Sztefanek

Był wieczór.

– Przepraszam, czy ten pies też kibicuje Legii? – zapytałem dresiarza i dresiarę, którzy przechodzili obok ulicą na Jazdowie. 

– No, też. – odpowiedział dumnym tonem łysy właściciel małego terrierka. Jego szarą bluzę zdobił brylantowy napis „Armani Jeans”.

Poszli dalej.

Dzień wcześniej siedzieliśmy w kawiarence na Wilczej.

– Stefan, komm! – usłyszałem z oddali. A właściwie „Sztefan, kom!”, bo właścicielka mówiła do niego po niemiecku. Bieżył ku nam kolejny terrierek, ale mniej atletyczny. W niczym nie był podobny do jazdowskiego pobratymca. Kształtem przypominał kuleczkę. Miał jednak wymówkę – mieszkał w Śródmieściu i był dwujęzyczny. Właściciel kawiarni wystrzelił jak z procy i zaczął przyzywać Sztefana w swoje ramiona. Po polsku.

Sztefan reagował zdecydowanie lepiej na niemiecki. Podążył za mową Goethego do naszego stolika.

– Hallo Kleiner! Wer ist ein braver Hund? Na? – pytałem Sztefanka, kto jest dobrym pieskiem, a on odmachiwał ogonkiem.

Nadeszła pora złożyć zamówienie.

– Fajna ta babka. – powiedział właściciel.  Nie mówił jednak o właścicielce Sztefanka. – Mam na myśli oczywiście tę z czekoladowym nadzieniem. Kiedyś powiedziałem tak już przy jednej pani, i dziwnie się na mnie spojrzała.

Cóż, fortuna audaces iuvat albo prostszymi słowami: „tyle szans, ile odwagi” – jak głosiło wyszywane kursywą motto na bluzie przechodnia. Trzeba wiedzieć w jaki sposób i czyjej pomocy wzywać. Desperacji może zaradzić znajomość prawdziwego imienia demona. Wtedy zyskamy na nim pełnię władzy. Przy odrobinie szczęścia pomoże nam to jeździć szybko po pustych drogach (kolejne tiszertowe przesłanie).

– Winda zjeżdża na dół? – zapytała pani wsiadająca do kabiny.

– Nie, w bok. – odpowiedział jej pan z obsługi technicznej budynku.

Pośród zjeżdżających słychać było pomruk tłumionego śmiechu. Rozmowa dalej się nie kleiła. Wesoły technik opuścił windę jako ostatni. „Udał mi się ten dowcip” – pomyślał i uśmiechnął się do siebie w duchu.

Na poziomie -3 przed kanciapą czekali na niego Sztefanek oraz dwumetrowy minotaur. Pies i demon uśmiechali się dwuznacznie.

Uważajcie kogo przyzywacie. Nawet po niemiecku.

Co sądzisz? Skomentuj!