Pośrodku Mazowsza. Rozmowa z Lechosławem Herzem.

O tym co w Warszawie wyjątkowego, roli przyrody w mieście i zaskakujących kolejach losu rozmawiamy z Lechosławem Herzem, pisarzem, przyrodnikiem i znawcą Mazowsza.

Mateusz Kaczyński: W jaki sposób zakochał się Pan w Warszawie? Co zdecydowało o tym, że zafascynowała Pana stolica i Mazowsze?

Lechosław Herz: Wychowałem się na południu Polski i tam do szkół chodziłem, wśród pagórkowatego krajobrazu. Na studiach poznałem warszawiankę, ślub wziąłem jeszcze wśród gór, ale zamieszkaliśmy już wśród nizin mazowieckich, w Warszawie.  Okazało się, że tu też jest ładnie, acz inaczej niż na południu, niziny też mają szarm. Tu dostałem pracę i nie musiałem jej szukać, praca mnie znalazła. Od kilku dziesiątków lat tu jest moje miejsce do życia. Nie wyobrażam sobie innego.

Która spośród niezliczonych podwarszawskich wypraw najsilniej zapadła Panu w pamięć?

Och, mnóstwo ich  było, jeszcze więcej niż wiele.  Nawet w najbliższym otoczeniu Warszawy znajdują się pejzaże o urzekającym obliczu. Trudno w to uwierzyć, lecz są tu miejsca i trasy na których można przeżyć podniecającą, emocjonującą  przygodę turystyczną. Często są to miejsca mniej odwiedzane, niekiedy położone z dala od utartych turystycznych szlaków. Takie są mi najbliższe. Te najbardziej interesujące opisałem w swoich książkach, w „Wardędze”, w „Klangorze i fanfarach”, w „Podróżach po Mazowszu” i we właśnie przygotowywanej do druku książce „Pod ożywczym drzew cieniem”, jak i tamte dzieła, wydawnictwa „Iskry”.

Turyści w miejscowości Garnek. (fot. Lechosław Herz)

Gdzie w samej Warszawie można znaleźć Pana zdaniem prawdziwe ukryte skarby?

Zastanawiam się czasem co zainteresowałoby w Warszawie młodego cudzoziemca, znającego wszystko, co w Europie najbardziej interesujące. Jest tu coś do zobaczenia, czego tam nie ma w lepszym gatunku?  Czegoś indywidualnego, jedynego w swoim rodzaju.  Myślę, że dla cudzoziemca, ale i dla krajana z innych regionów kraju, rewelacyjne są brzegi wiślane: tak urodziwych, pełnych bogactwa przyrody  brzegów nie mają Tamiza w Londynie, Sekwana w  Paryżu lub Tybr w Rzymie. Rzeki tamtejsze mają brzegi obetonowane, zostały po prostu „wpuszczone w kanał”.

Jaka jest Pana zdaniem rola przyrody w historii miasta?

Warszawa została rzucona w kraj nizinny, otwarty na przeciągi wiejące ze wschodu i zachodu, wiatry historii ją kształtowały w znaczącej mierze, warunki przyrodnicze nie były dla miasta łaskawe. A przecież jest tutaj kilka niemałych przyrodniczych skarbów,  Wisła przede wszystkim, ale i sąsiadujące z miastem lasy z Puszczą  Kampinoską na czele, a pośrodku miejskiej zabudowy jest rezerwat Lasu Bielańskiego i ten niewielki lasek powinien być wpisany do obowiązkowych celów wycieczkowych oferowanych turystom przez biura podróży.

Piękny mazowiecki krajobraz w Nadbużańskim Parku Krajobrazowym. (fot. Lechosław Herz) 

Czy Warszawa wyróżnia się na tle Mazowsza? A może na odwrót – jest do bólu mazowiecka?

Warszawa jest dużym miastem, metropolią o wysokiej zabudowie, z wielopiętrowym budownictwem mieszkaniowym. Mazowsze jest krainą rolniczą. To dwa przeciwstawne sobie krajobrazy. Warszawa leży pośrodku Mazowsza, ale prawdziwe Mazowsze zaczyna się dość daleko za granicami otaczającej miasto aglomeracji miejskiej. Chociaż, przyznać to należy uczciwie, prowincjonalne, rolnicze Mazowsze wcale nie jest tak prowincjonalne, jakby się mogło na pozór wydawać. Chociaż – na szczęście – nie ma zbyt wielu wielopiętrowych budynków w mazowieckich miastach i miasteczkach.

Co Pana zdaniem w zmieniającej Warszawie warto zachować, a co miasto utraciło bezpowrotnie?

Fenomen Warszawy polega na tym, że ona trwa. I że się nieustannie zmienia. Jak chyba żadne inne wielkie miasto europejskie. Ktoś kiedyś powiedział, że Warszawa jest jak patchwork, zlepek wieloczęściowy, zszywka z różnych materiałów różnych tkanin o różnej fakturze i różnym pochodzeniu. Wiele tych kawałków dużej jest dużej urody: odbudowana po wojennych zniszczeniach Starówka i gustownie urządzony salon miejski na Krakowskim Przedmieściu, są też prawdziwie królewskiej urody Łazienki, ale to miejsca miejskich relaksowych spacerów i politycznych demonstracji. W Warszawie wciąż nie możemy się doczekać centrum z prawdziwego zdarzenia, a plany jakie nam co i raz rysują urbaniści, są trochę nie za bardzo. Być może dzięki inwazji centrów handlowych, super i hipermarketów, bezpowrotnie utraciła Warszawa szanse na normalne, reprezentacyjne, ale i handlowe ulice pełne szykownych sklepów, księgarń i kawiarni, takie jakie są w Paryżu, Londynie, Berlinie, Madrycie… W Warszawie przegrany jest nawet Bazar Różyckiego, to już cień tego, co było dawniej. A czy może być prawdziwa Warszawa bez praskiego Różyca?

Dziękuję za rozmowę.

**********************************

Lechosław Herz – polski krajoznawca, przyrodnik i regionalista. Znawca Mazowsza. Turysta i taternik, podróżnik, działacz społeczny, fotografik, popularyzator zagadnień przyrodniczych, turystycznych i krajoznawczych. Jego książki o Warszawie i Mazowszu – „Klangor i fanfary”, „Wardęga”, „Podróże po Mazowszu” ukazały się nakładem wydawnictwa Iskry.

O aktualnych wędrówkach Lechosława Herza przeczytacie na blogu „Mazowsze z sercem”.

Co sądzisz? Skomentuj!