Powstanie Warszawskie – prawda czasu i prawda ekranu

Kilka uwag o Powstaniu Warszawskim, grafomanii, głupocie i zaciemnianiu historii.

Jechałem sobie ostatnio styrany z roboty tramwajem. Upał zniechęcał do myślenia, godziny przed komputerem przytłumiły odbiór bodźców. Bezwiednie gapiłem się w zamontowany w kabinie ekran, co to zwykle serwuje tę historyjkę o rodzajach tramwajowych potworów, co to ją znacie, i która was nie bawi tak samo, jak nie bawiła za pierwszym razem. I mimo całego otępienia, charakterystycznego dla miejsca i pory dnia, a także wspomnianego upału, do mojej świadomości przebił się pewien dysonans.

Otóż z okazji zbliżającej się 72. rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego, miasto postanowiło odkurzyć wyprodukowany na 70. rocznicę spot zachęcający do udziału w obchodach. Niby nic specjalnego, jakieś przebitki z kronik i uśmiechniętych młodych Polaków. Normalnie, w natłoku powstańczej symboliki, powstańczego kiczu i rocznicowego szumu nie zwróciłbym na ten spot większej uwagi. Niestety, zacząłem się wczytywać w zastępujące dźwięk napisy, które stanęły w poprzek mojemu pojmowaniu związków przyczynowo skutkowych. Odkopałem ten spot w internecie, obejrzałem. Jest krótki, więc pozwolę sobie dokonać tzw. interpretacji wiersza, linijka po linijce.

„Jest takie miasto, które musi się zatrzymać, aby iść dalej.”

Nie jest pewne, „co poeta miał na myśli”? Może to, że bez powstania („zatrzymania”) Warszawa nie mogłaby się dalej rozwijać („iść dalej”)? Cóż, to po prostu nieprawda, jest dokładnie odwrotnie. O ileż łatwiejszy byłby nasz rozwój, jak daleko moglibyśmy zajść, o ileż sensowniej mogłaby Warszawa wyglądać, pokazuje przykład takich miast jak Praga czy Kraków, które takiej hekatomby nie doświadczyły. Może więc autor umyślił taką przenośnię, że to ludzie muszą się zatrzymać (w godzinę W, pomyśleć o przeszłości), by móc „iść dalej” (żyć normalnie, rozwijać się)? Ale to też nieprawda – mam wrażenie, że cała nasza martyrologia raczej nas uwstecznia niż posuwa do przodu. Najprostsza wydawałaby się interpretacja dosłowna, gdyby rzeczywiście „zatrzymanie się” warunkowało „pójście dalej”. Jednak nawet dziecko wie, że można iść nie zatrzymując się, i zwykle jest się dzięki temu szybciej u celu. Wniosek z tego: dla poety to sama droga jest celem. Tylko jaki to by miało mieć związek z Powstaniem?

„Są tacy ludzie, którzy wspominają dawnych bohaterów, żeby budować swoją przyszłość.”

No to już grubsza interpretacyjna ekwilibrystyka. Niby zdanie jest prawdziwe. Pewnie faktycznie są tacy ludzie. Może wspominają dawnych bohaterów, chcą być tacy jak oni, i na tym fundamencie budować swoją przyszłość? Tylko co to za przyszłość zbudowali bohaterowie powstania? Oni swoją przyszłość pochowali pod gruzami. Z większą lub mniejsza świadomością nieuchronnej klęski heroicznie rzucili się w beznadziejny bój. Na dodatek jako wizualną ilustrację tych słów mamy trzy uśmiechnięte dziewczyny otwierające jakiś list, uradowane jego zawartością. Wyniki matury? Przyjęcie na studia? List od narzeczonego? Powstanie takie radości i perspektywy życiowe jego młodym uczestnikom raczej zamknęło. Jakie studia, jaka miłość? Raczej walka i śmierć niż nauka. Raczej desperacki powstańczy ślub, by połączyć się przed najgorszym i nieuchronnym.

Dziewczyny ze spotu

Dziewczyny ze spotu. Ładne, jak to warszawianki.

„Są takie miejsca, które bez swojej historii nie byłyby wielkie.”

Znów, w zasadzie zdanie fałszywe nie jest. Pytanie, co rozumiemy przez „wielkość”? W kontekście historii Powstania, tysięcy śmiertelnych ofiar, cierpienia ich bliskich, zrujnowanego miasta i wyniszczenia jego tkanki społecznej trudno doszukiwać się tu sensu. No i czy Warszawa jest „wielka”. Czy przypadkiem bez Powstania nie byłaby miastem wspanialszym, okazalszym, lepiej zorganizowanym? Na to pytanie łatwo odpowie każdy, kto choć raz odwiedził stolicę i widział jak wygląda jej centrum. Chyba, że miarą wielkości ma być „rachunek krzywd”, bilans zniszczeń i cierpienia. W tak pojmowanej konkurencji od lat bijemy się o mistrzostwo Europy.

Warszawska ulica podczas powstania

Czy „wielkość” faktycznie najlepiej budować na gruzach?

„Są takie ulice, na których bez rozlanej krwi nie mogłoby narodzić się piękno.”

Ten wers byłby nawet śmieszny, gdyby nie był tak tragiczny. Jakie piękno, ja się pytam. Znów – polecam spacer po centrum, doszczętnie zniszczonym w Powstaniu. Oczywiście panujący tam chaos i bezład nie jest winą Powstania. Czego nie spaprał Stalin swoim gigantycznym prezentem kompletnie dezintegrującym miasto, dokonał szalony kapitalizm, widzący w każdej większej płaszczyźnie powierzchnię reklamową. Może gęsta zabudowa, jaka przed powstaniem dominowała w centralnych kwartałach Warszawy prezentowałaby się jednak trochę lepiej? Tak, krew była, ale piękno się nie narodziło.

Warszawska ulica podczas powstania

Tak podobno rodzi się „piękno”…

 

Warszawska ulica podczas powstania

…. wyszło, powiedzmy, przeciętnie. [zdjęcie: tvnwarszawa.tvn24.pl]

„Zatrzymaj się na chwilę, i pomyśl o tych, którym zawdzięczasz swoja przyszłość.”

Czy powinniśmy być Powstańcom wdzięczni? Czy Powstańcy szli na barykady z myślą o nas? Z myślą o przyszłości Warszawy? Nie potrafię, nikt chyba nie potrafi z całą pewnością odpowiedzieć na te pytania. Motywacje pewnie były różne. Na podstawie relacji raczej podejrzewałbym gniew, chęć odwetu, rozładowania nabrzmiałego napięcia – tym decyzję o wybuchu Powstania „usprawiedliwiał” Jan Nowak Jeziorański. Przyjmijmy na moment, że jednak kierowała nimi odpowiedzialność za losy miasta i przyszłych pokoleń… nie, to jednak niemożliwe. Gwoli ścisłości, my, nam współcześni i nasze miasto „zawdzięczać” możemy tamtemu pokoleniu co najwyżej naszą przeszłość, na którą tamte wydarzenia miały wpływ. Nie chciałbym ich decyzji rozpatrywać w takich kategoriach, to wydaje mi się nieuczciwe. Tym bardziej odpowiedzialnością za nasza przyszłość już ich może nie obarczajmy.

Tyle o spocie. Głupi? Widziałem głupsze. I Wy też widzieliście, i nie robicie z tego zagadnienia. Ale piszę o tym, bo to świetny przykład tego, w jaki sposób, być może bezwiednie, zakłamywana jest historia. Nie na poziomie faktów, ale ich interpretacji. A może tak pierwszego sierpnia o godzinie 17.00 zatrzymać się i pomyśleć jakie są prawdziwe skutki Powstania Warszawskiego? Taki namysł może być wielce pożyteczny.

 

Co sądzisz? Skomentuj!