Popłyń z Trzecią Falą

Parę tygodni temu wybraliśmy się na wycieczkę do Białobrzegów. Spotkaliśmy tam przemiłch ludzi. Z Łukaszem Strzelczykiem – ojcem Trzecej Fali, o planach na przyszłość, wspomnieniach i powodach do działania rozmawia Mateusz Kaczyński.

Mateusz Kaczyński: Jak zaczęła się Trzecia Fala?

Łukasz Strzelczyk: Trzecia Fala zaczęła się w 2009 roku jako stowarzyszenie, kiedy wraz z grupą przyjaciół tuż po skończeniu studiów uznaliśmy, że chcemy realizować się na polu animacyjnym. Mieliśmy podobne wykształcenie oraz mnóstwo fajnych znajomych, którzy coś robili – ktoś był street-artowcem, ktoś tworzył muzykę. Formy ekspresji były przeróżne. Chcieliśmy stworzyć platformę do współdziałania, do pokazania się. W 2009 udało nam się uzyskać od gminy Nieporęt na to lokal. Od tego czasu miejsce działamy tam z różnym natężeniem, różną intensywnością, różną popularnością.

Nieporęt to miejscowość leżąca bardzo blisko Warszawy. Wasz lokal znajduje się w Białobrzegach. Łatwo pomyśleć, że chodzi o Białobrzegi 100 kilometrów za Warszawą. Te „właściwe” są oddalone o 30. Dlaczego akurat tam postanowiliście działać?

Nie byłeś pierwszym, który się pomylił. Paru artystów pojechało do Radomia zanim trafili do nas, innym w ogóle nie udało się do nas dotrzeć.

Na naszą decyzję wpłynął splot różnych sytuacji, trochę przypadkowych, a trochę nie. Równie dobrze mogłaby to być inna urokliwa przestrzeń poza Warszawą. Podstawowy atut Białobrzegów to zalew, a drugi to las, który jest tuż obok. Ciężko znaleźć w promieniu 30 kilometrów od Warszawy miejsce, które miałoby te wszystkie elementy, a przy okazji dobre połączenie komunikacji publicznej. W podjęciu decyzji wsparło nas też wynajęcie lokalu na dobrych warunkach i współpraca z samorządem.
Dlaczego warto wybrać się w 30 kilometrową podróż na koncert do Trzeciej Fali?

W Warszawie jest mnóstwo fajnych miejsc koncertowych, ale współczesna kultura trochę nas rozpieszcza i powoduje, że nie doceniamy tego, tej zróżnicowanej oferty.

Wyjazd do Białobrzegów to konieczność sprawdzenia rozkładu autobusu, który jeździ raz na godzinę, zaplanowanie całego dnia, zaplanowanie powrotu. Jedziesz tam i nie masz alternatywy. Albo kupujesz naszą ofertę artystyczną albo możesz iść na spacer, co też jest świetnym przeżyciem. Zawsze chcieliśmy wykorzystywać przestrzeń leśną czy to poprzez instalacje dźwiękowe, spacery, land art. Chodziło o to by przenieść trochę dobrej artystycznej Warszawy do Białobrzegów uzyskując dzięki temu zupełnie inny kontekst. Wierzyliśmy w to, że napięcie rodzi się między tym, co tam przynosimy, a miejscem, w którym to się odbywa. I nawet się udało, bo artyści, którzy tam występowali zawsze chwalili dobrą energię tego miejsca.

988953_10152696816695373_387117303431332237_n

Pracownia w Białobrzegach zdecydowanie różni się od warszawskich klubów przede wszystkim tym, że jest daleko. Wyruszamy autobusem linii 705 z pętli na Żeraniu na końcową pętle Osiedle Wojskowe, mijając po drodze takie przystanki jak „Cementownia”, „Zaplecze” czy „Zakłady Zbożowe”. Buduje to klimat przygody i odkrywania. Podczas pierwszej wizyty w Białobrzegach myślałem, że pracownia znajduje się w Przystanku Alaska. To miejscowy bar. Jak układało się życie Trzeciej Fali z samorządem, mieszkańcami osiedla i bywalcami Przystanku Alaska?
Mówiąc szczerze, różnie. Na samym początku, niesieni entuzjazmem młodych studentów, nafaszerowani różnymi teoriami, poszliśmy w lud. Robiliśmy mnóstwo warsztatów dla dzieci, staraliśmy się jak tylko się dało wyjść do ludzi. Nie chcieliśmy zasypywać ich kulturą niszową, a raczej zainteresować i dowiedzieć się o nich czegoś więcej. Woleliśmy spotkać się i zobaczyć czego potrzebują, a nie być kolonizatorami. Efekt był średni. Najłatwiej było dotrzeć do dzieciaków. Dzieci są chętne, otwarte i od razu się pojawiają tam, gdzie dzieje się coś ciekawego. Z dorosłymi było różnie. Nie przeszkadzali i to największa zasługa z ich strony. Nie wszyscy nasi widzowie są z Warszawy. O ile z Białobrzegów jest to kilka osób, a trzeba pamiętać, że same Białobrzegi zamieszkuje jedynie 700 osób, to mamy sporo odbiorców z innych okolicznych miejscowości jak Wieliszew, Nowy Dwór Mazowiecki, Radzymin, Legionowo. Jest w tym wciąż kultura prowincji. To nie działalność prowadzona li tylko wyłącznie dla hipsterów z Warszawy. Przez 6 lat profil Fali mocno ewoluował, zmieniali się też odbiorcy. Na początku było więcej autochtonów, teraz są to pojedyncze osoby stamtąd, które systematycznie przychodzą do nas.
Na koncercie Fali spodziewałem się zblazowanej publiczności. Pozytywnie zaskoczyła mnie otwartość ludzi i punkowa atmosfera. Jak udało się na tak niszowej imprezie utrzymać brak dystansu? W artystowskim środowisku łatwo o pozę. U was jej nie ma.
Miło mi to słyszeć, bo zawsze mi na tym zależało. Nie wiem, czy wynika to z naszych zainteresowań i osobowości, ale na pewno nie tylko z samego programu. Trafiały do nas osoby z różnych bajek. Chodziło o to, by nie siedzieć tylko i wyłącznie w „środowisku”. Robiąc imprezę ze współczesną muzyką eksperymentalną staram się zapraszać różnorodnych artystów, również tych, którzy nie występują na Brutażu, oraz takich, których nie wydaje Michał [śmiech] co nie jest takie łatwe, ponieważ katalog BDTA jest ciekawy i różnorodny – może dlatego w Fali wystąpili prawie wszyscy jego artyści. Jest to wyznacznik bycia w niszy poza mainstreamem, jakkolwiek to dziwnie by nie brzmiało.

Fala jest dla mnie syntezą galerii muzycznej ze squotem.

Podoba mi się to, że atmosfera jest nieformalna, bez zadęcia, że po lub przed koncertem można pójść z artystą do wspomnianego Przystanku Alaska i porozmawiać z nim bez stawiania go na panteonie czy stawania się zblazowanym hipsterem, który przyjeżdża 30 kilometrów na imprezę dla lansu. Nie chcę epatować fałszywą skromnością, ale to również jeden z powodów, dla których cieszę się, że zamykam to miejsce, dobrze jest kończyć, w poczuciu spełnienia.
Zastanawia mnie, że na koncerty niszowe przychodzi więcej osób niż na koncerty w Warszawie. To jeden z wyznaczników po co robi się coś dla ludzi, jeśli widać tego efekt pod postacią frekwencji. Choć oczywiście nie było to nigdy najważniejsze, zależało nam na budowaniu relacji. Mam nadzieję, że nadal będzie to tak wyglądało niezależnie w jaką formę przepoczwarzy się Trzecia Fala jako miejsce. Funkcjonujemy też jako wydawnictwo, jako portal informacyjny (teraz już oddzielnie, inicjatywa Darka i Kasi – trzeciafala.com), festiwal muzyczny na Przemianach. Falę porównywano do filii Komuny Otwock w Ponurzycy, założonej przez ludzi o punkowej proweniencji, ale poszukujących i eksperymentujących z dźwiękiem i przestrzenią. Też na wsi, jeszcze bardziej oddalonej od Warszawy. Ktoś inny porównał Falę do Wigier i domu pracy twórczej za kadencji Agnieszki Tarasiuk, która zapraszała wielu artystów. Budując program oraz starając się krzyżować różne gatunki, jednocześnie nie zamykam się na nowe. Teraz na przykład modne jest techno… Techno na Trzeciej Fali jest jednak improwizowane, nie tylko do tańczenia, ale i słuchania. Występują różni artyści z różnych sfer, awangarda sprzed lat, klasycy kontrkultury etc. Wychodzimy w przestrzeń, robimy koncerty i instalacje dźwiękowe w stodole w środku lasu. Wyjście poza oczywistość i nie trzymanie się jednego utartego kanonu to mój klucz.
Czy żeby to wszystko odnaleźć konieczne było wyjście z Warszawy? Czy faktycznie łatwiej działać w przestrzeni poza miastem?

Na pewno łatwiej było zacząć. Teraz mówię to z perspektywy, ale 6 lat temu wcale tak nie uważałem. Białobrzegi dały nam oddech i możliwość popełniania błędów. W Warszawie byłoby zdecydowanie trudniej. Oczekiwania ze strony publiczności i managerów byłyby zupełnie inne. Tam mieliśmy czystą kartę, mogliśmy robić, co chcemy. Bywało różnie – najczęściej nie mieliśmy funduszy, więc sprawy organizacyjne wcale nie były łatwiejsze.

Czy dałoby się przenieść naszą działalność co do jednego do Warszawy? Tego nie wiem.

Równolegle z Białobrzegami organizowałem też mnóstwo imprez w Warszawie i zawsze były one inne. W Białobrzegach wszystkie imprezy były darmowe, nie było aspektu finansowego, który mógłby utrudnić kontakt ze sztuką. Nie musisz nikogo znać, aby wpisał cię na listę ani kupować drogiego biletu by pójść na super koncert.
Co będzie dalej z Falą?
Pojawi się w różnych miejscach pod różną postacią. Koncert 9 maja jest definitywnym i ostatecznym zakończeniem. Muszę to podkreślić, ponieważ takie zakończenia anonsowałem już parokrotnie z racji różnych powodów zawodowych, zmęczenia materiału… Tym razem to ostateczny krach. Zostało już nawet złożone wypowiedzenie umowy najmu lokalu.

10847903_10152474929270373_5317978631973729218_n

Czy ostatnia Fala będzie tsunami czy jedynie delikatnym odpływem?
Mam nadzieję, że nas nie zmyje. To będzie ostatnia fala w tym miejscu. Nie chciałbym łączyć Fali tylko i wyłącznie z tą przestrzenia. Mam już pomysły na kontynuowanie tego modelu w innych miejscach , ale nie kopiuję go… Zaprzeczałoby to jego idei. Chodzi o wypracowanie nowej formy pracy z przestrzenią, poszukiwanie nowych odbiorców, zatrzymanie starych. Mam też pomysł na to, jak robić pewne rzeczy w Warszawie, ale w inny sposób. Za bardzo cenię lokale już istniejące i nie chcę z nimi konkurować. Jest przecież Eufemia, jest Mózg, Pardon To Tu, są Chmury i Dwa Osiem – wypełniają one wszystkie warszawskie nisze. Mój pomysł jest zorientowany bardziej na działania ze sztuką, a w szczególności sztuką dźwięku.
W jakie przestrzenie w Warszawie chciałbyś zabrać swoją działalność? W Warszawie nie ma tak wielu miejsc, które kojarzyłyby się ze sztuką dźwięku… Nie łatwiej byłoby Ci np. w Łodzi?
Jednym z pierwszych pomysłów na Falę Dźwięku był wspólny projekt z Adrianem Piaseckim, aby organizować warsztaty i koncerty nad Morzem Arktycznym. Planujemy to w wakacje 2016 roku. To dla mnie idealna przestrzeń do pracy z dźwiękiem, do odpoczynku, do budowania relacji społecznych, do zupełnie innego obcowania z muzyką, field-recordingiem czy eksperymentalnym techno. Mamy pomysły na dwudniowe koncerty nad Liwcem połączone z dłuższym, intensywniejszym wyjazdem dla małych grup. Chcę robić koncerty w Warszawie w niecodziennych miejscach, a nie wiązać się z konkretna przestrzenią. Szukam właśnie takich odpowiednich lokacji. W Łodzi, w Gdyni byłoby z tym zapewne dużo łatwiej, ale np. Łódź ma już kilka fajnych niezależnych festiwali (np. Musica Privata, LDZ) i dobrych organizatorów imprez muzyki nie tylko elektronicznej, ale i współczesnej wychodzącej w przestrzeń postindustrialną.

Fala będzie ujawniać się na razie punktowo.

W tym roku planuje też wydać kolejne płyty i kontynuować działania archiwalne.
W okolicach Nowego Światu można było zobaczyć na murze wrzut przedstawiający indiańskiego wodza z hasłem „Powstańcie Wojownicy Trzeciej Fali„. Czy jesteś wojownikiem, który walczy na styku różnych przestrzeni?
[śmiech] Ładnie to brzmi… Grafika kojarzy mi się z działalnością trzecia fali polskiego street-artu, o co zresztą byliśmy podejrzewani ze względu na zbieżność nazw. Naszą falę zaczerpnęliśmy z książki Alvina Tofflera „Trzecia Fala”, z punka i fali Siekiery, fali jako miejsca białobrzeskiego, gdzie się narodziła, więc pewne konotacje się pojawiły. Chciałbym być takim wojownikiem. [śmiech]
W swojej działalności Fala mocno skupia się na spójności programowej. Czy według ciebie Warszawa staje się pod względem muzycznym spójniejsza czy bardziej rozwarstwiona?
Warszawa jest spójna w działaniach selektywnych. Oferta jest bardzo szeroka, ale nie ma przepływu między nimi. Mamy świetną scenę ambitnej elektroniki, różnie pojmowanej – ambientowej jak Pierwszy Salon Ambientu, który wyprzedał się na pniu, czy coraz liczniejsze spotkania małych oficyn wydawniczych jak Wounded Knife, Pawlacz Perski czy BDTA… Mamy świetny klub prezentujący muzykę improwizowaną na najwyższym światowym poziomie czyli Pardon To Tu, ale nie ma przepływu. Środowiska te żyją obok siebie, czasem wiedząc o sobie, a czasem nie. Zawsze kierowałem się omijaniem etykiet i utartych ścieżek i pokazywaniem, że chodzi przed wszystkim o dobrą muzykę. Zamykanie się w wąskich ramach nie jest twórcze ani rozwojowe . Jest fajne na krótkie działania.

W Warszawie nie widzę przenikania się środowisk. Może jest w niej tego za dużo i trzeba wyjechać, aby to dostrzec?

Czy chciałbyś zorganizować imprezę Trzeciej Fali na dachu stołecznego ratusza?
Wolałbym na Stadionie Narodowym [śmiech]
Wtedy przyszłoby na pewno 15 osób…
Byłby to perwersyjny najmniejszy koncert świata. Dziś Fala jest modna, do Fali przyjeżdżają tłumy, a ja pamiętam czasy, kiedy na występ Polpo Motel – u szczyty ich popularności – przyjechało siedem osób i był to jeden z lepszych koncertów. Nie należy patrzeć na cyferki. Po prostu trzeba robić swoje.
Na koniec chciałbym prosić o przesłanie dla Pańskiej Skórki od Trzeciej Fali.
Popłyń z Trzecią Falą, czego i Państwu życzę.
Dziękuję za rozmowę.

*********************************************************************************************

Więcej szczegółów o ostatnich imprezach Trzeciej Fali w Białobrzegach dostępnych jest na stronach:

Fala dźwięku #30 – koncerty w lesie, Fali, video art

Fala dźwięku #31 – Ostatnia w Białobrzegach

http://trzeciafala.org/

 

Co sądzisz? Skomentuj!