Roweriusz warszawski – 8 typów warszawskich rowerzystów

„Powiedz na czym jeździsz, a powiem Ci kim jesteś” – w Warszawie, mieście lansu i pozy, słowa te są prawdziwe bardziej niż gdzie indziej. To na czym jeździsz i to w czym jeździsz ma znaczenie. Jest manifestacją poglądów i deklaracją przynależności. Jak nie popełnić błędu i nie pogubić się w meandrach rowerowej stylówy? Pomoże w tym Ci Roweriusz – krótki opis kategorii warszawskich rowerzystów.

  1. Car Killer. Kiedy Ty uczyłeś się jeździć na dwóch kółkach, a masa krytyczna nie była koncesjonowanym przez Ratusz piknikiem rodzinnym, on już odbijał ulice z rąk samochodziarzy i policji. Przynależność do kultury kurierskiej manifestowana szosowym rowerem na ostrym kole, nereczką, u-lockiem lub łańcuchem wokół bioder – służącym zarówno do przypięcia roweru jak i siłowych konfrontacji. Liczne szprychówki z allay cat-ów budziły środowiskowy szacunek. Całości dopełniała kurierska torba z przymocowanym radiem. Na łydce zaś – tatuaż z zębatką. Hard Core. Dziś, niestety, gatunek ten wymiera. Szacunek starej szkole!

 

  1. Rowerzysta ze Zbawixa. Rower traktuje raczej jako atrybut, element stroju, chociaż czasem też na nim jeździ. Obowiązkowo jest to szosa, albo lepiej – udający ostre singiel. Rama lśni lakierem w kolorze fuksja, gdyż jej właściciel jest świadom istnienia takiej barwy. W jednolitym kolorze ma też „dodatki” – siodło, gripy, pedały. Rowerzysta ze Zbawixa nie musi podciągać prawej nogawki, co by mu się smarem nie uwaliła, bo nogawki to on ma wąskie jak wiadoma cześć węża. A poza tym standard – nerka HoLo z recyklingowego baneru, przyczes, broda, hummus w kieszeniach, emfaza. W przyrodzie istnieje też Rowerzystka ze Zbawixa, czyli Cycle Chick.

 

  1. Cycle Chick – czyli laska na rowerze. Jedna z piękniejszych rzeczy, jakie mogą zdarzyć się w miejskiej przestrzeni (tak, to szowinistyczna uwaga, dla równowagi Paniom polecam ten blog). W wersji romantycznej – zwykle studentka lub absolwentka kulturoznawstwa. Ze względu na unikanie lekcji WF-u w szkole jazda na rowerze sprawia jej trudność, szczególnie że jej holenderka do najlżejszych nie należy. Po dodaniu obowiązkowego koszyczka – na najnowszą powieść Houellebecqa (czyt. Holoubka), bagietkę lub tartą bułkę z Charlotte (czyt. Szarloty), waży 30 kg. W wersji hip Cycle Chick podobna jest do Rowerzysty ze Zbawixa, tylko jest bardziej od niego wysportowana i nie ma brody.

 

  1. Rowerzysta dresiarz. Ponieważ jego stosunek do własności prywatnej jest co najmniej tak luźny jak u studentki kulturoznawstwa, jego rower może być różny, w zależności kogo z niego właśnie zsadził… No dobra, to nie lata 90-te. Zwykle więc jest to góral z supermarketu, na takim śmiesznym tylnym amortyzatorze jak w enduro. Ubiór nie zmienia się specjalnie z okazji jazdy rowerem. Sportowe buty, biała skarpetka, kreszowe krótkie spodenki, brak koszulki – czyli dyskretna miejska elegancja. Dresiarstwo, bez względu na transportowe poglądy, ma swoją własną typologie, do której uprzejmie odsyłam.

 

  1. Rowerzysta kabacki. Grasuje na Kabatach oraz na ścieżce rowerowej w Alejach Ujazdowskich. Roweru używa jedynie do rekreacji (na co dzień jeździ białą flotową skodą kombi, tzw. lodówką) – co podkreśla odpowiednim sprzętem i strojem. Choć po płaskim terenie, przemieszcza się na rowerze górskim, a nierówności fazowanej kostki bauma pozwala mu pokonywać potężny resor. Jego rower wyposażony jest we wszystko – od błotników, przez dzwonek, zestaw lampek, prędkościomierz, stymulator, amortyzator, paralizator, po przysłowiowe gumowe jebadło. Sam przypomina krzyżówkę bobsleisty z żółwiem ninja. Na tyłku – gacie z lycry z pieluchą. Na głowie – kask. W wersji rodzinnej przewodzi bogu ducha winnej kobiecie w takimże przebraniu, oraz dziecku – swojej miniaturce, wyposażonej dodatkowo w ochraniacze na wszystkich częściach ciała. Jadąc w tygodniu swoją skodą przeklina rowerzystów korzystających z jezdni.

 

  1. Rowerzysta narodowy. Dla niego rower nie jest kwestią wyboru, a musu – nie stać go na samochód, a ZTM ściga go za niezapłacone kary. Co więcej, rowerem i cyklistami z oczywistych przyczyn się brzydzi, a najbardziej ubliża mu fakt, że musi używać pedałów. Strój – koszulka z symbolem polski walczącej. Jeździ wściekły, zwykle lekko zdezelowanym, czarnym góralem. Czując na twarzy wiatr lubi sobie wyobrażać, że rower to husarski rumak, i trochę niezdrowo go to podnieca. Nuci pod nosem „w stepie szerokim”.

 

  1. Rowerzysta południowy kochanek. Student Erasmusa lub turysta, Włoch lub Hiszpan. Śmiga natrąbiony veturilo po Nowym Świecie, również po chodniku. Nie zna języka, olewa straż miejską. Pokrzykuje – bella ragazza! lub que culito!, czemu towarzyszy gwizdnięcie lub cmoknięcie. Znienawidzony przez wszystkie typy rowerzystów prócz Cycle Chicks, które na te rowerowe zaczepki nader często prężą ramy i dokręcają nyple (tak, to jest tzw. seksistowski żarcik rowerowy).

 

  1. Rowerzysta urzędnik. Pracuje w administracji centralnej lub samorządowej. Jako osoba rozeznana w temacie transportu w mieście, mająca na uwadze względy ekologiczne, konieczność ograniczania spalin i hałasu oraz problem z zastawiającymi chodniki samochodami, porzucił prestiżową urzędową furę na rzecz roweru. Spotyka się to z aprobatą wyborców, ceniących we władzy skromność i pokorę. Daje też dobry przykład obywatelom państwa i miasta. Gatunek ten występuje masowo w Berlinie, Sztokholmie, Kopenhadze…. W Warszawie, szczególnie na stanowiskach powyżej referendarza, niestety nie.

 

 

 

Co sądzisz? Skomentuj!