Przekleństwo

Kto nie lubi sobie czasem puścić solidnej wiązanki, niech pierwszy rzuci kamieniem. Ja tam lubię. Lubią i warszawiacy, od których w ostatnich dniach usłyszałem wiele soczystych słów.

I tak, na przykład, pewien pan wrzucał pieniądze do parkomatu. Coś mu ewidentnie nie szło, bo brzydkie słowo wymsknęło się samo:

– Kurna, jak cię pierdolnę! – powiedział zdenerwowany.

Odwróciłem się w jego stronę i usłyszałem dziwną rzecz. Facet mówił, żeby ktoś założył mu działalność, bo im się to opłaca. Zakładanie działalności gospodarczej parkomatowi? To dopiero sztuka! Dopiero po chwili zorientowałem się, że płacący za postój auta jegomość wisiał na słuchawce, a właściwie słuchawkach. Dwa cienkie białe kabelki zwisały z jego uszu. Rozdrażnienie było winą telefonu komórkowego. Multitasking przyprawił go o przysłowiowy „wkurw”. Lepiej skupić się na jednej czynności na raz. Powolutku, bo inaczej wiadomo – od razu nerwy.

Z telefonami było jednak coś na rzeczy. Kiedy wszedłem do środka, pan za ladą w sklepie z okuciami prowadził właśnie gorącą dyskusję. Spojrzał na mnie, ale musiałem poczekać dobre dziesięć zanim mnie obsłużył. W tym czasie dowiedziałem się, że Baśka jest nieźle jebnięta, bo nie bierze żadnych faktur, a także, że szef nie ma układów w hurtowni, kupuje wszystko w detalu i, cytuję, rżnie pracowników na każdym produkcie. Uff.

Sprzedawca odłożył w końcu słuchawkę i spojrzał łaskawie na wkładkę do zamka, którą położyłem na blacie.

– Paaanie! – wydarł się wniebogłosy ekspedient i przy okazji wywrócił znacząco oczami. – Pan to chyba jakieś chujowe chińskie drzwi masz.

Zbił mnie z tropu. Rozpoznał kraj produkcji drzwi wyłącznie po samej wkładce do zamka.

– Widocznie jakieś chujowe. – odpowiedziałem zmieszany.

– Ta wkładka jest inna niż wszystkie. Takiego szmelcu nigdzie pan nie dostaniesz. Chyba, że w internecie.

Podziękowałem, więc wylewnemu sprzedawcy i pojechałem dalej. W sklepie z zamkami na Wolskiej udało się dobrać odpowiedni zamek. Jakimś cudem bez przeklinania.

Co sądzisz? Skomentuj!