Poczytaj mi, Pańska Skórko: Warszawex czyli Warszawa dla fajnego cudzoziemca

Ważkie zagadnienie pt. „dokąd w Warszawie zaprowadzić zagranicznych gości” to kwestia przed którą prędzej, czy później, stanie każdy i każda z nas. Kilka lat temu na łamach Pańskiej Skórki zaproponowaliśmy dość alternatywny przewodnik po mieście. Warszawex – anglojęzyczna broszura z poradami dla mniej konwencjonalnego turysty nie zawiera wprawdzie typów takich jak „Namiot Solidarnych 2010” (bo obecnie każdego dziesiątego można zobaczyć na żywo znacznie bardziej spektakularne widowisko), ale musi cieszyć dość podobne do naszego podejście do tego, co w Warszawie ważne, ciekawe i zaskakujące dla „innostrańca”. Nie mogło więc i u nas zabraknąć paru słów na temat tego interesującego przewodnika.

Warszawex, którego nazwa mocno kojarzy mi się z jakimś rodzajem burgera w Krowarzywach, nie jest spektakularny objętościowo. Nie zawiera też opisu typowych obowiązkowych atrakcji turystycznych. Prowadzi po miejscach, gdzie cudzoziemiec po pierwsze może dobrze się bawić, a w dalszej kolejności (po odbyciu obowiązkowej rundki po klubach i barach) – poczuć klimat prawdziwej Warszawy, pojmowany zresztą bardzo przyjemnie, choć – moim zdaniem – nieco zachowawczo.

Zaczyna się jednak od drobnej wpadki, której nie mogę puścić płazem, bo rozbolały mnie od niej zęby. Wpadka poniżej:

Dalej jest już co najmniej interesująco. A chwilami bardzo interesująco! Autorzy prowadzą turystę od Pawilonów na Nowym Świecie, przez kilka barów i klubów tanecznych, a na wieczorną gastrofazę doradzają Nocny Market. Następnie przychodzi czas na „the day after” z wizytą w Hali Mirowskiej (ciekawe, czy w kolejnym wydaniu znajdzie się też kilka słów na temat Hali Gwardii), nad Wisłą, czy w ogrodzie botanicznym albo na chopinowskim koncercie w Łazienkach (to bodaj jedyna atrakcja „konserwatywna”, która trafiła do tego przewodnika). Lekki uśmiech wzbudza też swoisty kodeks zachowania w barach mlecznych. Choć nie każdego turystę namawiałbym na [sok s’kishonih ogoorkoov] to większość warszaweksowych rekomendacji wydaje mi się trafiona.

Sympatycznym pomysłem jest też sekcja, w której „lokalsi” mówią o swoich ulubionych miejscach w mieście, choć – co ciekawe – do mnie najbardziej trafiło zestawienie przygotowane przez urodzonego we Frankfurcie Christopha Thuna, polecającego między innymi nasz ulubiony AKS „Zły”, czy Lokal Vegan Bistro.

Warszawex wydaje mi się niezwykle sympatyczną pozycją – bezpretensjonalną, poręczną (ma format małego zeszytu), a jednocześnie starannie opracowaną od strony wizualnej i pełną przydatnych informacji. Oraz mało przydatnych, ale ciekawych z „folklorystycznego” punktu widzenia. Myślę, że przewodnik powinien stać się stałym elementem wyposażenia hosteli w naszym mieście.

Autorzy Warszawexa zwrócili też naszą uwagę na online’owy suplement – trasy „by locals” opisane w blogowej formie – rzeczywiście są niegłupim uzupełnieniem papierowego przewodnika, który ze swojej natury może się szybko zdezaktualizować. Nawet jeśli nie sprezentujecie swoim „innostrańcom” samego Warszawexa, sądzę, że powinni tam zajrzeć.

PS do „warszawskiego startera” rekomendujemy .dorzucić przewodnik „Varsavia Coffee spots”.

fot. materiały wydawcy

Co sądzisz? Skomentuj!