poWŁÓCZMY SIĘ czyli dzierganie na Grochowie

poWŁÓCZMY SIĘ to cykliczne spotkania organizowanie na Grochowie. Idea jest prosta – obok siebie siadają zapalone dziewiarki oraz ci, którzy dopiero uczą się robienia na drutach. Wszystko po to, by wspólnie tworzyć, wymieniać się wzorami i poznawać nowych ludzi.

Gościnnie dla Pańskiej Skórki: Aleksandra M. Wójcik

Radość dziergania odkryłam równo dwa lata temu. Postanowiłam własnoręcznie zrobić szalik dla kogoś kochanego. Właśnie wtedy po raz pierwszy zabrałam druty do kawiarni. Początki były trudne, ale miałam bardzo cierpliwą nauczycielkę. Wtedy też, zupełnie przez przypadek, odnalazłam życiową pasję. To niesamowite, jak kawałek miękkiej wełny po kilku godzinach zamienia się w ciepłą czapkę, rękawiczki albo sweter. Zdziwiło mnie również to, co czułam, robiąc na drutach. Podobno dzierganie to nowa joga i coś w tym jest. „Sport” ten doskonale wycisza, a przy okazji daje dużo frajdy.

Wiele miesięcy i kłębków włóczki później trafiłam na spotkanie koła gospodyń miejskich. Tam z kolei zaraziłam się ideą wspólnego robienia na drutach. Zamarzyłam o tym, żeby zorganizować podobne wydarzenie na moim ukochanym Grochowie. Właśnie tak powstało poWŁÓCZMY SIĘ. Na początku myślałam, że skończy się na jednorazowej imprezie. Później okazało się, że chętnych jest coraz więcej i że ludzie przyjeżdżają z najdalszych zakątków Warszawy, aby wspólnie usiąść przy robótce. Zupełnie przez przypadek wydarzenie przerodziło się w cykliczne warsztaty.

Ktoś kiedyś porównał  nasze spotkania do słowiańskiego darcia pierza. Jeszcze 50 lat temu w długie zimowe wieczory, kobiety zbierały się przy wspólnej pracy. Rozmawiały, śpiewały, śmiały się. Podejrzewam, że te wieczory miały także wymiar terapeutyczny. Dawały okazję do omówienia bieżących problemów, wysłuchania porad, pocieszenia oraz śmiechu. Można zatem przyznać, że faktycznie poWŁÓCZMY SIĘ w luźny sposób nawiązuje do tej tradycji.

Zawsze kochałam ludzi, ich niezwykłość, różnorodność, ich historie. Organizowane przeze mnie wydarzenia to najlepsza okazja, żeby ich poznać. Przy jednym stole siedzą lekarka, tłumaczka, nauczycielka. Jedna dopiero się uczy nabierania oczek, druga kończy sweter, a trzecia… czesze włóczkę na krośnie!

Inicjatywa ma charakter międzypokoleniowy – dozwolone od 0–200 lat. W świecie podziałów, nasze spotkania łączą ludzi o różnych poglądach i spojrzeniach na świat. Cieszę się, że na wydarzenie przychodzą także mężczyźni. Dzierganie wcale nie ujmuje im męskości, moim zdaniem jest wprost przeciwnie.

Ostatnio coraz więcej mówi się o slow life, powrocie do rzeczy prostych i oczywistych, do celebrowania chwil. Popularność zyskują książki dotyczące hygge, czy ikigai (duńskich i japońskich sposób na szczęśliwe życie), wszystko dlatego, że w pogoni za karierą zagubiliśmy radość małych rzeczy. Tu przypomina mi się wiersz Krystyny Gucewicz: „żeby wystarczyło ci czasu na życie |na złamany paznokieć |katar sąsiada |spacer w deszczu, pogrzeb wróbla | jeden telefon, dwa jabłka |migotanie przedsionków |na Mozarta i Belliniego (…)”. Czy we współczesnym świecie jest jeszcze miejsce na to, żeby porozmawiać tak po prostu, bez spoglądania na zegarek, pomóc komuś bezinteresownie, zachwycić się pierwszym śniegiem albo smakiem herbaty.

Robienie na drutach pozwala się na chwilę zatrzymać, odłożyć smartfona, zajrzeć do swojego wnętrza. Efektem tej swego rodzaju medytacji są ciepłe otulacze i duuuużo satysfakcji. Dzięki wydarzeniom takim, jak poWŁÓCZMY SIĘ, można poznać innych dziewiarzy i dziewiarki. Najbliższe poWŁÓCZMY SIĘ już 11 grudnia o 18 w Klubokawiarni Cała Jaskrawość. Święta za pasem, może w tym roku to Ty podarujesz komuś własnoręcznie zrobiony szalik?

 

Wydarzenie na FB: [KLIK]

Co sądzisz? Skomentuj!