„Ruda, córka Cwiego” czyli dzieje Pragi (nie tylko) żydowskiej.

Przeczytałem „Rudę, córkę Cwiego” z zapartym tchem z dwóch powodów. Po pierwsze, bo opowiada o mojej rodzinnej prawobrzeżnej Warszawie. Po drugie, bo jest znakomicie napisana.

Wyjaśnię zawczasu – autor specjalnie rozszerza granice Pragi o Kamionek, Grochów, Wawer i dalsze rewiry. Również tam mieszkali Żydzi niejednokrotnie wywodzący się z z praskich rodów lub z nimi powiązani. Szerokie ujęcie Pragi wpisuje się także w historię samego autora, który pochodzi z Targówka, a przez pewien czas mieszkał na Grochowie.

Adam Dylewski rozpoczyna podróż tropami praskich Żydów od wspomnień z własnego dzieciństwa. Od zawsze fascynował go zaniedbany „praski kirkut”. W książce zabiera nas jednak nie na włóczęgę, a znakomicie udokumentowany spacer. Adres po adresie podążamy praskimi ulicami. Autor oprowadza czytelnika na wielu poziomach. Pokazuje najważniejsze procesy, które zadecydowały o rozwoju Pragi i jej żydowskiej społeczności. Literatura historyczna potrafi być nużąca. „Ruda, córka Cwiego” nie wpada na szczęście w tę pułapkę. Płaszczyzny opowieści nakładają się na siebie, a znakomicie dobrane cytaty i ciekawostki sprawiają, że książkę czyta się wartko.

Autor uzupełnia historyczny kontekst o najważniejszy element czyli losy zwykłych ludzi. Przywołane na stronicach książki barwne historie są przekrojowe. Nie ograniczają się do samograjów. Mamy więc okazję przeczytać zarówno o Szmulu Zbytkowerze czy Manasie Rybie (dzierżawcy Bazaru Różyckiego), jak i o studentach z ulicy Sierakowskiego, chasydach z ulicy Bródnowskiej, czy handlarzach bydłem z ulicy Krowiej. Widzimy Pragę żywą i zupełnie odmienną od dzisiejszej dzielnicy. To obraz, który niestety drastycznie się urywa.

Synagoga Praska. Dziś niestety nie ma po niej śladu. (fot. cieszyn.fotopolska.eu)

Dla praskich Żydów historia zatrzymała się na Zagładzie. Z dzielnicy, w której żyło obok siebie  wiele nacji i wyznań nagle zniknęła jedna trzecia ludności. Mieszkania opustoszały, stanęły fabryki. Po tragedii pojawiają się więc pytania o to co pozostało i czy aby dzisiejszy obraz Pragi jest całkowicie prawdziwy? Odpowiedź na nie daje jedynie konfrontacja ze współczesnością. Autor mierzy się z tym, co zostało z żydowskiej Pragi oraz tym w jaki sposób współcześnie widzimy dzielnicę . Tak popularny dziś „szemrany klymat” to tylko mały fragment historii. Na dodatek powstał nie tak dawno, bo w latach powojennych. Trzy wieki Pragi mają jednak coś więcej do przekazania, co autor znakomicie udowadnia.

Ogromną zasługą autora jest rzeczowość. Bez świetnego doboru tekstów źródłowych ciężko byłoby w tak przemyślany sposób przedstawić złożoność historii Pragi. Ta zaś po lekturze „Rudej, córki Cwiego” okazuje się być zupełnie inna niż w książkowym podtytule. Uświadamiamy sobie, że to co polskie było żydowskie, a to co żydowskie było polskie. Historia nie jest czarno-biała, ale utkana z ludzkich losów i zależności. Każdy z bohaterów książki mógłby być dziś jednym z nas. I to właściwie najważniejszy powód by sięgnąć po dzieło Adama Dylewskiego.

****

„Ruda, córka Cwiego” ukazała się nakładem Wydawnictwa Czarne.

Co sądzisz? Skomentuj!