, którą jak pisał Szlengel “matkę starą / Ciągnięto za włosy na DÓŁ”? Jak można uwierzyć w to, że obok mojej szkoły stała drewniana platforma, na której ludzie czekali na wciśnięcie do wagonów bydlęcych? Nie miałam okazji tego sprawdzić, ale myślę, że nigdy nie zdecydowałbym się na zamieszkanie w tej okolicy. A przecież ludzie tu mieszkają, a życie toczy się dalej zupełnie zwyczajnie.

DSC_0052

Trudno nie odnieść jednak wrażenia, że powstanie osiedla Muranów i dzielnicy mieszkaniowej Nowolipki, było możliwe tylko dzięki zbiorowemu wyparciu tragicznej przeszłości tego miejsca. Zważywszy na to, że większość Warszawy legła w gruzach, krajobraz tego terenu niespecjalnie wyróżniał się na tle innych części miasta, a wraz z unicestwieniem dzielnicy, unicestwiono również świadectwo zbrodni ludobójstwa, która miała tu miejsce. Uważam użycie tego terminu za zasadne, zważywszy na to, że w Getcie zmarło z głodu i chorób lub zostało zabitych 100 tys. z około 500 tys. osób, które w nim przebywały. Powstała pustka, przestrzeń niepamięci, którą pokryto szarymi blokami.

W swoim wykładzie poświęconym psychoanalizie przestrzeni miejskiej, Andrzej Leder określa miasto, jako świadomy byt, który może, tak jak człowiek, doznać poważnych wstrząsów i traumy. Obrazem tej świadomości jest zaś samo miasto. Biorąc na warsztat psychoanalityczne narzędzia Freuda, Leder diagnozuje Warszawę, której ruiny i wyrwy są jak zabliźnione rany. Warszawa jest niczym człowiek, który otarł się o śmierć, a właściwie się z nią zderzył. Ogromne zniszczenia wojenne, które nieomal doprowadziły do unicestwienia stolicy, wpłynęły na kształtujący się charakter Warszawy. Jej brzydkie bloki, wypełniają tę przestrzeń traumy będąc jednocześnie jak „szare, chropowate plamy” na skórze miasta. Jak twierdzi Leder – „Tysiąckrotne powtórzenie tego samego monotonnego wzoru oddziela od nieznośnego doświadczenia utraty, stwarza jakąś przestrzeń życia, nawet jeśli to życie zamknięte jest w natrętnie powtarzających się klatkach i kuchniach”. Jednocześnie wraz z ciągłością tkanki miasta, została naruszona jej pamięć. Powstało zupełnie inne miasto, straumatyzowane, którego przestrzeń ową traumę, czy raczej jej wyparcie odzwierciedla. Jeżeli rozumiemy przestrzeń miejską jako utrwaloną pamięć społeczeństwa, to Muranów jest luką w tej pamięci, przestrzenią ujednoliconą, a nawet skolonizowaną przez obiekty przynależne do zupełnie innego porządku symbolicznego – jak Pomnik Bitwy o Monte Cassino zlokalizowany w obrębie specyficznej przestrzeni pamięci jaką jest ulica Bohaterów Getta. Pamiętanie bywa jednocześnie zapominaniem i filrowaniem tego, o uważa się w zbiorowej narracji historycznej za zbędne, albo zbyt trudne, bo o tym mówić. Może być to związane z uczuciem wstydu, samookłamywaniem się i właśnie próbami wyparcia uwierającej przeszłości. Tymczasem uważam, że powinniśmy pamiętać o tym, że istniała kiedyś w Warszawie otoczona murem dzielnica, której mieszkańcami byli ludzie przeznaczeni na zagładę, a która pewnej wiosny została unicestwiona bez większego sprzeciwu ze strony reszty miasta. Powinniśmy też pamiętać o karuzeli na placu Krasińskich, przed naszymi oczami powinna pojawiać się niedorzeczna,a przez to straszna scena kwietniowej niedzieli, kiedy “Przy dźwiękach skocznej muzyki, / Salwy za murem getta / Głuszyła skoczna melodia / I wzlatywały pary / Wysoko w pogodne niebo.” [cały wiersz tutaj]

DSC_0111

Nieistotne jak niewygodne i wstydliwe jest to wspomnienie. Powinniśmy pamiętać, a z tego obowiązku nie może zwolnić nas ani Muzeum Polin, ani kolejny postawiony w tej przestrzeni pomnik, czy namalowany mural. Teraźniejszość determinuje pamięć o przeszłości, a przecież przeszłość jaką pamiętamy wpływa na naszą teraźniejszość i przyszłość oraz decyduje o naszej tożsamości. Jaka ma być ta tożsamość? Smutne, parchate miasto, bez historii, a raczej tchórzliwie ją wypierające, to nie jest miasto, z którym się utożsamiam. Dziś plac, przez który przechodziłam codziennie w drodze do szkoły nie jest już pusty, jest nawet chwilami tłoczny. I dobrze. Dobrze jest zmierzyć się z duchami swojej przeszłości, pogodzić się z nią i nareszcie pamiętać.

Co sądzisz? Skomentuj!