Sztuka kochania w Warszawie

Czy Warszawa jest fotogeniczna? Wątpliwości nie będą mieli autorzy takich stron jak Brzydka Warszawa?Duchy Warszawy, czy nawet, za przeproszeniem, Nowa Warszawa. Uroki Warszawy zawsze doceniał i ciągle docenia film, angażując ją do mniej lub bardziej udanych produkcji. Ostatnio Warszawa wystąpiła w filmie o seksie.

Nie lubię poniedziałków, Brunet wieczorową porą, Miś, Przygoda na Mariensztacie, Co mi zrobisz jak mnie złapiesz, Gangsterzy i filantropii, Hydrozagadka, Nie ma róży bez ognia... to tylko krótka i jakże wybiórcza lista klasyków, w których Warszawa zagrała jeśli nie główną, to przynajmniej drugoplanowa rolę. Lustratorzy życiorysów pewnie zarzucą jej, że była pieszczoszkiem kinematografii demokracji ludowej. Fakt, że przeżywała wówczas szczyt swojej kariery, była młoda i uwodzicielsko piękna, kochała ją publiczność, kochała ją władza. Jak każda filmowa gwiazda – była trochę próżna, ale nie można mieć jej tego dziś za złe.

Gospodarcza transformacja była dla niej trudna, jak dla całej kinematografii. Gaże skarlały, propozycje nie przychodziły tak często, a też ich jakość pozostawiała wiele do życzenia. Ale cóż, kapitalizm i bezrobocie, trzeba było brać takie fuchy, jakie się pojawiały. Te wszystkie wstydliwe komedie romantyczne, lubujące się w nocnych ujęciach szklanych biurowców i podświetlonego mostu świętokrzyskiego, korporacyjnych biur i strzeżonych osiedli. Ten plastikowy świat tvn-owskich seriali, w którym warszawiacy nie potrafili rozpoznać własnego miasta. Ten przymus grania z nic nie potrafiącymi aktorami, a czasem z jogurtem Bakoma, samochodem Suzuki, czy innym plasowanym produktem konsumpcyjnym.

Z czasem pojawiły się ambitniejsze realizacje, gdzie Warszawa mogła pokazać bardziej dojrzałe aktorstwo – bez pudru i brokatu, mniej oszałamiające, ale prawdziwsze i najwyższej próby. Role w Długu, w Placu Zbawiciela, czy moja ulubiona, w Drogówce pokazały, że mimo upływu lat Warszawa jest aktorką wspaniała. Jak, nie przymierzając, Krystyna Janda;).

Ostatnie lata udowodniły, że Warszawa czuje się dobrze w różnych gatunkach – od romantycznej komedii, przez dramat psychologiczny, po męskie kino policyjne. Ostatnio wystąpiła w filmie kręcącym się wokół seksu. Nie, nie jest to pornografia, ani nawet erotyka z miastem w tle (choć taki film też byłby na pewno ciekawy). Na ekrany kin wchodzi niebawem Sztuka kochania Marii Sadowskiej, opowieść o Michalinie Wisłockiej, której to książkę pod tym samym tytułem z pewnością na półce macie Wy, lub Wasi rodzice. Jaką Warszawę zobaczycie na ekranie? Czy będzie to kolejna jej udana rola? Przekonamy się po premierze. Na razie producent pokazał nam kilka zdjęć, którymi się z Wami dzielimy.

Co sądzisz? Skomentuj!