Przyjdzie sprawl i nas zje

Bestia atakuje Warszawę. Truje nam powietrze, kradnie czas, drenuje kieszenie. Męczy nas i nigdy nie ma dość. Pożera miasto. Jak tę bestię ubić?

Urban sprawl, czyli zjawisko niekontrolowanego rozrastanie się miasta, dotarł do Polskich wraz szalonymi latami dziewięćdziesiątymi. Gospodarczy niedorozwój lat wcześniejszych nie stanowił dla niego odpowiedniej gleby. Centralistyczne i totalistyczne zacięcie poprzedniego reżimu z założenia wykluczały jakikolwiek „rozwój niekontrolowany”. Wraz z nastaniem nowego ładu wszystkie tamy pękły. Deregulacja, niedowład instytucji państwowych, turbokapitalizm oraz uświęcenie własności i indywidualizmu dały warunki, w których sprawl niczym liszaj mógł rozwijać się do woli.

Przepis na sprawl po warszawsku jest prosty. Podział na prawo i lewobrzeżną Warszawę – niby jedno miasto, ale różne funkcje, różne zagęszczenie i typ zabudowy. Niby jedno miasto, ale podzielone przepaścią rozwoju i jakości fizycznej i społecznej infrastruktury, pogłębianą przez lata zaniedbań Pragi. Do tego droga ziemia w centrum, brak wizji miasta i planów zagospodarowania. Do tego nierozwiązana kwestia roszczeń majątkowych oraz brak polityki mieszkaniowej z prawdziwego zdarzenia. Elastyczni politycy, deweloperzy ze swobodnym stosunkiem do prawa i etyki, niedopinające się budżety okołowarszawskich gmin. Cóż, Polska w soczewce.

Sprawl jest chorobą, która ma dewastujący wpływ nie tylko dla estetyki miasta. Zmusza mieszkańców do codziennych podróży, zabiera im czas, zatruwa powietrze, powoduje hałas. Utrudnia im dostęp do usług społecznych, wydłuża kolejki w przychodniach zdrowia, zabiera miejsca w przedszkolach. Nadwyręża budżet miejski, zmuszając do inwestycji w drogi, którymi mało kto jeździ i w wożące powietrze autobusy peryferyjnych linii. Wykańcza kierowców, powodując korki, tłok i zabierając miejsca parkingowe. Spraw to strasznie wredna bestia.

Warszawa nie jest pierwszym miastem, które dotyka sprawl, zjawisko niekontrolowanej urbanizacji znane jest od lat. Jak to robić? Kilkoma refleksjami podzielił się z nami Guillermo Penalosa, podczas swojej ostatniej wizyty w Warszawie.

„Sprawl jest niebezpieczny, i należy go zwalczać twardym prawem. To jest zadanie polityków. Nie należy deweloperom pozwalać na budowanie osiedli w dużej odległości od centrum, w miejscach bez transportu i infrastruktury. Dam dwa przykłady dwóch bardzo różnych miejsc. W Meksyku jest 25 miast powyżej 1 mln mieszkańców. W ostatnich 30 latach populacja w tych miastach wzrosła dwukrotnie. Co nie jest ani złe, ani dobre. Ale ich obszar urósł 11 razy! Dostarczanie usług publicznych na takim terenie jest niemożliwe. Jednocześnie w Meksyku jest ciągły deficyt mieszkań, brakuje jakiś 9 mln. Szkody spowodowane dalszym rozrastaniem się miast obciążą kolejne pokolenia.

Inny przykład to Toronto, miasto 2,5 milionowe (tzw. okręg Greater Toronto ma 5milionów), które w ciągu kolejnych 20 lat powiększy się o 35%. Tam władze prowincji odgórnie zakazały 13 dzielnicom tworzącym okrąg rozrastać się poza określoną odległość od centrum. Rząd wyznaczył kierunki zabudowy, obiecał dociągnąć transport i usługi, ale do wyznaczonych miejsc i pod warunkiem osiągnięcia przez dzielnice określonej gęstości zaludnienia. Sprawl wpływa na środowisko, na warunki życia, na transport publiczny, na koszty usług publicznych. Rządzący muszą twardo przeciwstawiać się niekontrolowanemu rozrostowi.

Ograniczenie sprawlu przyniesie wymierne korzyści wyborcom. Osoby posiadające samochód przeznaczają 25% dochodu na transport. Ludzie korzystający z transportu publicznego, roweru lub własnych nóg – jedynie 5%. Aby zdecydowanie poprawić stopę życiową obywateli, wystarczy by rząd umożliwił ludziom rezygnację z samochodów.”

Uwagi Panalosy mają charakter ogólny, nie zawsze odkrywczy, ale może dlatego wartościowy. Dla mnie szczególnie istotna w kontekście Warszawy wydaje się kwestia reprezentacji i przywództwa politycznego. Z jakiegoś powodu miasta w państwach o tradycji socjalnej, czy to chrześcijańskiej czy świeckiej, wydają się bardziej przyjazne mieszkańcom, bardziej zrównoważone niż te rozwijające się warunkach gospodarczego (turbo)liberalizmu. Tam, gdzie jest kontrola społeczna, zaangażowanie mieszkańców w podejmowanie decyzji, gdzie rządy faktycznie reprezentują wyborców, gdzie jest zgoda i na podatki, i na regulacje, tam zwyczajnie żyje się lepiej. Takie miejsca wydają się na sprawl odporne, a przynajmniej zdolne do walki z nim. Tam, gdzie władza jest skorumpowana, gdzie wolność gospodarczą stawia się ponad dobro wspólne, gdzie prawo własności jest uświęcone – tam sprawl, oraz inne miejskie choroby, mogą rozwijać się w najlepsze.

 

Niekontrolowana urbanizacja była tematem niedawnej debaty w ramach programu Mieszkania2030, któremu patronujemy. Jej zapis możecie obejrzeć na przysłowiowym youtube. Niebawem, 4 marca, odbędzie się warsztat poświęcony suburbanizacji, na który – w imieniu organizatorów – serdecznie zapraszamy.

Co sądzisz? Skomentuj!