Poczytaj mi, Pańska Skórko: „Rezydencje królewskie”

W pędzie za nowoczesnością, w obronie dziur po kulach z czasu Powstania, w dywagacjach na temat rowerów, kawy i zbliżania miasta do Wisły, zdarza nam się czasem zapominać o głębokich korzeniach Warszawy – miasta królewskiego. Zachwycamy się (słusznie!) „Kopernikiem”, ekscytujemy drugą linią metra (i głęboko poruszają nas problemy wybrakowanych torowisk), a miejsca, które są prawdziwymi świadkami warszawskiej historii – niezależnie od tego, jak obeszły się z nimi wojenne zawieruchy – kojarzą nam się raczej z wycieczkami turystów i zapachem naftaliny.

Warto więc zrobić rachunek sumienia i odpowiedzieć sobie przed lustrem na pytania: „Kiedy ostatnio byłem w Zamku Królewskim? Czy Wilanów nie kojarzy mi się ostatnio tylko z 'Miasteczkiem’? Czy mieniąc się prawdziwym warszawiakiem potrafiłbym wskazać lokalizację poszczególnych obiektów w Łazienkach?”. Efekt takiego ćwiczenia może być różny. Dlatego warto przypomnieć sobie o królewskiej historii naszego miasta, a zanim ruszymy na nowo odkrywać miejsca, które większość z nas zwiedzała ostatnio w czasie szkolnych wycieczek, może nam w tym pomóc piękny album, który niedawno trafił na rynek.

Choć czytacie blog o Warszawie i na warszawskich rezydencjach chciałbym się skupić także w tym krótkim tekście, nie wypada mi nie odnotować (czysto kronikarsko) faktu, że pierwszą część liczącej ponad 200 stron pozycji, poświęcono Wawelowi. OK, a teraz do rzeczy :) Choć „Rezydencje królewskie” to album, to warstwa tekstowa odgrywa tu równie istotną rolę, co piękne zdjęcia przedstawiające obecne wnętrza zabytków. Każdej z opisanych rezydencji poświęcono kilka stron rysu historycznego, nie zapomniano o najważniejszych wydarzeniach, których poszczególne obiekty były niemymi świadkami, znalazło się też miejsce na opis najważniejszych zbiorów każdej z królewskich kolekcji.

rezkrol2

A wszystko to zostało uzupełnione historycznymi (często niepublikowanymi) rycinami, projektami architektonicznymi, reprodukcjami miedziorytów, obrazów i archiwalnych fotografii. Gdyby nie ten nieszczęsny Wawel, można byłoby powiedzieć, że jest to doskonała, varsavianistyczna pozycja, zawierająca kompendium wiedzy nt. Zamku Królewskiego, Pałacu w Wilanowie i Łazienek. Promująca książkę informacja prasowa nie zawiera ani grama przesady, gdy mówi nam, że „czytelnik może odbyć wędrówkę po miejscach szczególnych”, bo ten, przygotowany wspólnymi siłami zespołów poszczególnych rezydencji-muzeów, album, to rzeczywiście wędrówka – do komnat znanych i powszechnie pokazywanych turystom, ale też w miejsca mniej oczywiste.

I choć nic nie zastąpi osobistej wizyty, to nie da się ukryć, że w domowym zaciszu, z kubkiem herbaty albo szklaneczką whisky, można odbyć równie przyjemne spotkanie z historią. I poświęcić np. wybranym detalom tyle czasu, ile tylko chcemy. Jesienna data premiery zapewne również nie jest przypadkowa, bo „Rezydencje królewskie” to pozycja wydana tak pięknie i solidnie (co można odczuć choćby w samej wadze albumu), że zapewne znajdzie się pod wieloma warszawskimi choinkami.

rezkrol1

Metryczka:
„Rezydencje królewskie”, wyd. I
Wydawnictwo BOSZ, 2015
Ilość stron: 208
Oprawa: twarda
Format: 240×311 mm
Wersja językowa: polska i angielska

Co sądzisz? Skomentuj!