Święty dzień

O poranku trasą szybkiego ruchu szły pielgrzymki. Sznur wiernych ciągnął w kierunku obwodnicy miasta. Maszerowali w rytm maryjnych pieśni. Kierowcy na nikogo nie trąbili. Był to w końcu święty pochód.

Jechałem rowerem w przeciwnym kierunku, ale od bogobojności nie udało mi się uciec. Na małej przyszpitalnej uliczce, w którą skręciłem zaczął mnie gonić Prymas Wyszyński, a właściwie jego monstrualnych rozmiarów portret. Trzech panów wiozło ogromny obraz kardynała na taczkach. Jakim cudem tam się znalazł? Dokąd go transportowali? Była ósma rano, a moja głowa była pełna pytań. Kilka minut później dowiedziałem się, że Jezus zmartwychwstał. Tak głosił napis wymalowany czarnym sprejem na ściance z dykty oddzielającej plac budowy od chodnika. „Alithos anesti!” – Zaiste zmartwychwstał! I zmartwychwstaje każdego dnia, kiedy przejeżdżam tą trasą.

W Warszawie w ogóle jest dużo świętości. Na Prądzyńskiego ścianę hali targowej zdobi kapliczka z obrazem Chrystusa. Na Obozowej, tuż przy nowo wybudowanym biurowcu stoi przydrożny krzyż przystrojony w sztuczne kwiaty… Od razu wtedy raźniej, bo na rozstajach dróg czai się zło, więc ktoś musi nas przed nim uchronić. Na Kole akurat sytuacja jest poważna, bo narożny biurowiec nie bardzo pasuje do okolicznych kamienic, bloczków i zaniedbanych podwórek. Wdziera się bezczelnie w przestrzeń i razi odblaskową nowoczesnością. Wtórują mu w tym odnowiona stacja kolejowa i nowe osiedlowe zabudowania tuż za wiaduktem kolejowym. Powstały wcześniej, by przygotować grunt pod jego przyjście. Rzecz w tym, że są mniej nachalne, a może po prostu niższe. Punktowiec stoi na wzniesieniu. Z daleka sprawia wrażenie, jakby sięgał pod niebiosa.

Czy warto udać się do nieba, a właściwie do zaświatów? Nie udzielę odpowiedzi na to pytanie, bo jestem jeszcze na tym padole. O zdanie można zapytać tych, którzy już są po drugiej stronie. Zadanie z pewnością ułatwi rodowita warszawianka, która w następujący sposób reklamuje swoje bezpłatne usługi w internecie: „Grochowianka z dziada pradziada, chętnie pomoże w nawiązaniu kontaktu z osobami wam bliskimi, ale zmarłymi. ZA DARMO!”. Nie wiem, czy ksiądz proboszcz z placu Szembeka ma dobre kontakty w dekanacie ds. egzorcyzmów, ale coś mówi mi, że czas zewrzeć szeregi. Na Grochowie „za darmo” znaczy „na pewno”, więc lepiej się przygotować. Ot tak, na wszelki wypadek. Panowie spod monopolowego chętnie skorzystają z darmowej rozrywki, a ktoś ten cały bałagan będzie musiał posprzątać…

Co sądzisz? Skomentuj!