Pomniki, których w Warszawie już nie ma

Każda epoka i każda narracja historyczna ma swoje pomniki. Niektóre z nich są dość uniwersalne i ich długotrwałemu trwaniu w czasie nie zagrażają zawirowania polityczne. Inne znikają z pejzażu miasta jeszcze szybciej niż się pojawiły. Przypomnijmy kilka najbardziej znienawidzonych, nieistniejących już warszawskich monumentów.

Namiestnik

Pałac Prezydencki często (złośliwie lub historycznie) określany bywa dawną nazwą – Pałacu Namiestnikowskiego. Nie bez kozery, gdyż pałac ów został w 1818 roku odkupiony od Radziwiłłów przez władze Królestwa Polskiego właśnie w celu zakwaterowania tam namiestnika Królestwa. Tymże w 1832 został marszałek Iwan Paskiewicz, uhonorowany za skuteczne tłumienie powstania listopadowego. Zresztą jako namiestnik też trzymał fason i represjonował aż miło. Za te „zasługi” wystawiono mu solidny pomnik w miejscu zajmowanym wcześniej przez monument Józefa Poniatowskiego (a obecnie przez jego rekonstrukcję). Pomnik straszył warszawiaków przez prawie 100 lat, kiedy to nowi „gospodarze” Warszawy, czyli administracja niemiecka, zdemontowali go skutecznie i na dobre.

Krwawy Feliks

Feliks Dzierżyński to jedna z bardziej parszywych postaci wczesnego komunizmu. Zasłynął głównie jako twórca sprawnie działającej sowieckiej machiny „bezpieczeństwa”. Nic więc dziwnego, że jego pomnik odsłonięto w Warszawie w najmroczniejszych latach stalinizmu, w 1951 roku. Na uroczystość przybyli m.in. Mołotow i Żukow, a pomnik należał do najbardziej znienawidzonych symboli opresji. Próbowano go malować, a nawet podpalać, ale przetrwał nie tylko odwilż i karnawał Solidarności, aby spektakularnie runąć dopiero w 1989 roku. A na jego miejscu stanął wieszcz Słowacki – różnicy wizualnej dużej nie ma, ale przynajmniej jest symboliczna.

Olszynka Grochowska

Bitwa o Olszynkę Grochowską jest uznawana za jedno z najważniejszych starć powstania listopadowego. I choć formalnie nierozstrzygnięta, spowodowała odwrót wojsk feldmarszałka Dybicza. Nic więc dziwnego, że pomnik poległych pojawił się na miejscu pola bitwy całkiem szybko. Sęk tylko w tym, że poświęcono go pamięci poległych żołnierzy carskich, a powstańców określono na pamiątkowych tablicach jako „buntowników”. Rodacy „buntowników” z oczywistych powodów upamiętnienia nie zaakceptowali, dlatego obelisk znajdował się pod stałą ochroną carskich wartowników. Wiatr historii zwiał pomnik w latach 20 XX wieku (według niektórych źródeł już w 1916, od razu po wejściu Niemców), a obecny monument to skromna tabliczka z krzyżem.

Utrwalacze

Pomnik „Poległym w Służbie i Obronie Polski Ludowej” nie miał szczęścia. Monument ku czci tzw. „utrwalaczy władzy ludowej”, odsłonięty w 1985 roku, zniknął z pl. Żelaznej Bramy w 1991 roku, a dość spektakularne szczątki wspomnianych utrwalaczy zaległy w bazie ZDM na Żeraniu. Czy leżą tam do dziś – nie wiem, ale zaledwie sześcioletnia historia pomnika daje nadzieję na to, że nie wszystkie narzucone siłą upamiętnienia muszą długo czekać na radykalne zmiany geopolityczne.

Generał

Jeszcze krótszy od „utrwalaczy” żywot miał obelisk ku czci hitlerowskiego generała Wernera von Fritscha na Zaciszu. Niemiecki dowódca poległ we wrześniu 1939 roku, pamiątkowy kamień „zyskał” jeszcze jesienią tego samego roku, ale uroczystości z pompą i orkiestrami dętymi skończyły się w 1944 roku – w czasie powstańczych walk o Pragę rozprawiono się również z niezbyt stylową i zdecydowanie źle się kojarząca kamienną bryłą.

Siedmiu łajdaków

Jeden z pomników, które od początku budziły kontrowersje i na szczęście nie zagrzały długo miejsca w Warszawie, stanął na placu Saskim (obecnie Piłsudskiego). Upamiętniał polskich oficerów-lojalistów, którzy zginęli z rąk powstańców listopadowych. Spektakularny obelisk „zdobił” w latach 1841-1899 rozległy dziedziniec Pałacu Saskiego, aby w końcu trafić na pl. Zielony (dziś Dąbrowskiego). Przyczyną nie była zresztą jakaś specjalna zmiana nastawienia władz (ani – negatywnego – samych warszawiaków) do pomnika, miejsce było potrzebne pod budowę soboru Aleksandra Newskiego (który także ostatecznie wyleciał w powietrze). Pomnik trafił więc na zielony nie tylko z nazwy plac, gdzie miejscowi często okazywali swoje „ciepłe uczucia” słowem („Ośmiu lwów, czterech ptaków, pilnuje siedmiu łajdaków” głosił popularny dwuwiersz, nawiązujący do formy rzeźbiarskiej pomnika, zainspirowanej ponoć szkicem dokonanym osobiście przez cara) i czynem, a carska policja niewiele mogła zrobić. „Pomnik hańby” zniknął z Warszawy w 1917 – ponownie za zgodą niemieckich władz (a z inicjatywy socjalistycznej frakcji w Radzie Miasta).

Źródła zdjęć: Wikimedia Commons, zdjęcie pomnika gen. W. von Fritscha – NAC

Co sądzisz? Skomentuj!