Popatrz w górę

Warszawa – głównie z powodu zniszczeń wojennych – uchodzi za miasto raczej mało interesujące dla historyków sztuki. Są jednak miejsca, gdzie warto uważnie się rozejrzeć, spojrzeć pod nogi, na ściany, albo w sufit. Ba, okazuje się, że nasze miasto skrywa też zupełnie nieznane tajemnice sprzed wieków!

Niedawno media obiegła wieść o tym, że konserwatorzy pracujący w kaplicy Res Sacra Miser przy Skwerze Hoovera odkryli nieznane dotąd i dobrze zachowane freski, będące w pewnym uproszczeniu XVII-wiecznym odpowiednikiem dzisiejszego malarstwa 3D. Ale, choć położona blisko szlaków turystycznych, kaplica ta nie jest zbyt łatwo dostępna. Dlatego raczej nie stanie się punktem obowiązkowym na trasie wycieczek po Warszawie.

Zupełnie inaczej sprawy się mają z odległym od kaplicy o zaledwie 100 metrów, doskonale znanym kościołem św. Anny. Ośrodek duszpasterstwa akademickiego i dzwonnica z jednym z lepszych w mieście punktów widokowych to nie wszystko. Pomnik ofiar katastrofy w Smoleńsku – powiedzmy, że to temat dla koneserów. W krużgankach przy zakrystii można podziwiać sklepienie kryształowe, jedyne w Warszawie, a wewnątrz… no właśnie. Ponieważ jesteśmy wścibskimi blogerami i lubimy włazić w różne niedostępne miejsca (także takie, gdzie niekoniecznie powinniśmy), mamy dla Was niezłą bombę!

Kościół wyszedł z wojny i powstania w relatywnie dobrej kondycji. Spłonął dach, ale mury i dzwonnica ocalały. Obecnie w bocznej kaplicy bł. Władysława z Gielniowa trwają prace konserwatorskie – na wysokim rusztowaniu stukają młotki i unosi się zapach chemicznych odczynników. A w kopule odzyskują świetność freski Walentego Żebrowskiego. Z dołu – dla laika – freski jak freski, jednak z bliska, odpowiednio oświetlone, robią fantastyczne wrażenie. Jak czytamy na stronie internetowej kościoła: „w kopule wyobrażono niebiańską glorię bł. Władysława, klęczącego przed Trójcą Świętą i Matką Boską; wśród przedstawionego zgromadzenia świętych widzimy także świętych polskich: Wojciecha, Stanisława, Kazimierza i Jacka”. Uważne oko wypatrzy jednak także autoportret autora. Kliknij, by powiększyć zdjęcia:

Ale to nie wszystko. Kiedy jeden z konserwatorów wdrapał się wyżej, do latarni kaplicy, postukał tu, postukał tam, nastąpiło odkrycie znacznie większej wagi. Otóż na samym, samiuteńkim czubeczku bocznej kaplicy (swoją drogą widok stamtąd jest jeszcze inny i – być może – ciekawszy niż z dzwonnicy) oczom członka ekipy ukazały się freski, o których istnieniu nie wiedziano wcale, a przynajmniej dawno zapomniano.

Zachowały się one w dobrym stanie, biorąc pod uwagę burzliwą historię obiektu, między innymi dzięki temu, że w czasie powojennej renowacji kościoła nie prowadzono tam żadnych prac (z których skutkami konserwatorzy walczą obecnie kilka metrów niżej). Zobaczcie zdjęcia tych nieznanych warszawskich skarbów, bo niezależnie od ewentualnego procesu renowacji i zabezpieczenia, szans na osobiste obejrzenie ich z bliska większość z nas nigdy nie będzie miała. Kliknij, by powiększyć zdjęcia:

Co sądzisz? Skomentuj!