Pudełka

Świat się zmienia, zmienia się też sposób, w jaki przechowujemy cenne przedmioty. Kiedyś w każdym szanującym się domu stał solidny drewniany kufer. Z czasem miejsce kufra zajęła komoda, regał, meblościanka, a w ostatnich latach – duża w tym zasługa naszych braci zza Bałtyku – popularność zdobywają pudełka.

Wyszukiwarka na stronie internetowej znanego szwedzkiego sklepu z meblami i wyposażeniem wnętrz zwraca prawie 250 wyników. Jest więc z czego wybierać. Praktyczne pudełko może być ładne – łatwo kolorystycznie dobrać je do wystroju mieszkania, pory roku, wzoru firanek albo sezonowych kwiatów. Jeśli akurat organizujemy tematyczną imprezę – np. świąteczną lub halloweenową – możemy w mgnieniu oka zmienić wystrój mieszkania, w prosty sposób zmieniając wzór pudełek. O ileż bardziej to funkcjonalne, praktyczne i zarazem tańsze (!) od dekorowania meblościanki choinkowymi lampkami lub od malowania dyni na babcinym kufrze?

Traf chciał, że praktyczne rozwiązania przenoszą się także do innych dziedzin życia. Mamy już telefony, w których nie da się wymienić baterii, pralki, które psują się akurat po zakończeniu okresu gwarancyjnego i inne fajne i praktyczne pomysły producentów, które sprawiają, że kupujemy więcej, a w naszym życiu króluje tymczasowość. Coś się zużyło – choćby estetycznie – wyrzucamy i kupujemy niedrogo nowe. Albo drogo, ale na kredyt od operatora telefonicznego, albo może na chwilówkę. Przyszedł wreszcie czas i na architekturę. A raczej na budownictwo.

Od lat 90. w Warszawie trwa boom. Jeśli wierzyć deweloperskim serwisom i fanpage’om – nasze miasto jest w rozkwicie godnym Sułtana Kowalskiego. Każda nowa inwestycja zdaje się objawieniem – nieistotne, czy będzie „kameralna”, „ekologiczna”, czy „najwyższa”, „najbardziej szklana” lub „najbardziej ołpenspejsowa”. A równocześnie – nieśmiało – z pejzażu Warszawy zaczynają znikać pudełka stawiane w latach 90. – wówczas piękne, „kameralne”, „ekologiczne”, „najwyższe” itd. Galeria handlowa City Center stała sobie raptem przez nieco ponad półtorej dekady, aby ustąpić miejsca wieżowcowi znanemu z dwóch rzeczy: nazwiska architekta i subtelnej rozbieżności między wizualizacjami, a stanem faktycznym. Hotel Mercure z 1992 roku, również nie dociągnął dwudziestki – w jego miejscu powstał wieżowiec, który jeszcze na etapie budowy zapewniał Warszawie sztuczne słońce, jako żywo przypominające scenerię „Blade Runnera”. Z ostatnich nowości – kompleks biurowców Atrium przy Jana Pawła II również czekają zmiany. Wprawdzie na razie właściciel nie planuje wyburzeń i stawiania wieżowców, ale zapowiada remont, po którym niezbyt wysokiej urody budynek będzie wprawdzie nadal brzydki, ale elewacja zyska „prześcieradła”, kojarzące się jako żywo z Reichstagiem zawiniętym przez Christo.

Z ostatnich nowości – kompleks biurowców Atrium przy Jana Pawła II również czekają zmiany. Wprawdzie na razie właściciel nie planuje wyburzeń i stawiania wieżowców, ale zapowiada remont, po którym niezbyt wysokiej urody budynek będzie wprawdzie nadal brzydki, ale elewacja zyska „prześcieradła”, kojarzące się jako żywo z Reichstagiem zawiniętym przez Christo.

Cóż ten boom, ta warszawska magma biurowcowo-hotelowa ma wspólnego z pudełkami? Otóż to, że rozkwit, o którym wspominałem w poprzednim akapicie, niewątpliwie jest boomem inwestycyjnym. Gorzej, że w większości przypadków trudno mówić o dobrej architekturze, albo o architekturze w ogóle. Jeśli dziś „nowoczesne” i „wizjonerskie” budynki z lat 90. rażą brakiem estetyki nawet na tle socbudownictwa czasów niedoborów, starszego o dekadę, czy dwie, to postawmy sobie pytanie, czy aby podobnie nie będziemy patrzeć w roku 2036 na to, czym dziś niektórzy z nas się zachwycają, patrząc na rosnący przed naszymi oczami Dubaj Północy? Dlaczego bulwersuje nas choćby sam pomysł zburzenia przedwojennego biurowca (!) Telegrafu, a nad potworkami sprzed 15-20 lat nikt nie uroni łzy? Ano właśnie dlatego, że to, co nam się współcześnie sprzedaje, to przeważnie nie architektura, a jedynie budynki. Pudełka, nastawione na wyciśnięcie maksimum zysku z działki, owinięte pozłotkiem i pryśnięte lakierem, żeby „się świeciło”. A kiedy pudełko się zużyje, można je – zależnie od potrzebnych nakładów finansowych – przemalować lub zastąpić nowym pudełkiem. Takim jak w Astanie, Aszchabadzie i innych tygrysach boomu budowlanego. Albo przy braku środków pozostawić, aby kisło i straszyło w krajobrazie miasta jako smutna, anachroniczna plomba.

W większości przypadków trudno mówić o dobrej architekturze, albo o architekturze w ogóle. Jeśli dziś „nowoczesne” i „wizjonerskie” budynki z lat 90. rażą brakiem estetyki nawet na tle socbudownictwa czasów niedoborów, starszego o dekadę, czy dwie, to postawmy sobie pytanie, czy aby podobnie nie będziemy patrzeć w roku 2036 na to, czym dziś niektórzy z nas się zachwycają, patrząc na rosnący przed naszymi oczami Dubaj Północy?

Zamiast więc ślepo zachwycać się blaskiem sreberka spryskanego lakierem, którym oklejone jest praktyczne pudełko, zastanówmy się, czy nie byłoby lepiej, gdyby Warszawę, miasto z historią, tradycjami, stolicę niemałego bądź co bądź państwa europejskiego, meblować ze smakiem i na lata?

Co sądzisz? Skomentuj!