Poczytaj mi, Pańska Skórko: Kronika Warszawy nie tylko dla varsavianistów

To w sumie dziwne uczucie pisać w sekcji poświęconej (przeważnie lub prawie) nowościom literackim o czymś, co po pierwsze tradycyjnie pojmowaną literaturą nie jest, a po drugie ma solidnych kilkadziesiąt lat tradycji. Skoro jednak o „Kronice Warszawy” jeszcze na Pańskiej Skórce nie było, to czas najwyższy naprawić ten błąd!

„Kronika…” ma, jak wspomniałem we wstępie, tradycję niebagatelną, bo korzeniami sięga 1925 roku. Od kilku lat ukazuje się jako półrocznik. Kiedyś jej cykl wydawniczy był znacznie „szybszy”, ale w epoce bieżącego „kronikowania” wszystkiego przez czujnych dziennikarzy i blogerów, taka podsumowująca, spokojna i nacechowana dystansem formuła wydaje się mieć bardzo dużo sensu. Półrocznik jest obecnie inicjatywą realizowaną wspólnie przez dwie zasłużone instytucje – Archiwum Państwowe w Warszawie i Dom Spotkań z Historią. W radzie programowej i komitecie redakcyjnym znajdziemy szereg zasłużonych nazwisk i tytułów naukowych – prof. Eugeniusz Cezary Król, Hanna Faryna-Paszkiewicz, Jerzy S. Majewski, prof. Jerzy Kochanowski i wielu innych. Taki zestaw mógłby onieśmielić blogera, mającego spojrzeć subiektywnym okiem na „Kronikę…”, ale Pańska Skórka angażuje wyłącznie blogerów bezczelnych, których onieśmielić trudno, więc z należnym szacunkiem, ale bez bałwochwalstwa pozwalam sobie nie tylko rzucić okiem na varsavianistyczną bombę merytoryczną, ale też wrzucić swoje trzy grosze.

Ponieważ „Kronika…” to solidna piguła wiedzy nie tylko w ujęciu merytorycznym, ale też objętościowym (ostatni jak dotąd numer liczy ponad 200 stron!), nie sposób przymierzając się do szybkiej notki na blogu przeczytać wstecznie choćby 3-4 numery w całości (cierpliwość oczekujących na recenzję wydawców zostałaby wówczas zdecydowanie nadwyrężona), skupię się więc na ostatnim jak dotąd wydaniu (a kolejne będzie dostępne już lada chwila!).

Pierwsza część to kronika sensu stricto, czyli sumienne podsumowanie wydarzeń okresu od wydania poprzedniego numeru. Faktycznie sporządzone z dużą dokładnością i obejmujące większość istotnych wydarzeń w życiu miasta. Dalej następuje relacja z debaty „Kroniki…”, poświęconej nazewnictwu prawobrzeżnej części Warszawy – solidny zapas paliwa do dalszych zażartych dyskusji na temat „Praga Południe vs. Grochów”. Zapis jest kompletny, w zasadzie to stenogram, dzięki czemu możemy zapoznać się z pełną treścią wszystkich wystąpień, ale z drugiej strony czyni to lekturę nieco przyciężką. Kolejna sekcja to stały dział „Artykuły i materiały” – zbiór varsavianistycznych opracowań na konkretne tematy – w tym numerze poświęcono uwagę m. in. historycznej stacji pomp Żoliborz, czy nieruchomościom należącym do wspólnoty ewangelickiej w XIX wieku. Ale nie zabrakło też miejsca np. na omówienie zieleni warszawskiej w latach 1935-1939, a konkretnie akcji „Warszawa w kwiatach i zieleni”. Znalazła się też historia pierwszego warszawskiego trolejbusu (a ja, mając okazję napisać o ostatnim, marzę, aby kiedyś wróciły one na ulice miasta). No i wreszcie recenzje – książek, ale nie tylko. W tej części znalazła się też „metarecenzja” związana z konkursem literackim im. Hanny Szwankowskiej, czy przekrojowy artykuł Marka Ostrowskiego, zachęcający do podjęcia interdyscyplinarnych studiów varsavianistycznych – a to kapitalna i wciąż zbyt mało znana inicjatywa. „Kronikę…” zamyka sekcja „Pro Memoria”, czyli epitafia ważnych warszawiaków i osób z Warszawą związanych, które odeszły w ostatnich miesiącach, a także aktualizowana na bieżąco „Bibliografia varsavianów” (wolę nawet nie zaglądać, bo pójdę z torbami).

Forma „Kroniki…” jest stosunkowo wymagająca – to nie komiksowy pop-varsavianizm, czy gry miejskie. Ale dla czytelnika zainteresowanego miastem na nieco głębszym od przeciętnego poziomie będzie to lektura fascynująca.

Jeśli wystarczająco Was zachęciłem (albo zupełnie niewystarczająco, pozostawiłem niedosyt i chcielibyście samodzielnie wyrobić sobie zdanie), mam dobrą wiadomość – „Kronika…” oczywiście może (i powinna) zagościć na Waszych varsavianistycznych półkach (macie takie, prawda? Nie jestem „trochę inny”?), ale numery archiwalne możecie też zupełnie bezpłatnie poczytać w wersji elektronicznej – wystarczy zajrzeć na stronę Archiwów Państwowych! [klik]

Miłej lektury!

Co sądzisz? Skomentuj!