Szaserów

Stałem w windzie. Kabina ruszyła w dół. Wraz ze zjazdem rozpoczął się mój szczerze ukochany small talk. Koleżanki z biura przyglądały się nawzajem swoim torebkom.

– Ooo! Ale masz torebkę. Czy to nie przypadkiem Luis Wajton? – powiedziała z zachwytem pierwsza.
– Zgodnie z zasadami języka francuskiego prawidłowa wymowa to Lui Witą. – skwitowałem.

Winda zatrzymała się na moim piętrze. Wyszedłem, a z windy dobiegł mnie gromki śmiech.
Języki obce to faktycznie trudna sprawa. Najgorzej zaś, kiedy mowa ojczysta przysparza nam jeszcze więcej trudności. Weźmy na przykład pewną grochowską ulicę. Niekrótka, niedługa, położona na uboczu, ale jeszcze nie na końcu świata. Mieści się przy niej znany w całej Warszawie wojskowy szpital. To ulica Szaserów, której nazwa – tak samo zresztą jak producent ekskluzywnych paryskich torebek – ma w polskiej wersji własne oboczności.

Wpis na fejbsukowej grupie o Grochowie.

Mamy więc „Saszerów”, który brzmią prościej i naturalniej od „Szaserów”. Wydają się też bardziej rodzimi niż francuska lekka jazda konna (chasseurs), której miano nosi ulica.

Jeśli jednak męczy nas czy to „s” czy „sz” ma w nazwie ulicy pierwszeństwo możemy sięgnąć po bezpieczną opcję i trochę sobie poszeleścić. Wersja „Szaszerów” rozwiewa wszelkie wątpliwości. Nie ma w niej miejsca na domysły czy, aby nie pomyliliśmy kolejności głosek. Szasza szedł szuchą szoszą na Szaszerów.

Pisownia i rzeczywistość czasami od siebie odstają.

Co sądzisz? Skomentuj!